poniedziałek, 7 marca 2016

Nie wszystko stracone - Rozdział 16

Adelaide, twój pomysł, więc od Ciebie zacznę :* Szczerze to wielbię twoje komentarze i zawsze wiem, że to Ty jeszcze zanim sprawdzę od kogo ;) Takie entuzjastyczne ^^

Puf. :3, moje sumeinie <3 Dziękuję za przypominanie o wattpadzie, bo często zapominam :* Dzięki Tobie mają co czytać :*

Safira, jesteś ze mną odkąd pamiętam i doceniam, że zawsze coś po sobie zostawiasz <3  Chciałabym, żeby każdy czytelnik zostawiał po sobie choć buźkę, tak jak Ty :*

Aiko, cieszę się, że Cię tu widzę, bo zanim zaczęłam pisać, czytałam wiele Twoich opowiadań :* Nawet teraz też czasem do nich wracam ^.^

Lidia ciekawe?, dziękuję za komentarze :* Widzę Cię za każdym razem <3

No i moje kochane Anonimki :* Rozróżniam Was po stylu pisania, a przynajmniej tak mi się zdaje ;D Dziękuję za to, że nawet bez podpisu zostawiacie mi tu swoją opinię :*

Dziękuję za całą wenę jaką mi przesyłacie! <3
 


- Powiedz coś – mruknął Amek, mając dość tej ciszy, która zaległa w samochodzie, kiedy tylko do niego wsiedli. - Jesteś na mnie zły?
- To zależy – Logan popatrzył na niego ze zmrużonymi oczami.
- Od czego?
- Od tego, kto zrobił ci tę malinkę.
Amek nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu. Nie odezwał się ani słowem, tylko wpatrywał w Logana, szczerząc zęby.
- Czego się tak szczerzysz?
- Mam powód. - Uśmiech dalej nie schodził mu z twarzy, kiedy odpiął pas i pochylił się w stronę Logana, całując go mocno. Po chwili oderwał się i z powrotem zapiął pas.
- Chcesz nas zabić? Ja tu prowadzę.
- A jednak jakoś się nie opierałeś.
- Nie chciałem spowodować wypadku.
Kolejna cisza nie przeszkadzała już Amkowi tak bardzo. Był zajęty uśmiechaniem się i kontemplowaniem krajobrazu za oknem. Choć z racji tego, że jechali przez las nieoświetloną drogą, za dużo nie widział. Dlatego zaczął rozmyślać, co niestety doprowadziło do pozbycia się radosnego uśmiechu.
- Myślisz, że to bezpieczne? Jeżdżenie do ciebie na noc, kiedy każdy może nas zobaczyć? - zapytał w końcu, nie mogąc już znieść niepokoju, który w zastraszającym tempie w nim narastał.
- A ty co tak nagle?
- Po prostu dopiero teraz uświadomiłem sobie, do czego cię skłoniłem. Bo jeżeli ktoś się o nas dowie, zapewne stracisz pracę.
- Może ty o tym nie myślałeś, ale ja owszem.
- I co? Tak po prostu to ignorujesz?
- Nie, że ignoruję. Po prostu mnie to nie obchodzi.
- Jak może cię to nie obchodzić? Przecież to twoja praca. - Wpatrywał się w Logana jakby ten mówił, że niedźwiedź polarny jest różowy.
- Właśnie w tym rzecz. To tylko praca. Nie mam ochoty pracować, jeżeli ma to wyglądać tak jak w ciągu ostatniego roku. Choć ucieszę się, jak mnie nie wywalą za romans z uczniem.
- Kompletnie cię nie rozumiem. Tak się teraz zastanawiam, że gdybym był na twoim miejscu, to dałbym sobie kosza. W końcu jakby nie było wpieprzyłem ci się w życie z buciorami, powiedziałem, że cię kocham i zaciągnąłem do łóżka.
- Nie pochlebiaj sobie. O ile mi wiadomo, to ja cię do niego zaniosłem – zaśmiał się Logan, parkując samochód. Dojechali właśnie pod blok, ale żaden nie wysiadał. - Poza tym jestem już przyzwyczajony do użerania się z tobą, więc tak łatwo mnie nie zniechęcisz.
Wysiadł z samochodu, więc Amek zrobił to samo. Logan zamknął pojazd i ruszyli w stronę klatki.
- Broń Boże, nie mam najmniejszego zamiaru.
Weszli do mieszkania i po zostawianiu kurtek w przedpokoju, obaj ruszyli do kuchni.
- Zrobisz herbatę? - Logan złapał za jabłko i wgryzł się w nie, siadając na blacie.
- Od kiedy to gość robi herbatę? - Amek uniósł brwi, ale wyciągnął dwa kubki i torebki z herbatą, by po chwili wstawić wodę.
- Od kiedy wie gdzie się ona znajduje. Choć fakt, że uprawialiśmy seks na tym blacie też jest jakimś argumentem – powiedział Logan, a Amek parsknął cicho, zalewając kubki wrzątkiem.
- Nie zarumieniłeś się – stwierdził Logan, patrząc na Amka z uniesionymi brwiami. Wyrzucił ogryzek do kosza.
- Aż takie to dziwne? W końcu jestem facetem. Poza tym... - ugryzł się w język, choć wiedział, że już za późno. Logan mu nie odpuści.
- Poza tym, co? - Zmrużone oczy i krok w przód sprawiły, że Amek przełknął ślinę i cofnął się w stronę wyjścia z kuchni. Jak przypuszczał to tylko sprawiło, że Logan zrobił kolejny krok w przód.
- Poza tym, myślałem dzisiaj o tylu takich rzeczach, że będziesz musiał się bardziej postarać, żebym się zarumienił.
Tym zdaniem sprawił, że Logan zatrzymał się, wbijając w niego wzrok. Uniósł wysoko brwi, po czym opuścił je z powrotem na dół. Złożył ręce na piersi i po chwili się odezwał.
- Co wy żeście robili na tej imprezie? Malinki, zboczone wizje. To była jakaś orgia, czy co?
Amek parsknął śmiechem, nie mogąc zrozumieć jakim cudem mężczyzna nie pojął jego uwodzenia. Chyba bardziej bezpośredniego tekstu już wymyślić nie mógł.
- Nie ma się z czego śmiać. Chce wiedzieć, co się działo na tej imprezie – Logan wyglądał, jakby ktoś mu przywalił z bara i nie powiedział „przepraszam”.
- No nie wiem. W końcu tyle się tam działo. To całowanie, lizanie, malinki i cała reszta...
Amek nie mógł się powstrzymać przed małą grą. Liczył, że Logan się wkurzy.
- Okej. W takim razie śpisz na kanapie.
Mina Amka zrzedł, kiedy Logan odwrócił się do herbaty z poważną miną.
- Ej, Logan, ja tylko żartowałem. Słyszysz? Nabijam się z ciebie. Nic tam nie było. Tylko gra w butelkę, nic więcej.
Zrozumiał co się dzieję, dopiero, kiedy Logan nie wytrzymał i uśmiechnął się, maskując to kaszlem.
- Naucz się lepiej kłamać, jak chcesz mi wciskać kity. Miałeś minę jak wszyscy ci, którzy mówią „pies mi zjadł pracę domową”.
Amek spojrzał an niego spode łba.
- Mimo wszystko mam ochotę usłyszeć to dwoje myśli, o których mówiłeś – szepnął Logan, zbliżając się do niego tak, że pomimo braku dotyku czuli ciepło bijące od drugiego ciała.
Tym razem Amek już nie powstrzymał lekkiego rumieńca. Jak ten facet to robił, że wystarczył jego zapach, a on zmieniał się z powrotem w niewinnego chłopaka.
- Cóż, ale herbata nam wystygnie – powiedział mało przekonująco i dobrze o tym wiedział. W głębi duszy nawet nie chciał być przekonujący.
- Wypiję zimną – Logan złączył ich usta, chwytając Amka za pośladki. Na ten niespodziewany ruch, szatyn jęknął cicho, zbliżając się do mężczyzny jeszcze bardziej. Wystarczyła chwila, a już nie pamiętał o herbacie. Nawet nie wiedział kiedy jego nogi owinęły się wokół bioder Logana i obaj znaleźli się w sypialni.
- Rozbierz mnie – Amek już nie mógł się doczekać, aż znów poczuje na skórze ciepło ciała Logana. Chciał ponownie przeżyć to cudowne uniesienie i znów złączyć się z Loganem. Brakowało mu bliskości, tęsknił za nią od kiedy wyszedł ostatnim razem z tego ciepłego łóżka.
Nie musiał długo czekać na spełnienie prośby. Koszulka wylądowała na ziemi, a po chwili dołączyły do niej pozostałe części garderoby. Tym razem jednak Amek również wziął się za rozbieranie Logana, ściągając w pierwszej kolejności jego spodnie. W ten sposób szybko obaj leżeli nadzy, błądząc rękami po swoich ciałach i nawet na chwilę nie rozłączając ust. Przynajmniej dopóki Amek nie wylądował na Loganie.
Usiadł mu na biodrach, całując go w szyję, palcami dokładnie badając każdy kawałek skóry. Nie potrwało to jednak długo, gdyż po chwili to on leżał pod drugim mężczyzną i jęczał, kiedy ten przygryzał jego skórę.
Spiął się, kiedy poczuł w sobie pierwszy palec, ale na jego penisie szybko pojawiła się dłoń, która sprawiła, że nawet nie myślał o tym, co się dzieje z tyłu. Kiedy jednak palce zniknęły, otworzył oczy i przyciągnął Logana do pocałunku. Ponownie znalazł się na nim, lecz tym razem nie dał się obrócić. Całował go przez chwilę, po czym pociągnął zębami za jego wargę, równocześnie nabijając się na jego członka.
Zatrzymał się an chwilę, uspakajając oddech i leniwie całując się z Loganem. W końcu jednak poruszył się, a ręce na jego biodrach mu w tym pomogły. Nabijał się powoli, wręcz leniwie, a brunet go nie pospieszał. Wpatrywali się w siebie, nic nie mówiąc, od czasu do czasu tylko łącząc swoje usta w czułych pocałunkach. Kiedy Amek czuł, że niewiele mu już zostało, przyspieszył, doprowadzając ich obu na skraj.
- Kocham cię – powiedział Amek, wtulając się w tors Logana. Uwielbiał te momenty, kiedy obaj wyczerpani leżeli w łóżku.
- Ja ciebie też – odpowiedział, a Amek podniósł się i z uśmiechem go pocałował. Był taki szczęśliwy, że nie omieszkał podzielić się tym z Loganem.
- Ale wiesz, ze pozostały nam cztery godziny snu? A ciebie jutro będzie bolał tyłek. Nie wróżę ci miłego dnia.
- Psujesz atmosferę.
- Zawsze możemy się zerwać ze szkoły.
- Tak po prostu? Nie musisz mieć jakiegoś papierka?
- Jakoś da się załatwić.
- W takim razie jestem za. Mam jutro kartkówkę z artystycznych.
- Zastanawiam się jakie usprawiedliwienie od ciebie dostanę. Choroba? Wizyta u lekarza?
- Zwalę na tyłek. Myślisz, że „nadwyrężenie” będzie wiarygodne?
- No nie wiem, coś mi się wydaje za mało „nadwyrężony” - powiedział i ścisnął pośladki Amka, który poczuł jak sperma Logana ścieka mu po udzie. Zarumienił się, uświadamiając sobie jak to musi wyglądać.
- Szczerze to spać mi się chce. Ale najpierw prysznic.
- Jestem za – Logan uśmiechnął się słodko.
- Nie ma mowy. Chce się umyć, a nie pobrudzić jeszcze bardziej – szturchnął go lekko, po czym podniósł się i poszedł do łazienki. W sumie to pobiegł, zamykając Loganowi drzwi przed nosem.
- Wrócimy do tego jutro! - usłyszał jeszcze przez drzwi.

* * *
- Widziałaś Logana? - Radek niechętnie podszedł do Aleksandry Kałaput. Niestety tylko ona znajdowała się w pokoju nauczycielskim, więc nie miał wyboru. Ku jego zdziwieniu, nie zrobiła żadnej dziwnej miny, nie odezwała się piskliwym głosem, ani nie powiedziała nic głupiego. PO prostu zaprzeczyła i zaproponowała herbatę, gdyż właśnie robiła dla siebie.
- Chętnie, dziękuję. Nie wiesz, co z nim? Dopiero przyszedłem, a już mam za niego zastępstwo.
- Nie wiem dokładnie. Aneta mówiła coś, że ma jednodniowego wirusa.
- No trudno. Każdemu się zdarza.
- Nie wierz w to. To wymówka albo na kaca, albo na seks.
- Niby skąd...? W sumie nie ważne – Radek upił łyk napoju, po czym znów spojrzał na Aleksandrę. Wydawało mu się, że wygląda inaczej i po chwili zauważył, o co chodziło. Nie miała na sobie kilograma tapety, ale lekki makijaż. To dlatego wyglądała tak normalnie. Dopiero bez dodatkowej „twarzy”widział, że była piękną kobietą. Ciekawe, co się z nią stało.
- Wszyscy stosują takie wymówki. A Logan nigdy nie choruje na krócej niż trzy dni. Pewnie jest ze swoją narzeczoną.
Radek niemal opluł się herbatą. W porę jednak mruknął „gorące”, tłumacząc dziwny ruch. O czym ta kobieta mówi? Jaka narzeczona? Może nie wychodzili w ostatnim czasie, ale o narzeczonej by wiedział. Chyba, że to jakiś trik Logana, a wtedy lepiej, żeby udawał wtajemniczonego.
- Skąd o niej wiesz? Poznałaś ją?
- Nie. Słyszałam od dwójki uczniów. Jej brata zresztą. To chyba jest poważne, więc nawet ja sobie go odpuściłam.
Więc to odpuszczenie sobie Logana ją tak zmieniło? Niesamowite, a zdawałoby się, że powinno być na odwrót. Jednak to nie to najbardziej ciekawiło Radka. Chciał dowiedzieć się jak nazywa się ta narzeczona.
- Aż tak poważne? Myślałem, że to tylko chwilowe – powiedział, ostrożnie obserwując reakcję Aleksandry. - Jak ona miała?
- Pola Sęk. Wybacz, ale muszę iść. Sztalugi czekają.
- Jasne.
Radek zmarszczył brwi. Sęk. Amadeusz Sęk, który na pierwszej lekcji oznajmił, że jest jedynakiem. I którego siostra jest narzeczoną Logana. Pomijając już fakt, że jest uczniem, który wie o jego związku z Wojtkiem. Nie żeby się wstydził, ale musiał z nim porozmawiać. Przy okazji zapyta o tę siostrę. Coś mu tu nie grało, a nie chciał, aby Logan wplątał się w coś dziwnego. Wystarczająco już wycierpiał.

* * *

- Właśnie. Przyjaźnisz się ze Świerkiem, nie?
- Można tak powiedzieć. Choć ostatnio rzadko wychodzimy, a co?
- Nic. Nie powinienem o tym mówić.
- To trzeba było tego nie robić, ale jak już zacząłeś, to nie pozwól, żeby mnie ciekawość zeżarła – Logan przycisnął go mocniej do swojego boku, a Amek westchnął. Mógł się nie odzywać.
- Nie chcę zdradzić jakiegoś z jego sekretów. Skąd mam wiedzieć ile wiesz.
- Teraz to już ci nie odpuszczę. Co masz na myśli.
- Jakby ci to... Widziałem go z kimś.
- Z facetem? O to ci chodziło? Bo zdaję sobie sprawę, że jest gejem.
- Ale nie wiesz z kim się spotyka? - Logan zmarszczył brwi, zastanawiając się głęboko. Skoro Amek poruszał ten temat, to musiał widzieć Radka z kimś, kogo zna, a w tym momencie tylko jedna osoba przychodziła mu do głowy.
- Nie mów, że widziałeś go z Wojtkiem?
- Czyli jednak wiesz?
- Nie wiedziałem. Co prawda zauważyłem, że coś do niego miał, ale nie myślałem, że będą razem. Choć w sumie pasują do siebie. Madzia będzie miała wspaniałych tatusiów.
- Madzia to ta dziewczynka? Słyszałem, że jest pod opieką Resztki. Pewnie po to byli w sądzie. Tam ich widziałem, jak czekałem na autobus. Problem w tym, że oni też widzieli mnie. Będę się czuł dziwnie na biologii i geografii.
- Patrząc z twojego punktu widzenia to musi być rzeczywiście niezręczne. Widzieć nauczycieli w takiej sytuacji.
- Hmm, jednego widziałem w gorszych – Amek uśmiechnął się łobuzersko.
- To co innego. Jesteśmy partnerami, więc to zupełnie inna sytuacja.
Amek zamarł i wpatrywał się w Logana. Dobra może i uprawiali seks, powiedzieli sobie, że się kochają, ale nikt nic nie mówił o związku. Znaczy dla niego był to szczyt marzeń, ale nie oczekiwał, że tak szybko to nadejdzie. I że mężczyzna w ogóle bierze go na poważnie.
- Hej, żyjesz? Zaciąłeś się?
- Partnerami? - Amek uśmiechnął się szeroko, patrząc na Logana z szeroko otwartymi oczami.
- No chyba, że wolisz mnie nazywać swoim chłopakiem. Dla mnie bez różnicy.
- Nie oto mi chodzi. Więc jesteśmy w związku? Razem.
- No w związku ciężko być osobno, więc chyba tak – zaśmiał się Logan. Ta dziecinna radość na twarzy Amka sprawiała, że czuł się szczęśliwy.
- Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham. - Amek rzucił się na niego i objął rękami za szyję, przy okazji całemu na nim leżąc.
Logan uśmiechnął się. Każdy kolejny dzień miał więcej kolorów, a to wszystko za sprawą tych dwóch magicznych słów, które słyszał od tego chłopaka coraz częściej.



niedziela, 6 marca 2016

Informacja

Hej :*
Mam małą informacje ^^
Zauważyłam że w niedzielę się nie wyrabiam, więc od dziś rozdziały będą dalej w poniedziałki, ale wieczorem :( co powiecie na 23?

PS: Dokładnie czytam każdy Wasz komentarz, pytania, prośby,  opinie i wszystko inne :* I dziękuję Wam za każde słowo :D W skutek właśnie jednego z komentarzy to piszę :*
Mam zamiar zastosować się do prośby  i Wam odpowiadać, choćby słowem :) Kiedyś tak robiłam, ale niestety coraz mniej czasu :/ Tęsknię za czasami gdzie jedynym ograniczeniem było zdążenie na obiad hahah ^^
Nie mam jednak czasu się wracać więc zacznę od poprzedniego rozdziału i postaram się nadążać :* ale to jutro bo dziś trzeba się połowy książki na WOS nauczyć 😢

Kocham Was ♡

poniedziałek, 29 lutego 2016

Nie wszystko stracone - Rozdział 15

 Miłego czytania! Dziś trochę dłużej :*


Radek zaśmiał się głośno, pozbywając się całego napięcia. Serce waliło mu jak młotem, pozbawione ciężaru zmartwień.
- Mówiłem ci, że się uda! Niepotrzebnie się martwiłeś – powiedział, idąc obok Wojtka w stronę samochodu.
- Sam nie spałeś w nocy więc nie udawaj lekkoducha. - Wojtek nie mógł zetrzeć z twarzy uśmiechu.
- No dobra, może martwiłem się jak cholera, ale w końcu i tak się udało.
- Kocham cię za to, że tak się martwisz o Madzię – nie zważając na ludzi, przyciągnął Radka do siebie i cmoknął w usta.
- Tylko za to?
- No i za kilka innych rzeczy – mruknął porozumiewawczo.
- Hmm? Jakich konkretnie?
- Pokażę ci jak dojedziemy do domu. Ludzie mogliby być trochę zgorszeni.
- Nie wiedzą, co tracą.
Wojtek zaśmiał się i puścił Radka, ten jednak nie ruszył się, wpatrując w jakiś punkt. Resztka spojrzał na niego, po czym podążył za jego wzrokiem. Mimo, że byli dorośli i w sumie mogli robić, co chcieli, zdenerwował się lekko, widząc jednego z ich uczniów, wsiadającego do autobusu i zerkającego w ich stronę. Kiedy dostrzegł, że na niego patrzą, już więcej się nie odwrócił.
- Chyba nas ktoś nakrył – mruknął Wojtek, śledząc autobus wzrokiem.
- Amadeusz Sęk. Jest w klasie Logana.
- Cóż, kiedyś pewnie i tak by się to stało. Nie jesteśmy zbyt dyskretni.
- Myślisz, że nie będzie problemów?
- Zależy, czy zamierza rozpowiedzieć wszystkim, że nas widział. O pracę martwić się nie musisz. Dyrektorka wie, że jestem gejem.
- Nie sądzę, żeby Amadeusz rozsiewał plotki. Wydaje się być porządnym dzieciakiem.
- Wystarczy, że powie jednej osobie, a ona zajmie się resztą.
- Nie ma co gdybać. Pogadam z Loganem ma z nim dobry kontakt.
Wojtek uniósł brwi patrząc na Radka pytająco. Siedzieli już w samochodzie, jadąc w stronę domu.
- Jak bardzo dobry?
- Nie mam pojęcia. Widziałem ich kilka razu jak rozmawiali. Nic takiego, podobno Logan szykuje go do finału olimpiady. Nie myślałem o takim kontakcie.
- Wiem, ale zauważyłeś, że ostatnio się zmienił? Wydaje mi się, że częściej szczerze się uśmiecha.
- Zauważyłem. Jak zazwyczaj siedział w pracy najdłużej, tak teraz znika jak tylko skończy lekcje.
- Jak się głębiej zastanowić, to zaczęło się niedługo po rozpoczęciu roku szkolnego. Może rzeczywiście coś go z tym Amkiem łączy.
- Myślisz, że ryzykowałby aż tak?
- Nie wiem i nie chce wiedzieć. Logan jest w porządku, wie co robi. Dla naszego i ich dobra lepiej, żebyśmy się w to nie zagłębiali. Nie chce im niszczyć życia, a będę musiał jeśli się dowiem.
- Masz rację. Nie nasza sprawa. Bardziej interesuje mnie to, co będziemy robić po powrocie.
- Chyba mam jakieś ciekawe książki. Możemy poczytać – odparł Wojtek niewinnie.
- Mi pasuje. Dawno nie czytałem. - Radek z poważną miną wpatrywał się w Wojtka. Ten widząc to, zmarszczył brwi.
- Wiesz, że żartowałem?
- Naprawdę? A ja już tak się nastawiłem na tę książkę.
Wygląd skrzywdzonego szczeniaczka sprawił, że Radek wybuchnął śmiechem.
- Jesteś okropny, wiesz?
- Zdaje sobie z tego sprawę.

* * *

- Gadaj co mi chciałeś powiedzieć, bo dłużej nie wytrzymam.
- Jak będziemy, to ci powiem. Ale nie tu, bo jeszcze ktoś usłyszy.
Szli właśnie do Mai, która chwilę wcześniej odebrała Amka z przystanku. Już od rana Amek miał jej coś powiedzieć, jednak cały czas zwlekał, obawiając się, że ktoś podsłucha.
- Jesteśmy sami na całym chodniku. Raczej trawa nikomu nie powie.
- Coś ty taka uparta? Nie możesz chwilę poczekać?
- Mam wrażenie, że się nie doczekam. Miałeś już tyle okazji, że może lepiej zastanów się, czy chcesz mi to powiedzieć.
- Chcę, tylko... - Maja spojrzała na niego wyczekująco. - Niech ci będzie. Uprawialiśmy seks.
Maja stanęła jak wryta, a on zauważył to dopiero po dwóch krokach. Odwrócił się do niej i czekał, aż coś powie. W końcu po jakiejś minucie nie wytrzymał.
- Masz zamiar wpatrywać się tak we mnie do zachodu słońca? Powiedz coś w końcu
- Wybacz, ale jestem trochę zdezorientowana. Dopiero co mówiłeś mi, że to jednostronne i że na niego nie działasz, a teraz wyskakujesz z czymś takim.
W końcu ruszyła się z miejsca. Przez chwilę między nimi panowała cisza. Maja zastanawiała się co powiedzieć, a Amek jak zakończyć ten temat jak najszybciej.
- Wiesz, że jak już mi powiedziałeś, to będę oczekiwała szczegółów? Kiedy to w ogóle było?
- W piątek. I w sobotę – powiedział, a Maja parsknęła cicho.
- Od razu z grubej rury, co?
- Spadaj – szturchnął ją, a w odpowiedzi usłyszał śmiech.
- Już się tak nie rumień. Pewnie pod Loganem nie byłeś taki wstydliwy, co?
Jak na zawołanie zarumienił się jeszcze bardziej. Jeszcze trochę i można by go wziąć za pomidora.
- Skąd pomysł, że ja byłem pod? - mruknął oburzony.
- Wybacz, ale innej konfiguracji sobie nie wyobrażam.
- Nie wiem czy gorsze jest to, że nie wyobrażasz sobie mnie na górze, czy, że w ogóle nas sobie wyobrażasz. Nie masz co po nocach robić? Musimy szybko uwieźć Nikodema.
- Właśnie, o czym z nim dzisiaj gadałeś?
- A o niczym konkretnym. Muszę poznać cel, żeby wiedzieć jak do niego dotrzeć.
- Brzmi jakbyś to ty do niego zarywał.
- Nie mój typ, ale do ciebie pasuje. Poza tym jak się z nim zaprzyjaźnię, to będzie musiał spędzać czas też z tobą.
- No dzięki. Jakby to była jakaś kara. Właź i ściągaj buty. Myłam wczoraj podłogi.
Posłusznie wykonał polecenie i ruszył za Mają do kuchni. Był to już któryś raz, więc nie krępował się tak bardzo. Mama Mai była naprawdę w porządku. Przywitał się z nią i usiadł obok Mai przy wyspie kuchennej. Zauważył, że jego przyjaciółka bardzo często tak robiła. Zawsze po powrocie siadała w kuchni i rozmawiała z mamą chociaż pięć minut.
- Jesteście głodni? Usmażyłam naleśniki przed chwilą.
- Jego się pytać nie musisz. Co mu dasz to zje o każdej porze dnia i nocy.
- Ej! Wcale nie. Owoców morza nie tknę.
- I myślisz, że zaserwuję ci tu teraz krewetki? Na takie rarytasy nie zasługujesz –
- Nawet nie wiesz, jak się z tego powodu cieszę.
- Pewnie nie tak bardzo jak ze swojej piątkowej i sobotniej przygody – mruknęła cicho Maja, tak, że jej mama niczego nie usłyszała. Mimo to Amek znów spalił buraka.
- Maja, nie męcz go tak, bo kolorem przebija dżem truskawkowy.
- Nie męczę, nie martw się. To tylko takie przyjacielskie zaczepki.
- Niech ci będzie. Jedzcie i mówcie, co tam się dzisiaj w szkole działo.
- W sumie nic specjalnego. Poniedziałek jak każdy inny. Niezapowiedziana kartkówka z polskiego i okropny sprawdzian z matmy.
- Nie był przecież taki zły – Amek spojrzał na nią zdziwiony.
- Połowa zadań była z logarytmów, których dalej nie rozumiem. Ale nie ważne. Ważniejsze jest to, że Amek próbuje mnie zeswatać.
- Zeswatać? - mama Mai zrobiła dziwną minę, po czym uśmiechnęła się zakłopotana. - Więc wy nie jesteście razem?
- Mamo! - Maja spaliła buraka, a Amek zachichotał. - Co ty za bzdury opowiadasz?
- No co? Nigdy nie miałaś przyjaciela płci męskiej. Poza tym dużo o nim mówisz, więc nie zdziwiłabym się, gdyby coś zaiskrzyło.
- A ja bym się zdziwiła – palnęła Maja, wkładając do ust naleśnika.
- Dlaczego? - pytanie skierowane było do Amka, ponieważ Maja miała zapchane usta. Nie wiedział, co ma odpowiedzieć, jednak wtedy przypomniał sobie o bracie Mai.
- Jestem gejem – powiedział, a mama Mai ułożyła usta w „o”, po czym się zaśmiała.
- No tak, to wiele tłumaczy. Nie martw się. W naszym domu to coś normalnego.
Maja zabrała puste talerze i nalała soku do szklanek, nie kładąc ich jednak na stole.
- Dobra koniec tych rozmów, zabieram cię do siebie.
Zamknęli się w pokoju, gdzie Maja od razu puściła jakąś muzykę. Amek w pokoju przyjaciółki czuł się o wiele bardziej swobodnie, dlatego też pierwsze co zrobił, to rozłożył się wygodnie na łóżku.
- O nie, tak się nie bawimy, posuń tyłek. Nie będziesz sam leżał.
- A było tak fajnie – burknął, ale przesunął się, żeby Maja mogła położyć się obok.
- Nie narzekaj, tylko opowiadaj jak to było. Jako, że straciłeś dziewictwo pierwszy, wisisz mi opowieść ze szczegółami.
- Muszę uwzględniać wszystkie?
- Nie. Po zastanowieniu opowiedz tylko tak ogólnie. Później nie będę mogła patrzeć na Logana na lekcji.
- Dobra w takim razie jak się z nim spotkałem to pocałował mnie w policzek. Pojechaliśmy do niego i mnie pocałował i tak jakoś wyszło, że zaczęło się robić gorąco, a potem przenieśliśmy się do sypialni. Koniec.
- Oczekiwałam mniej beznamiętnej opowieści.
- Oj nie, nie mam zamiaru wnikać w szczegóły. Sama myśl, że on... - Amek podniósł się do siadu i pokręcił głową. - Dość. Koniec. Nie myślę już o tym.
- Zachowujesz się jakbyś miał ochotę do niego pojechać i powtórzyć wszystko jeszcze parę razy.
- Nie zdajesz sobie nawet sprawy jak wielka jest ta ochota. Z chęcią zrobiłbym mu kolejną malinkę.
- On chyba tobie też, sądząc po twojej szyi. A ja myślałam, że coś cię ugryzło. Właściwie to gdzie mu ją zrobiłeś? - zapytała, a Amek uśmiechnął się diabolicznie.
- Przez najbliższy tydzień będzie chodził z koszulą z kołnierzykiem.

Rozmawiali już od dłuższego czasu, kiedy Amek przypomniał sobie sytuację z dnia dzisiejszego.
- Właśnie wiedziałaś, że Resztka i Świerk są ze sobą?
- Co? Jak to?
- Widziałem ich dzisiaj jak czekałem na autobus. Resztka dał Świerkowi buziaka w usta. Wyglądali jak kochająca się para.
- W sumie krążyły plotki o wice, ale myślałam, że to tylko plotki. A co do Świerka to miałam pewne podejrzenia. Ale żeby oni razem? Wiesz co będzie jak się to rozniesie?
- Wyobrażam sobie, dlatego się nie rozniesie, a przynajmniej nie przeze mnie. Tak więc gęba na kłódkę. Nie chce im robić problemów, w końcu jestem w gorszej sytuacji.
- Ja nic nie powiem, ale myślę, że powinieneś dać im jakoś znać, że ich sekret jest bezpieczny.
- Nie będę przecież z nimi o tym rozmawiać. To mi nauczyciele!
Maja popatrzyła na niego znacząco.
- No co ty nie powiesz.
Zaczęli się śmiać, a po chwili do drzwi ktoś zapukał.
- Moja wyrodna siostra nawet nie przyszła się ze mną przywitać?
- Co tam z tobą, ale ze mną?! - do pokoju wparował Tomek, przepychając się przez drzwi i potrącając przy okazji swojego chłopaka. Podniósł Maję z łóżka i wziął w ramiona. Nie był kulturystą, ale nawet chucherko mogłoby z łatwością podnieść Maję. Nie dość, że niska, to jeszcze szczupła.
- Ach tak?! - Kamil udawał obrażonego. - W takim razie...
Nie zważając na protesty, podszedł do Amka i zrobił z nim to samo, co Tomek z Mają. Tylko, że w ich przypadku wyglądało to komicznie. Nie dość, że Amek wystawał sporo u góry, to jeszcze stopy wisiały mu tylko kilka centymetrów nad ziemią. W dodatku aby nie stracić równowagi Kamil stał z szeroko rozstawionymi nogami, a Amek trzymał się go kurczowo, nie chcąc upaść. Niestety jednak, kiedy Maja z Tomkiem wybuchnęli śmiechem, przy okazji ich rozśmieszając, ten zamiast go puścić, runął z nim na łóżko.
- Właśnie przyłapałam twojego chłopaka z innym facetem w łóżku.
- No właśnie widzę. Czuję się taki zdradzony i opuszczony – Tomek wytarł niewidzialną łzę.
- Wiesz, zawsze możesz do nas dołączyć – mruknął kusicielsko Kami, udając, że mizia Amka nosem po szyi.
- Ej, bo się zazdrosny zrobię.
- Nie masz o co. Amek ma już kogoś, kto najwyraźniej lubi zaznaczać swoje terytorium – powiedział Kamil, zauważając malinkę pod jego jabłkiem Adama. Co wtedy zrobił Amek? Oczywiście spalił cegłę.
- No proszę. Widzę, że coś się zmieniło od naszego ostatniego spotkania – Tomek usiadł na łóżku, a jego chłopak w końcu uwolnił Amka i obejmując go, usiadł obok.
- Można tak powiedzieć.
- Nie masz zamiaru nam opowiedzieć?
- Tak łatwo tego ze mnie nie wydusicie.
- Dobra, ale w zamian robimy imprezę. Dzisiaj, tutaj, my, wy i Kasia z Elą.
- Kto to? - Amek zmarszczył brwi, nie rozpoznając imion.
- Kasia wróciła?! - Maja zerwała się z krzesła, na którym siedziała i wbiła wzrok w brata.
- Tak, widziałem jak wchodziła do domu z walizkami.
- Kto to ta Kasia? -Tomek również zdawał się nie wiedzieć o kogo chodzi.
- Nasza sąsiadka. Przyjaźnimy się od dziecka. Nie było jej tu przez ostatni rok – Maja z powrotem opadła na siedzenie.
- Pisałem z nią niedawno i mówiła, że przyjedzie ze swoją dziewczyną. Umówiliśmy się na imprezę przy najbliższym spotkaniu, więc zapewne nie będzie problemów jak jej napiszę, że ma wpadać. Mamy już żarełko i piwa.
- A soczek dla mnie? - Amek zrobił minę zbitego psiaka. Żałował, że nie może pić razem z innymi, ale nie był na tyle głupi, by próbować.
- Mamy nawet marchewkowy jakbyś chciał – Tomek poklepał go po głowie, powodując napad śmiechu.
- W takim razie braciszku nie wiem, na co ty jeszcze czekasz. Dzwoń do niej, niech natychmiast wpadają. Tylko niech mi się nie ważą nawet przebrać. Mają nie wchodzić do łazienki nawet na chwilę.
- Dobra, dobra. Ruszajcie lepiej tyłki, idziemy do mojego pokoju, tam jest więcej miejsca.

Półtorej godziny później wszyscy już się znali i swobodnie ze sobą rozmawiali. Każdy, prócz Amka, był już po dwóch piwach. Przy okazji okazało się, że Tomek i Ela mają najsłabsze głowy. Szybko znaleźli wspólny język i śmiali się z nieznanych innym powodów.
- Dobra panie i panowie, to teraz gramy w butelkę! - krzyknął Kamil, a Amek pokręcił ze śmiechem głową. Czuł się jak na urodzinowych imprezach z podstawówki. Ale było to uczucie, za którym tęsknił, więc z chęcią usiadł w kręgu. Miał jednak troszkę złe przeczucie. Skoro w podstawówce kończyło się na całowaniu, to jakie są granice po kilku latach?
- Żeby nie było, raz można się wycofać z pytania lub zadania. Jeśli wziąłeś pytanie, dostajesz zadanie i na odwrót. Zgoda?
Wszyscy zgodnie pokiwali głowami, a butelka poszła w ruch. Zaczęło się oczywiście spokojnie. Każdy po kolei wybierał pytanie, by nie pójść na pierwszy ogień. Po pytaniach typu „Jak się poznałyście?” lub „Jest ktoś, kto ci się podoba?” nadeszła kolej Amka.
- Pytanie – powiedział od razu, przełykając ślinę. Wbił wzrok w Tomka, który kręcił butelką. Ten chłopak po alkoholu zamieniał się w małego diabełka, więc obawiał się tego, o co może zapytać.
- Kto zrobił ci to cudo na szyi?
Amek zesztywniał, spoglądając na Maję.
- Biorę koło ratunkowe. Nie mogę powiedzieć.
- Dobrze, w takim razie – Tomek uśmiechnął się słodko. - Pocałuj Maję. Z języczkiem.
Amek spojrzał na przyjaciółkę, a ta parsknęła cichym śmiechem. Kiwnęła jednak głową, nie mając innego wyjścia, jak dać się pocałować.
Amek zbliżył się do niej, nie wierząc, że to robi. Nie całował dziewczyny od szóstej klasy podstawówki, ale na szczęście nie różniło się to za dużo od pocałunku z facetem. Złączył ich usta, niespiesznie ją całując. Brakowało mu tej walki jaką toczył z nim Logan przy każdym pocałunku, jednak było to na swój sposób miłe. Choć chyba nie tak powinno się określać pocałunki. Położył Mai dłoń na policzku i pogłębił pocałunek, badając wnętrze jej ust językiem. Po chwili odsunął się i cmoknął jeszcze Maję w policzek.
- Wiecie, co wam powiem? - odezwała się dziewczyna po chwili. - Z mojego doświadczenia wynika, że geje całują lepiej od hetero.
Zaczęli się śmiać, a po chwili powrócili o gry. Amek patrzył jak Kamil liże Tomka po twarzy, Kasia zjada bitą śmietanę z kolana Mai, a Ela zeruje prawie pełną butelkę piwa. Później Kasia miała za zadanie pocałować wszystkich chłopaków, a Kamil opowiedzieć ze szczegółami o swoim pierwszym razie. Amek natomiast został przebrany przez maję w Lady Gagę i musiał zlizać sok z cytryny z pleców Tomka. Zarobił też malinę na obojczyku od Mai, która przyznała się, że jest to jej pierwsza malinka.
Impreza już dobiegała końca, kiedy Amek otrzymał wiadomość od Logana. Wyszedł z pokoju i kliknął zieloną słuchawkę.
- Halo? Myślałem, że będziesz już spał.
- Nie, jestem u Mai. Jakoś tak wyszło, że była impreza i się zasiedziałem.
- Zdajesz sobie sprawę, że ostatnia dziewiętnastka odjeżdża za pięć minut?
- Serio?! Już taka godzina?
- Wpół do pierwszej, mój drogi imprezowiczu.
- No trudno. To się przesiądę i kawałek przejdę.
- Co ja z tobą mam. Będę po ciebie za jakieś pół godziny.
- Nie musisz, jakoś dotrę do domu.
- Normalnie aż widzę tą twoją chęć wieczornego spaceru. Nie narzekaj mi tu, tylko bądź gotowy i jak ci zadzwonię, to wyjdź przed bramkę.
- Okej, skoro muszę – powiedział z uśmiechem, co Logan od razu usłyszał.
- Nie myśl, że to tak za darmo. Śpisz u mnie za karę.
- Hmm, no nie wiem. Mam dość malinek na dziś – palnął, zanim się zastanowił. Po drugiej stronie na chwilę zapadła cisza.
- Będę za piętnaście minut – powiedział Logan i rozłączył się, nie czekając na odpowiedź.
- Amek? Co tak stoisz?
- Gadałem z Loganem. Chyba niechcący powiedziałem coś głupiego.
Wrócił z Mają do pokoju, gdzie jak się okazało nie było już dziewczyn. Chłopaki natomiast spali na łóżku, jeden wtulony z drugiego. Zgasili światło i poszli do pokoju Mai.
- Zostajesz u mnie na noc? Napompujemy materac.
- Sorki, ale Logan już tu jedzie. Uparł się, że po mnie przyjedzie. Będzie za piętnaście minut
- Co on chce sto na godzinę jechać?
- Powiedziałem mu, że była impreza i mam dość malinek na dziś.
Maja w biła w niego wzrok, po czym dostała napadu śmiechu. Zwinęła się w kłębek na łóżku i usiłowała opanować. Kiedy jej się w końcu to udało, usiadła i uśmiechnęła się szeroko.
- Jak mogłeś powiedzieć coś takiego swojemu facetowi? Nie będziesz mógł jutro siedzieć.
- Szczerze? Liczę na to. Napatrzyłem się na całujących się facetów. Teraz moja kolej.
- Jak to możliwe, że raz rumienisz się jak baba, a raz zachowujesz jak napalony facet?
- Zdradzić ci ten sekret? - Zbliżył się do niej, jakby chciał zdradzić sekret. - Jestem gejem.
Maja zaśmiała się cicho, a w pokoju rozbrzmiała melodyjka. Amek wyjął telefon i spojrzał na zegarek.
- Zdążył w dwanaście.
Pocałował Maję w policzek i kazał jej zostać w pokoju, po czym sam odprowadził się do drzwi. Przed bramką czekał już na niego znajomy samochód i oparty o niego Logan.

poniedziałek, 22 lutego 2016

Nie wszystko stracone - Rozdział 14

Wracam z nowym rozdziałem i większą weną :) Przepraszam za zeszły tydzień :* 
Miłego czytania <3 
 
- Maja, to chyba nie działa. On nic sobie nie robi z tego, że już go tak często nie dotykam. Przestałem nawet się z nim żegnać buziakiem, a nie powiedział ani słowa.
- Jak to nie działa? Działa i to wyśmienicie! Za każdym razem jak coś mu tylko odburkniesz wpatruje się w ciebie z taką cholernie smutną miną. A jak mu dzisiaj uciekłeś po szkole to wyglądał, jakby mu psa ukradli. Nie masz się czym przejmować. Leci na ciebie, choć może jeszcze o tym nie wie.
- Łatwo ci mówić. To nie ty zakochałaś się po uszy w swoim nauczycielu i zawarłaś z nim jakiś chory układ – Amek westchnął, spoglądając na Maję. Zauważył, że lekko posmutniała. - Hej, co jest? Stało się coś?
- Nie, to nic – powiedziała, ale w jej oczach pojawiły się łzy.
- No przecież widzę. Chodź no tu do mnie – Amek przygarnął ją do siebie i oplótł ramionami. Maja wtuliła się w jego klatkę piersiową, więc położył się, by nie siedzieć w niewygodnej pozycji. Czuł jak dziewczyna coraz bardziej się rozkleja.
- To po prostu takie dziwne uczucie. Cieszę się z tego, że znalazłeś kogoś i, choć wiem, że to najgorsze uczucie, zazdroszczę ci. Czasem mam wrażenie, że wolałabym być gejem! Patrząc na Kamila i Tomka czy na ciebie z Loganem, widząc jak na siebie patrzycie. A ja zawsze jestem tylko przyjaciółką dla wszystkich. Mam osiemnaście lat, a całowałam się raz i to w dodatku po pijanemu z jakimś przypadkowym kolesiem. Nie rozumiem, co we mnie takiego jest, że nikt mnie nie chce.
Mówiąc to wtuliła się bardziej, chowając twarz w jego koszulce. Głaskał ją po głowie i zastanawiał się na odpowiedzią.
- Nic takiego nie ma. Jesteś naprawdę super dziewczyną. Nie dość, że śliczną, to jeszcze nadzwyczaj inteligentną. To nie tak, że żaden cię nie chce, ale po prostu wszyscy się boją, że nie są dość dobrzy, że ich odrzucisz. Czuję się, jakbym znał cię przez całe życie. Jesteś taka silna. Nie dość, że pomagasz wszystkim naokoło, to jeszcze masz własne problemy.
- Wcale nie jestem taka silna. Tylko wtedy, kiedy inni patrzą.
- I właśnie to sprawia, że jesteś silna. Nie rozklejasz się przy wszystkich, nie jesteś jak inne dziewczyny. Dla mnie jesteś wyjątkową osobą i na pewno dla innych też. Tylko, że będąc facetem, choć można powiedzieć, że nie do końca – uśmiechnął się, kiedy usłyszał ciche parsknięcie. - Po prostu bałbym się starać się o ciebie, żeby czasem moja duma nie uległą destrukcji. Bądź co bądź ja też musiałem starać się o facetów, więc wiem jak to boli.
- Więc co mam zrobić? Kupić naszyjnik z napisem „Nie bój się, zagadaj” ?
- To już by była lekka przesada. Powiedz mi, jest ktoś, kto ci się podoba?
Maja uniosła gwałtowanie głowę, a kiedy uśmiechnął się szeroko, zarumieniła się.
- O tak, definitywnie jest – mruknął, a ona wstała szybko, wbijając wzrok w podłogę. - Kto to?
- Nikt. Nie ważne.
- A więc jednak ktoś. No dawaj, pomogę ci.
- To nie ma sensu i tak jest nieosiągalny.
- To jakaś gwiazda popu?
- Nie, no co ty. - Spojrzała na niego niepewnie i westchnęła. - To Nikodem.
- Nikodem z naszej klasy? - Amek zmarszczył brwi, usiłując przypomnieć sobei rysytwarzy wysokiego blondyna. - I czemu niby on jest nieosiągalny?
- No bo wiesz, że gada tylko z chłopakami. Kilka dziewczyn już próbowało do niego zarywać i żadnej się nie udało. Tylko z jedną był, ale szybko zerwał. Choć wszyscy są pewni, ze nie jest gejem.
- Mam ci przypomnieć, kto mnie nakłaniał do walki o Logana? Jak mi kazałaś do niego zarywać? Zrób to samo. Patrz jak nieosiągalny jest Logan w stosunku do Nikodema, a jakiś sposób się udało.
- To co innego.
- Nie, to dokładnie to samo. Zaczynamy plan „zdobyć Niko”! Nie przestaniemy, dopóki nie będzie twój.
- Ale..
- Nie ma ale. Od poniedziałku zaczynamy obserwacje.
- Mam coś w ogóle do powiedzenia? - Maja uśmiechnęła się delikatnie.
- Nie bardzo. I tak cię przegadam, więc nie ma sensu.
- Nich ci będzie, ale jak się nie uda, to wisisz mi litr czekoladowych lodów i nockę. Ktoś mnie będzie musiał pocieszyć.
- Jasne, ale nie nastawiaj się na te lody za bardzo. Jak wygramy, to ty stawiasz mi pucharek w „Grycanie”.
- Umowa stoi. Oglądamy jakiś film?
- Jasne, ale za dwie godziny idę do Logana, więc jakiś krótszy.
- Dobra, idź zrobić popcorn, a ja coś wybiorę.
Maja wzięła z biurka jego laptopa i sama wpisała sobie hasło. Amek nawet nie wnikał skąd je znała. Choć trudne nie było.

- Mamo, idę się uczyć angielskiego – Amek chwycił jabłko i zmierzał w kierunku wyjścia.
- Jak tam z Loganem? Układa wam się? - Mama stanęła w progu przedpokoju i patrzyła jak się ubiera.
- Można tak powiedzieć, choć to dalej jednostronne.
- Nie myśl, że to popieram, ale wcale mi się nie wydaje, żeby tak było.
- Niby dlaczego? - Amek wbił w nią wzrok, ciekawy odpowiedzi.
- Zawozi i przywozi cię ze szkoły, zawsze czeka, aż wejdziesz do domu, zanim odjedzie i uważnie cię obserwuje. W dodatku przesiadujesz u niego po szkole częściej niż w domu, a jak już to przyprowadzasz go tutaj. Poza tym rozmawiałam z nim kilka razy o tobie. Wierz mi, nie jesteś mu obojętny.
- To na pewno. Mam płuca jego brata. Nie mogę być mu obojętny.
- Nie o Williama tu chodzi. Nie może patrzeć na ciebie tak jak na niego, jestem pewna, że już przestał, inaczej byłby głupcem.
Amek przez okno zobaczył parkujący samochód. Uśmiechnął się do siebie i założył kurtkę. Spojrzał jeszcze na mamę, a ta westchnęła.
- No leć już. Tylko wróć na noc. Chociaż w sumie jesteś dorosły. Dzwoń, żebym się nie martwiła i uważaj na siebie.
- Dobrze, mamo.
Pocałował ją jeszcze w policzek i wyszedł z domu, powstrzymując się przed biegiem. Tak bardzo chciał się już znaleźć w tym samochodzie. Nie miał dzisiaj siły na unikanie bliskości Logana. Po rozmowie z Mają i mamą chciał znaleźć się w jego ramionach, sprawdzić, czy to, co mówiły jest prawdą.
Wsiadł do samochodu, gdzie przywitał go buziak w policzek. Poczuł jak żołądek przyjemnie mu się ściska. Miał ochotę skakać z radości. Zamiast tego jednak na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- A ty co taki wesoły?
- Po prostu usłyszałem dzisiaj dużo miłych rzeczy. Jedziemy?
- Jasne. Głodny?
- Nie, ale coś bym zjadł.
- No tak, po co pytałem – Logan uśmiechnął się do niego, przez cały czas zachowując pogodny wyraz twarzy.
- Ty też masz dziś jakiś dobry humor.
- Właściwie to nie miałem, ale chyba twoje endorfiny i mnie się udzieliły.

- Czego się dziś uczymy?
- Szczerze to nie mam pojęcia. Możemy trochę poćwiczyć, ale większość już umiesz.
Amek spojrzał na Logana, który właśnie postawił na stoliku dwa kubki herbaty i usiadł obok na kanapie. Włosy miał w nieładzie jakoś bardziej niż zwykle, usta wygięte w półuśmiechu, a szare oczy wpatrywały się w niego.
- Co się tak przyglądasz? - Logan uśmiechnął się bardziej, przez co usta Amka także bardziej się wygięły.
- Bo jeszcze cię takiego nie widziałem. Na pewno nie wygrałeś na loterii?
- Nie, chyba nie. Jeszcze nie sprawdzałem. W każdym razie nie mam pojęcia co mi jest. Po prostu jak cię zobaczyłem, nie mogłem powstrzymać uśmiechu.
- Mów mi tak, a nie będziemy się uczyć.
- Cóż, jakoś nie mam ochoty cię teraz edukować.
- A na co masz ochotę?
Amek przełknął ślinę, widząc błysk w oczach nauczyciela. Teraz jego żołądek robił fikołki, a po plecach przebiegały przyjemne dreszcze. Miał ochotę pocałować Logana, a jeszcze bardziej chciał, żeby to on go pocałował. Z niecierpliwością czekał na odpowiedź i to, co się stanie zaraz po niej.
- No nie wiem, zjadłbym chińszczyznę – odpowiedział z uśmiechem Logan i parsknął śmiechem na widok miny Amka. - Żartowałem.
Serce mu przyspieszyło, kiedy usta bruneta znalazły się na jego. Duża dłoń spoczęła na jego karku, a druga znalazła się w dole pleców. Oddał pocałunek, pragnąc więcej. Chciał czuć skórę Logana, jego dłonie błądzące po jego ciele, podobnie jak usta. Chciał mieć go całego i całego siebie oddać.
Nie zamierzał czekać na ruch Logana. To on czegoś chciał i miał zamiar sam to sobie wziąć. Jednak Logan przytrzymał go, kiedy zamierzał wspiąć mu się na kolana.
- Tak będzie nam wygodniej – powiedział między pocałunkami i pociągnął biodra Amka do siebie, równocześnie się nad nim pochylając. Kiedy ten znalazł się pod nim, nakrył go sobą, podpierając się ręką.
Całował go powoli, ale stanowczo. Chciał, żeby to trwało jak najdłużej. Do tej pory to Amek inicjował wszystkie zbliżenia, więc tym razem chciał pokazać mu, że on też ma potrzeby. A dokładnie jedną, która miała imię. Pragnął go całego, a uświadomił to sobie, kiedy zachowanie chłopaka się zmieniło. Nawet nie wiedział jak potrzebował tych wszystkich czułości, którymi chłopak go obdarzał, dopóki ich nie stracił. Teraz on zamierzał dawać je Amkowi, choć nie do tego zmierzały te pocałunki. Pierwszy raz od dawna czuł to charakterystyczne napięcie. Każdy najmniejszy dotyk sprawiał mu przyjemność i wzmagał pragnienie bliskości.
Oderwał się od usta Amka i przeniósł się na jego szyję. Ręką zawędrował pod jego koszulkę i głaskał każdy odcinek skóry.
- Zdejmij to – poprosił Amek, ciągnąc za jego koszulkę. Nie musiał długo czekać, aż jego prośba zostanie spełniona. Jego koszulka także wylądowała na ziemi.
Logan przejechał opuszką palca po bliźnie, przyglądając jej się z zaciekawieniem. Po chwili zastąpił palec językiem, liżąc delikatną skórę. Amek westchnął, a jego palce wplotły się we włosy Logana, masując skórę jego głowy. Logan dotarł ustami do jego sutka i przygryzł go lekko, drapiąc go dłonią po boku.
Nagle Logan gwałtowanie oderwał się od niego, wstając z kanapy. Bez ostrzeżenia, wsunął dłoń pod jego kolana i plecy, po czym wziął go na ręce.
- Zabieram cię do sypialni czy tego chcesz czy nie – powiedział i pochylił się, całując go w czoło. Mimo to Amek wyczytał z jego oczu, że wystarczy jedno słowo, a natychmiast przestanie.
- Chcę.
Splótł dłonie na jego karku i korzystając z okazji, wpił się w jego szyję, zostawiając na niej fioletową malinkę. Wystarczająco nisko, aby zakrył ją kołnierzyk koszuli, ale tak, że w normalnej koszulce każdy ją zobaczy.
- Znaczysz teren? - zaśmiał się Logan, kładąc go na pościeli.
- Znaczę co moje i czego nikt ma nie dotykać – mruknął i zaczął badać dłońmi mięśnie brzucha Logana. Też chciałby takie mieć. Choć swoimi by się tak nie rozkoszował.
- Dobry pomysł – odpowiedział brunet i przyssał się tuż pod jego jabłkiem Adama.
- Dzięki, tego w żaden sposób nie zakryję – zachichotał Amek i przyciągnął Logana na tyle blisko na ile mógł.
Rozmowa dobiegła końca, kiedy usta Logan powróciły na klatkę piersiową Amka, a dłonie jedna z dłoni powędrowała niżej. Jęk Amka rozniósł się po pokoju, a on sam zarumienił się mocno. Ręka Logana pocierała jego penisa przez spodnie, sprawiając, że stawał się jeszcze bardziej twardy. Spaliłby się ze wstydu, gdyby nie czuł na udzie podejrzanego nacisku.
Logan rozpiął guzik spodni Amka, wkładając do nich dłoń. Kolejny jęk i pchnięcie biodrami sprawiło, że sam bardziej stwardniał. Rozpiął własne spodnie, żeby pozbyć się ucisku i pocałował Amka tuż pod pępkiem, po chwili wsuwając w niego język.
Niecierpliwość zżerała go od środka, kiedy Logan powoli zsuwał jego spodnie. Zam wcześniej pozbył się skarpetek, a teraz stopami zrobił to samo ze skarpetkami Logana, na co ten się uśmiechnął.
Kiedy Amek w końcu został w samych bokserkach stanowczo domagał się tego samego ze strony Logana. Ten ustąpił i wstał, z seksownym uśmiechem wpatrując się w Amka. Ten mimo tego że zamiast bokserek miał namiot, nawet nie pomyślał o tym, żeby czuć się skrępowanym. Nie, kiedy przed nim stał najwspanialszy mężczyzna na świecie, który właśnie zamierzał się przed nim rozebrać.
Zaschło mu w gardle, kiedy zamiast samych spodni, Logan ściągnął też bokserki. Przy każdym jego ruchu, mięśnie napinały się, a kiedy się wyprostował, Amek nie mógł powstrzymać się przed ogarnięciem go całego wzrokiem. Stojący na baczność członek sprawił, że niemal doszedł bez żadnego dotyku. Logan ruszył w jego stronę, a on rozłożył szerzej nogi, by wpuścić go między nie. Zamiast jednak się położyć, mężczyzna uklęknął, położył dłonie na jego biodrach i zjechał nimi niżej, zabierając ze sobą bokserki.
Amek spojrzał w dół, gdzie ich członki stały na baczność koło siebie. Zaraz jednak jego usta spotkały się z tymi drugimi.
Serce waliło mu jak młotem, temperatura w pokoju znacząco się podniosła, a on miał ochotę wybuchnąć, by w końcu pozbyć się tego cudownego napięcia. Logan zacisnął dłoń na jego penisie, a Amek jęknął, ponownie wypychając biodra do przodu. Mężczyzna pozwalał mu na te ruchy, obcałowując całe jego ciało.
Po pewnym czasie Amek poczuł coś zimnego na swojej dziurce i spiął się lekko. Zalała go przyjemność, kiedy palce Logana zaczęły go tam masować. W końcu jeden z nich wsunął się do środka i zaczął poruszać. Amek jednak nie na tym skupiał swoją uwagę, gdyż usta Logana wędrowały coraz niżej, z każdą chwilą przybliżając go do ogromnej przyjemności. W końcu dostał to, czego chciał i dysząc ciężko starał się nie wypychać bioder. Z resztą jedna ręka Logana mu to uniemożliwiała.
Był już daleko za półmetkiem, kiedy wszystko zniknęło. Poczuł się pusty, a usta Logana znów zaczęły podążać w górę. W końcu mężczyzna zawisł nad nim, wpatrując się w jego oczy. Poczuł jak Logan powoli się w niego wsuwa, dając mu czas na przyzwyczajenie się. Mimo to, syknął cicho, czując bolesne pieczenie. Po chwili jednak Logan zaczął się w nim poruszać, stopniowo coraz szybciej, aż w końcu raz po raz ich biodra uderzały o siebie.
Amek powoli zaczynał tracić oddech. Poczuł ból w klatce piersiowej i dziękował niebiosom, że Logan to zauważył.
- Hej, spokojnie. Oddychaj powoli – powiedział, zatrzymując się i przygarniając go do siebie. Amek zrównał swój oddech z jego i po kilkunastu sekundach odsunął się, kiwając głową.
Logan wznowił ruchy, tym razem jednak wolniejsze. Złączył ich usta w pocałunku i zanurzał się coraz głębiej, doprowadzając Amka na skraj.
Jęk rozniósł się po pokoju, kiedy chłopak nie wytrzymał. Po chwili poczuł jak Logan sztywnieje i dochodzi w jego wnętrzu. Dopiero teraz uświadomił sobie, że nie użyli prezerwatywy, jednak ufał Loganowi. Sam przechodził badania regularnie ze względu na płuca.
Opadli na pościel obok siebie, oddychając szybko. Amek uspokoił się, by móc normalnie oddychać. Wystarczyło mu to, ze omal nie dostał ataku w czasie seksu. Wtulił się w Logana, przekładając przez niego rękę i nogę. Teraz już nie było sensu przejmować się tym, że jest nagi.
- Jestem wykończony – powiedział z uśmiechem, który nie chciał zejść z jego ust.
- Ja też. Co powiesz na małą drzemkę?
- Jest dopiero osiemnasta, ale w sumie, kto by się tam przejmował. Mogę zostać na noc?
- Jasne. Jutro sobota. Poza tym, nie mam zamiaru cię stąd dzisiaj wypuścić.
Amek zamknął oczy i ścisnął Logana z całych sił. On też nie zamierzał już nigdy go wypuścić.

niedziela, 14 lutego 2016

Informacja

 Kochani,
Mam złą wiadomość :( Rozdział w tym tygodniu nie pojawi się. Miałam go pisać w ciągu tygodnia i wyszło na to, że nie napisałam ani słowa. Po prostu nie wiedziałam co napisać. Weny brak na cokolwiek, najchętniej to leżałabym i oglądała seriale przez cały czas. Nie mam pojęcia gdzie się podział mój zapał do pisania i mam nadzieję, że wróci szybko i podsunie mi pomysł jak zakończyć "Nie wszystko stracone".
Na moje oko zostały tylko dwa rozdziały, choć pewności nie mam. Przepraszam Was i dziękuję, że mimo moich humorków, dalej ze mną jesteście.
Wasza Genuine :*

poniedziałek, 8 lutego 2016

Nie wszystko stracone - Rozdział 13

  Dobra moi Mili :* Internet wrócił jakąś godzinę temu, ale zapomniałam :* 
MIłego czytania i przeoraszam za opóźnienie! <3

Przez ostatnie dwa tygodnie Radek był w swoim mieszkaniu jakieś sześć razy, lecz nigdy nie zostawał w nim sam. Albo opiekował się Madzią, albo spędzał czas z jej wujkiem. Resztę wolnego czasu spędzał w domu Wojtka, bądź chodząc z nim po mieście. Mocno się do siebie zbliżyli, spędzając jak najwięcej czasu w swoim towarzystwie. Radek dalej tryskał radością za każdym razem kiedy widział Wojtka. Pokochał też Madzię, którą chętnie się zajmował. Jego myśli coraz częściej krążyły wokół dziewczynki. Niedługo miała się odbyć rozprawa, na której sędzia zdecyduje, czy Madzia zostanie z wujem. Wojtek, mimo zapewnień prawnika, że wszystko będzie dobrze, strasznie się denerwował.
- Jutro ta rozprawa – powiedział Wojtek, patrząc na kubek herbaty, który trzymał w rękach. Radek odwrócił się do niego, odkładając swój kubek na blat i podszedł. Oparł brodę na jego ramieniu i przytulił się.
- Nie martw się. Na pewno wygrasz. Tego gnoja dalej nigdzie nie widać. Masz dobrą pracę, która nie wymaga całego dnia poza domem. Jesteś w stanie utrzymać dziecko, a co najważniejsze, jesteś jej wujem.
- Chciałbym, żebyś tam ze mną był. – Wojtek cmoknął go w czubek głowy.
- Oczywiście, że będę. Wziąłem sobie dzień urlopu na jutro.
- Wiem. I wiele to dla mnie znaczy. Dla Madzi też.
- Właśnie, trzeba iść po Madzię. Odbiorę ją.
- Zawieźć cię?
- Nie, przejdę się. Ładna pogoda, więc zabiorę ją na spacer.
- Wiesz, że nie musisz tego robić? To w końcu moja siostrzenica, to ja powinienem się nią zajmować.
- Wiem, ale to lubię. Uwielbiam tego dzieciaka. Poza tym, ty i tak już dużo dla niej robisz. Przyda ci się chwila dla siebie. Przyniosłem ci fajną książkę. Idź poczytaj i się rozluźnij. A jak wrócę to zrobię ci ekskluzywny masaż – ostatnie słowa Radek wyszeptał do ucha Wojtka, chwilę później lekko całując jego usta.
- Teraz nie będę się mógł skupić na czytaniu – powiedział z wyrzutem Wojtek, a rudzielec zaśmiał się cicho.
- To już nie moja wina. - Cmoknął go jeszcze w policzek i udał się do przedpokoju. - Wrócę za godzinkę!
Wyszedł, rozkoszując się ostatnimi w tym roku promieniami słońca. Było chłodno, ale temperatura i tak znacznie się podniosła w stosunku do ostatnich dni. W sam raz na spacer, w końcu w tym roku może się już nie powtórzyć taka okazja.
Tak jak się podziewał po dwudziestu minutach był już pod domem opiekunki. Wyjątkowo Madzia była dziś u niej, a nie na odwrót, gdyż pani Basia miała pod opieką jeszcze jedno dziecko. Sąsiadka musiała pojechać do pracy, a jej niania zachorowała.
Zapukał w drewniane drzwi i po chwili został wpuszczony do środka. Kobieta z uśmiechem zaproponowała mu coś do picia, lecz grzecznie odmówił, informując ją, że chce wrócić do domu zanim się ściemni.
- Och, no dobrze. W takim razie już ubieramy Madzię. Zmienię jej jeszcze pieluszkę i ją pan zabiera.
Kobieta zajęła się dzieckiem, kiedy z pokoju obok dobiegł płacz.
- Mogę? - Radek wskazał na pokój, kobieta uśmiechnęła się i kiwnęła głową. Wszedłszy tam, mężczyzna ujrzał około dwumiesięczne dziecko. Chłopczyk musiał się obudzić i dlatego płakał. Wziął go na ręce i zaczął kołysać, mówiąc spokojnym głosem. Dziecko popłakało chwilę i przestało, znów mrużąc oczka. Nie minęło pięć minut, a chłopczyk spał w najlepsze.
- Naprawdę ma pan rękę do dzieci. Mi się nie udaje go tak szybko uspokoić – powiedziała pani Basia, stojąca w progu już od chwili.
- Zawsze udaje mi się je uspokoić. Mam to po mamie.
- Madzia już gotowa. Leży grzecznie w wózku.
- Dobrze, to ja już się zbieram – Radek odłożył chłopca do łóżeczka i pożegnał się z opiekunką.
Szedł powoli, rozmyślając nad jutrzejszą rozprawą. Mimo wszystko czuł niepokój. Kochał Wojtka i chciał, żeby ten był szczęśliwy. A wiedział, że jeżeli Mała nie będzie miała zapewnionego bezpieczeństwa i miłości, nie zazna chwili spokoju. Kochanek mówił mu o mamie Madzi, a zarazem swojej siostrze, którą bardzo kochał.
- Wróciliśmy! - krzyknął, wchodząc do domu bez pukania. Kilka dni temu po prostu zaczął wchodzić jak do siebie. W sumie tak czuł się w tym domu. W przeciwieństwie do jego mieszkania, tutaj ktoś na niego czekał. A teraz nawet dwa ktosie, sądząc po butach stojących w przedpokoju.
Rozebrał siebie i Madzię, po czym wziąwszy ją na ręce, zostawił wózek przy ścianie i udał się do salonu. Tam przywitał go wściekły wzrok partnera. Na szczęście nie był on skierowany w stronę Radka, lecz piorunował przybysza. Nie doczekawszy się słowa wyjaśnienia, bądź jakichkolwiek chęci przedstawiania ich sobie ze strony Wojtka, podszedł do mężczyzny i podał mu rękę, Madzię przytrzymując drugą.
- Radek Świerk.
- Przemysław Sokolski – Radek zesztywniał, słysząc nazwisko. Kiedy połączy je z miną Wojtka, nie miał wątpliwości, kto siedzi przed nim. Mężczyzna spoglądał na swoją córeczkę z dziwnym wyrazem twarzy. Tak jakby nie mógł się doczekać aż ją zobaczy, a jednocześnie się jej bał. Natomiast na Radka w ogóle nie patrzył.
- Dalej mi nie powiedziałeś, po co przyszedłeś. – Głos Wojtka rozdarł ciszę. Radek jeszcze nie widział, żeby mężczyzna tak się do kogoś zwracał. Ogarnęło go współczucie w stosunku do siedzącego na kanapie mężczyzny.
- Chciałem tylko zobaczyć córkę – warknął do Wojtka, a całe współczucie wyparowało w sekundę.
- I tak jej nie odzyskasz. Nie oddam jej, a już na pewno nie tobie.
- Nie masz wyboru. To ja jestem jej ojcem.
Mężczyzna wstał i wbił wściekły wzrok w szwagra. Dopiero teraz Radek zauważył, że nie jest do końca trzeźwy. Jego wzrok nie mógł się ustabilizować, a ręce trzęsły się lekko. A może to właśnie z braku alkoholu? Skoro Wojtek mówił, że od dawna pije.
- Już niedługo. Mam tymczasowe prawo do opieki nad Magdą, a jutro zdobędę je całkowicie. Patrz jak dużo można zdziałać w kilka miesięcy – powiedział Wojtek ze złośliwym uśmiechem. Zaciskał pięści, podobnie jak Przemysław. Wyglądali jakby mieli się na siebie rzucić.
- Wojtek – napomniał go Radek, a mężczyzna poluzował lekko dłonie. - Mógłby pan usiąść? Nie chcemy, żeby Madzia oglądała bójkę swojego ojca, prawda?
Był zdziwiony z jaką łatwością Radek poradził sobie z jego szwagrem. Niby dwa zdania, a jednak odniosły skutek. Jego szwagier opadł z powrotem na kanapę, naprzeciwko Radka, który przysiadł w fotelu z dzieckiem.
- Chcę ją odzyskać.
- Nie... - warknął Wojtek, ale partner zaraz mu przerwał.
- Zastanów się, czy na pewno chcesz. Gdyby tak było, nie zniknąłbyś – powiedział spokojnie, a mężczyzna w końcu na niego spojrzał. - Madzia jest małym dzieckiem. Wymaga całodobowej opieki, poświęconego czasu i pieniędzy. Nic sama nie zrobi. Jest całkowicie zależna od dorosłych, więc jeśli zostanie sama, może jej się coś stać. Zastanów się, czy naprawdę chcesz całkowicie zmienić swoje życie. Jeżeli tak, droga wolna, przyjdź jutro do sądu. Jednak miej na uwadze to, że, widząc twoje przekrwione oczy i trzęsące się ręce, sąd nie przyzna ci opieki nad córką. Pogrążysz się, stracisz szansę widywania się z Madzią.
- A tobie co do tego? Nie jesteś jej rodziną.
- Na pewno jest dla niej lepszym ojcem niż ty – odciął się Wojtek, na co Radek westchnął. A niby ma do czynienia z dorosłymi.
- Nie pozwolę, żeby moją córkę wychowywała para gejów! – oburzył się Sokolski, jakby nagle poznał prawdę o orientacji szwagra. W sumie możliwe, że dopiero mu się przypomniało.
- Nie masz wyboru – odpowiedział Radek. Znał ten typ człowieka. Wiedział też jak sobie z nim poradzić. W końcu przez większość życia chciał zostać psychologiem. Aż dziwne, że odwidziało mu się dopiero na studiach. - Nie chcesz się opiekować Madzią. Po prostu przypomina ci ona żonę. Jeżeli zechcesz walczyć o prawa do córki w sądzie, wszystko zwróci się przeciw tobie i będziesz ją widywał raz na dwa tygodnie, po uprzednim badaniu alkomatem. Proponujemy ci coś innego – tu spojrzał na Wojtka, pytając go o pozwolenie i kontynuował, kiedy ten kiwnął twierdząco głową – będziesz mógł widywać córkę za każdym razem, jeżeli nas o tym uprzedzisz, jednak to pod naszą opieką będzie. Nie będziesz odbierzesz nam jej, a już na pewno, dopóki nie skończysz z nałogami.
- Masz wybór. Albo teraz stąd wyjdziesz, albo będziesz się dalej kłócił i spotkamy się w sądzie. Wróć jak będziesz trzeźwy, bo inaczej cię nie wpuścimy. Czekam na decyzje.
Przemysław bez słowa wstał, spiorunował ich wzrokiem i wyszedł, zostawiając po sobie echo trzaśnięcia drzwiami.
- Chyba się udało – mruknął Radek, a Wojtek westchnął i potarł oczy.
- To się okaże jutro.

* * *

- Logan! Udało się! - Amek podbiegł do nauczyciela, ciągnąc za sobą Maję. - Znaczy proszę pana, udało się!
- Gratulację, teraz jeszcze finał i zwycięstwo macie w kieszeni – Logan poczochrał Amkowi włosy, szczerząc się do Mai.
- Chciałeś powiedzieć jedno z nas. Ostatni etap piszemy osobno – Maja skrzywiła się, wiedząc, że bez pomocy Amka zostanie gdzieś w tyle. Nie mniej już miała na koncie spore osiągnięcie, które liczyło się na świadectwie, więc nie zepsuło jej to radości.
- I tak wszystkim opadły szczęki, że pokonaliście gospodarzy. Pomyśleć, że mam taki talent do nauczania – Logan zaśmiał się, kiedy dostał kuksańce z obydwu stron. - Dobra już dobra, jestem z was dumny. W nagrodę zabieram was na pizze. Maja nawet się nie waż mówić, ze jesteś na diecie.
- Ale...
- Żadnych ale. Jedno słowo i kupie ci osobną pizzę i będę pilnował, żebyś ją całą zjadła.
- Ale ja nie jestem na żadnej diecie. Słowo było, więc wisisz mi całą pizzę! - zaśmiała się, a Amek razem z nią.
- A ty co się śmiejesz? Przecież to od ciebie mam złe informacje.
- Informacje były dobre, ale sprzed tygodnia. Ten głodomór nawet trzech dni nie wytrzymał zanim zeżarł mi całe śniadanie.
- Bo kto normalny przynosi łazanki do szkoły, żeby kusić swoją najukochańszą przyjaciółkę?
- Skąd miałem wiedzieć, że jak je zobaczysz, to ja już ich więcej nie ujrzę?
- Jesteście niesamowici – parsknął Logan i wszedł do pizzerii, która szczęśliwym trafem znajdowała się naprzeciwko szkoły, w której odbywał się konkurs z języka angielskiego.
- Biorę capriciose – powiedział Amek, patrząc na menu przez kilka sekund.
- Ja chcę amerykańską – Maja zrobiła to samo i oboje odłożyli menu na bok.
- Co tak szybko? Uczycie się menu na pamięć?
- Mamy tą samą pizzerię na osiedlu, niedaleko mojego domu. Chodzimy tam z Mają czasami.
- Dobra, więc jaką ja mam wziąć?
- Kebab – odpowiedzieli jednym głosem Maja z Amkiem, szczerząc się do siebie.
- Nie pytam. To idę zamówić.

*
- Umieram z przejedzenia – Amek oparł głowę o szybę, rozkładając się bardziej na fotelu w samochodzie Logana.
- Nie dziwie się. Nie mam pojęcia jak ty to zmieściłeś – Logan pokręcił głową, przypominając sobie, że sam nie potrafił dojeść jednego kawałka swojej pizzy, a Amek nie dość, że zrobił to za niego, to jeszcze wyręczył Maję w zjedzeniu dwóch kawałkach jej pizzy.
- Przecież nie mogło się zmarnować – Amek zaśmiał się cicho. Logan jeszcze nie wiedział jakie miał czasem napady. Jadł wszystko co mu w ręce wpadło w zadziwiających ilościach. Miał tak od dziecka.
- Nie wątpię. W ogóle, od jutra zaczynamy naukę. Rozmawiałem z Mają i niestety nie widzi sensu w dalszym tyraniu. Nie czuje się aż tak dobrze z angielskim i nie ma nadziei na wygraną, więc pozostało nam ćwiczyć we dwóch. Jak mam być szczery to naprawdę myślę, że możesz wygrać.
- Czy to oznacza dłuższe siedzenie w szkole? - skrzywił się, bo oznaczało to mniej przebywania w domu. Chociaż z drugiej strony ten czas spędziłby z Loganem, a gdyby miał wybierać , pewnie i tak wybrałby to drugie.
- Niekoniecznie. Skoro obaj mieszkamy na tym totalnym zadupiu, możemy się spotykać u mnie lub u ciebie. Proponuje swoje mieszkanie, bo tam nikt nam nie będzie przeszkadzał.
- Super. Mi pasuje. Ale na razie się żegnam, bo muszę pomóc mamie w porządkach. Dzięki za podwózkę, pa.
Amek wyszedł z samochodu, zostawiając Logana z dziwnym uczuciem. Coś było nie tak? Dlaczego Amek tak szybko uciekł, ponadto nie żegnając się z nim tak jak zwykle, kiedy byli sami? I dlaczego tak bardzo się tym przejął, skoro chłopak mógł po prostu zapomnieć.
Odjechał z podjazdu, kierując się w stronę domu. W głowie cały czas kołatały mu się dziwne myśli. Zastanawiał się czemu tak dziwnie się czuł nie otrzymując swojego buziaka w policzek. Najdziwniejsze było to, że w jego mniemaniu ten buziak mu się należał. Tak po prostu. Był już jego codzienną rutyną, która niespełniona, pozostawiała po sobie dziwne uczucie.
Wszedł do mieszkania, zamykając drzwi na klucz i zostawiając go w zamku. Cisza panująca w mieszkaniu była aż nazbyt głośna. Rozebrał się i kliknął guzik na radiu, dzięki czemu raniąca w uszy cisza szybko została zażegnana.
Zrobił wszystko, co miał zrobić i położył się z książką w ręku. Czytanie jednak jakoś mu nie szło. Książka była wyjątkowo nudna. Już nie pamiętał, kto mu ją polecił, ale gustu to nie miał. Leżał z zamkniętymi oczami, ale sen nie chciał nadejść. Przypomniał sobie o tabletkach i podniósł się, chwytając je w dłoń. Od dwóch tygodni leżał tam ten sam listek z pigułkami. Dawniej nie miałby go po tygodniu, a teraz zostało w nim jeszcze pięć tabletek.
Westchnąwszy, odłożył listek na miejsce i wrócił pod kołdrę, wbijając wzrok w sufit. A może by tak..? Nie, na pewno już śpi. Mógł tak sobie mówić, ale dalej miał ochotę zadzwonić. W końcu chwycił za telefon i wybrał numer. Nie zdążył nawet wymyślić wymówki, kiedy w połowie pierwszego sygnału, dobiegł go głos Amka.
- Halo? No cześć.
- Hej. Co tak szybko odbierasz?
- Grałem w pasjansa na telefonie. Po co dzwonisz? - pytanie Amka nie było złośliwe, bardziej zdradzało ciekawość.
- Chciałem zapytać, czy podjechać po ciebie rano. Masz chyba na później.
- Tak, dojadę sam. Mam na trzecią lekcję, ale dzięki.
- Nie ma sprawy – umilkli, wsłuchując się w dźwięki po drugiej stronie. W końcu Amek przerwa ciszę.
- Nie po to dzwoniłeś, prawda?
- Prawda.
- A więc czemu?
- Bo chciałem, żebyś powiedział mi „dobranoc” - odpowiedział szczerze, zaskakując tym samego siebie.
- W takim razie dobranoc. Miłych snów, Logan. - W głosie Amka usłyszał uśmiech, który zapewne gościł na jego twarzy.
- Tak, dobranoc – rozłączył się i spojrzał an wyświetlacz. Teraz mógł spokojnie zasnąć.