Przepraszam wszystkich, którzy czekali na rozdział o 6:00 :) Nie mam pojęcia dlaczego rozdział się nie wstawił, gdyż wcześniej ustawiłam publikację :( Dziękuję wszystkim za komentarze <3 Dzięki wam mam motywację do dalszego pisania :* Nie przedłużam i życzę miłego czytania :D
Fenix przez cały czas leciał równym tempem, ogromnymi skrzydłami młócąc gorące powietrze. Na nic się zdały moje próby uwolnienia się z jego szponów. Z drugiej strony, nie starałem się za bardzo. Wizja spadania z kilkuset metrów nie była zbyt zachęcająca. Ptak co chwilę zerkał w moją stronę, jakby upewniając się, że jestem w jego łapie. Coś zaczęło ruszać się w mojej kieszeni, a po chwili Ave wynurzyła swoją zaspaną główkę. Spojrzała w dół, a później na Fenix'a i pisnęła cicho. Schowała się z powrotem i więcej się nie pokazała. Pogłaskałem ją uspokajająco, choć sam ledwie powstrzymywałem drganie rąk.
* * *
Fenix przez cały czas leciał równym tempem, ogromnymi skrzydłami młócąc gorące powietrze. Na nic się zdały moje próby uwolnienia się z jego szponów. Z drugiej strony, nie starałem się za bardzo. Wizja spadania z kilkuset metrów nie była zbyt zachęcająca. Ptak co chwilę zerkał w moją stronę, jakby upewniając się, że jestem w jego łapie. Coś zaczęło ruszać się w mojej kieszeni, a po chwili Ave wynurzyła swoją zaspaną główkę. Spojrzała w dół, a później na Fenix'a i pisnęła cicho. Schowała się z powrotem i więcej się nie pokazała. Pogłaskałem ją uspokajająco, choć sam ledwie powstrzymywałem drganie rąk.
Po kilku minutach ptak zaczął obniżać lot. Spojrzałem w dół i
aż zakręciło mi się w głowie. Miasto pozostawiliśmy w tyle,
teraz lecąc nad skałami. Z tej wysokości większość z nich
wydawała się dosyć ostra i spiczasta. Modliłem się, aby Fenix
nie rozluźnił uchwytu, a na wszelki wypadek chwyciłem się jednego
z wielkich palców. Ptak ponownie spojrzał w moją stronę i wydał
z siebie pisk, taki, jaki usłyszałem tuż przed oderwaniem się od
ziemi.
Ku mojej uldze, kamienie pod nami zaczynały się zaokrąglać. Nie
wiem jakie miało to znaczenie, bo przy takiej wysokości zginąłbym
nawet zderzając się z galaretką, ale ta świadomość trochę mnie
uspokoiła.
Fenix zwolnił i zatoczył w powietrzu duże koło, powoli zbliżając
się do ziemi. Jeśli zechce wylądować na łapach, to przynajmniej
zginę szybką śmiercią. Byliśmy już jakieś trzy mety nad
ziemią, więc zamknąłem oczy, spodziewając się najgorszego.
Kiedy przez kolejne kilka sekund nic się nie działo uchyliłem
jedną powiekę i spojrzałem w dół. Byłem tylko metr nad ziemią,
a szpon Fenix'a właśnie się rozluźnił. Spojrzałem w górę, a
ptak pisnął zachęcająco.
Zeskoczyłem i stanąłem przodem do zwierzęcia. Fenix machnął
skrzydłami i wylądował tuż obok, na piechotę ruszając wgłąb
jaskini.
Coś mi tu nie pasowało. Jakie zwierze sprowadza ofiarę do gniazda,
zostawiając ją przy wyjściu, aby mogła uciec? Wyjrzałem z
jaskini i zobaczyłem ścieżkę prowadzącą w stronę miast ognia.
Mógłbym po prostu wyjść.
Spojrzałem na ptaka, ale ten zniknął już za ścianą,
pozostawiając po sobie tylko delikatny blask.
Coś mi podpowiadało, że gdyby chciał, już byłbym martwy.
Przecież jeśli był mitycznym stworem, to musiał być
inteligentny, prawda? Pozostawił mi wybór: albo pójść za nim i
poznać odpowiedzi na pytania, albo uciec i bez niczego wrócić do
miasta.
Westchnąłem, przeklinając swoją głupotę i ruszyłem za nim.
Podbiegłem kawałek i wyjrzałem zza ściany. Fenix szedł powoli ku
kolejnemu zakrętowi, jarząc się w ciemności. Trzymałem się
kilka metrów za nim.
Ptak zakręcił, a jego światło zaczęło się mieszać ze światłem
słonecznym. W końcu ptak zatrzymał się na środku dużego
skalnego pomieszczenia. Przez dużą szczelinę w suficie wpadły
promyki słońca, oświetlając cały pokój. Dosłownie, pokój.
Było w nim łóżko, kilka szafek i jedna duża szafa, kanapa,
wszelkie przyrządy kuchenne i wszystko, co niezbędne do życia.
Stanąłem, raz po raz przecierając oczy. Przecież to niemożliwe,
żeby ptak gotował, ubierał się i spał w ludzkim łóżku.
Spojrzałem na Fenix'a, a ten znów wydał z siebie pisk i zaczął
świecić. Przymknąłem oczy, gdyż jego światło zaczęło mnie
razić. Ptak zaczął się... kurczyć. Jego łapy wydłużyły się,
dziób zaczął znikać, skrzydła zamieniły się w ręce i po
chwili stał przede mną około trzydziestoletni szatyn z jaskrawo
czerwonymi oczami. Miał na sobie długą do ziemi, złotą szatę z
gdzieniegdzie powplatanymi czerwonymi nitkami. Jego włosy były
krótko ścięte, a cała postać wydawała mi się dziwnie znajoma.
Cofnąłem się o krok, niepewny, czy nie zwariowałem. Najpierw
Irada zmienia się ze staruszki w nastolatkę, a później olbrzymi
ptak na moich oczach staje się mężczyzną.
- Witaj, Araelu – mężczyzna uśmiechnął się pogodnie i
podszedł, obejmując mnie. – Nawet nie wiesz, jak za tobą
tęskniłem.
Stałem nieruchomo, dając się obejmować. Mój umysł nie był w
stanie wyjaśnić sobie, co tu się działo. Mężczyzna odsunął
się i westchnął.
- Chodź, wszystko ci wytłumaczę. Napijesz się czegoś? Dalej
lubisz herbatę pomarańczową?
- Mhm – kiwnąłem głową. Zamiast uzyskać odpowiedzi, miałem
coraz więcej pytań. Skąd ten facet wie, że od zawsze uwielbiam
herbatę z pomarańczą?
- Pójdę się przebrać i już do ciebie wracam – mężczyzna
zniknął za ścianą, a po chwili wrócił ubrany w białą koszulę
i zwykłe jeansy. W tym momencie wyglądał jak najnormalniejszy
człowiek. No, może oprócz czerwonych oczu.
Usiadłem na kanapie, gdyż nie byłem pewny, czy moje nogi utrzymają
mnie jeszcze choćby minutę. Po chwili Fenix usiadł na przeciwko,
stawiając przede mną kubek z parującą cieczą. Sam pociągnął
ze swojego kubka duży łyk wrzątku. To jednak nie zdziwiło mnie
tak bardzo. Ten gościu był płonącym ptakiem, więc co to dla
niego wypić gorącą herbatę? Wziąłem mały łyk napoju i
zmrużyłem oczy. Uwielbiałem tę herbatę, a ostatnio miałem
okazję pić ją kilka lat temu.
- Może najpierw powiesz mi co u Alice i Rachel? Później opowiem ci
o wszystkim.
Super. Wiedział też o mojej rodzinie. Tak jakby kiedyś nas znał.
Nie rozpoznawałem go, pomimo że wydawał się do kogoś podobny.
Odchrząknąłem i opowiedziałem mu o mamie i siostrze. Może
zapytał z grzeczności i nic go to nie obchodziło?
- Cóż, cieszę się, że z nimi wszystko dobrze. Po twojej minie
wnioskuje, że raczej mnie nie pamiętasz?
- Nie. I nie mam pojęcia, czego pan chce od mojej rodziny. –
Spojrzałem na niego pytająco, a on uśmiechnął się i oparł na
fotelu. Ave wyjrzała z mojej kieszeni i spojrzała na mężczyznę,
a ten skinął jej głową z uśmiechem. Bez strachu wyszła ze
swojego schronienia i spoczęła mu na kolanach.
- Znam twoją rodzinę lepiej niż myślisz. Od osiemnastu lat
obserwuje każdy wasz krok. Szczególnie ty, Araelu, cały czas
pakujesz się w kłopoty. Tak jak twoja matka, kiedy była
nastolatką.
- Znał pan moją matkę?
- Tak, nawet bardzo dobrze. Mieszkała tutaj przez ponad trzy lata.
- To niemożliwe. Mama nie była nigdy w Ignem.
- W samym Ignem nie, ale w tej jaskini – owszem. Wątpię, czy wam
o tym mówiła. Zanim zaprzeczysz, wysłuchaj proszę wszystkiego,
potem zadecydujesz, czy mi uwierzysz czy nie.
Otóż twoja matka jest potomkinią pierwszego Aquarina, to po nim
odziedziczyłeś swoją moc, ale to później. Kiedy miała
osiemnaście lat, została wysłana na misję. Ochraniała powozy z
towarami przewożonymi z Ignem do Aquem. W tamtych czasach rozpoczęły
się ataki Najeźdźców. Zaatakowali drużynę twojej matki i, mimo
że broniła jej z całych sił, wkrótce została sama. Związali ją
i chcieli zabrać ze sobą, ona jednak zdołała się uwolnić i
uciec. Ukrywała się miedzy skałami i uciekała przed pościgiem.
Tak się złożyło, że wbiegła do mojej jaskini. Nie było mnie
wtedy, ale kiedy wróciłem, zobaczyłem błąkających się po moim
terytorium Najeźdźców. Wypędziłem ich i wróciłem do jaskini,
gdzie czekała na mnie niespodzianka.
Alice leżała ranna w moim łóżku, pogrążona w niespokojnym
śnie. Domyśliłem się, że to jej szukali, więc nie wyrzuciłem
jej na zewnątrz. W tamtych czasach nie byłem zbyt dobrze nastawiony
do ludzi, podobnie jak oni do mnie. Opatrzyłem ją i czekałem, aż
się obudzi. Tego samego dnia, kiedy zmieniałem jej opatrunki,
obudziła się i oberwałem ogromnym strumieniem wody. Zacząłem się
śmiać, a ona patrzyła na mnie zdziwiona.
Przez kilka dni była nieufna, zdradziła mi jedynie swoje imię. W
końcu jednak zaczęła zadawać pytania. Powiedziałem jej, kim
jestem, a ona nawet się nie wystraszyła. Kompletnie nic nie
wiedziała o Ignem, więc także o moim istnieniu. To sprawiało, że
musiałem naprawdę na nią uważać. Weszła nawet na terytorium
mojego brata i musiałem walczyć, żeby jej nie pożarł. Smoki
uwielbiają pożerać tych, którzy wtargną na ich teren.
Nie powiedziała mi, skąd pochodzi i, choć wiedziałem, że z
miasta wody, mogła mieszkać w jednym z małych miasteczek.
Zaproponowałem jej, że odwiozę ją do domu, ona jednak wtedy
robiła się smutna i kiwała tylko przecząco głową. Tak więc
została, chodząc za mną wszędzie bądź latając na moim
grzbiecie. Musiałem pilnować, żeby moje pióra nie płonęły,
przez co inni myśleli, że jestem chory, co jak na mitologicznego
stwora jest dosyć dziwne. Później zaczęła zostawać i zajmować
się domem, jeśli można tak nazwać moją jaskinię.
Po kilku miesiącach, Alice w końcu powiedziała mi wszystko,
prosząc, żebym nie kazał jej wracać. Nie miałem serca jej tego
robić, więc pozwoliłem jej zostać tyle, ile będzie chciała.
Była naprawdę szczęśliwa, a ja widząc jej uśmiech czułem, że
już zawsze chcę go oglądać. Właśnie wtedy uświadomiłem sobie,
że się zakochałem.
- A-ale... – głos uwiązł mi w gardle. To nie było możliwe.
Mama nigdy mi o tym nie opowiadała.
- Poczekaj – przerwał mi gestem i mówił dalej. – Twoja matka
powiedziała mi, co czuje i tak po roku naszej znajomości urodziłeś
się ty, a później Rachel.
- Więc ty...? Ale przecież... – Serce w piersi zaczęło mi
walić, jakby chciało się wydostać. Mój ojciec zniknął, kiedy
miałem dwa lata. Niemożliwe, aby dalej żył.
- Tak, Araelu, jestem twoim ojcem. – Mężczyzna rozpiął koszulę
i zrzucił ją z ramion. Mogłem patrzeć jedynie na malunek na jego
skórze. Niebieski delfin na obojczyku, taki sam, jak ma mama.
- Jak... Jak masz na imię? – zapytałem szeptem, ponieważ mój
głos zaprotestował.
- Jestem pewny, że Alice wyjawiła wam chociaż moje imię. Zwą
mnie Dewos.
Dewos. Tylko raz słyszałem to imię. Jeden jedyny raz, kiedy
odważyłem się zapytać o ojca. Jeden raz, kiedy mama rozpłakała
się przy mnie, wypowiadając tylko to jedno słowo. Nigdy więcej
nie potrafiłem zapytać o tatę.
Nie odpowiedziałem, więc korzystając z okazji, mężczyzna
kontynuował.
- Chciałem zostać z nią już na zawsze, jednak nie było to
możliwe. Stałem się nieuważny, rzadziej pokazywałem się na
zewnątrz, pomagając Alice zajmować się wami. Ludzie sądzili, że
osłabłem. Pewnego dnia, kiedy wyleciałem aby sprawdzić granice
terytorium, zaatakowali mnie. Sądzili, że nie będę umiał się
obronić. Mylili się. Walczyłem, starając się nie zabijać,
jednak przez to nie zauważyłem oddziału, skradającego się do
jaskini. Wtargnęli do środka, a ja wyczułem ich dopiero, kiedy
skończyłem z resztą.
Kiedy wbiegłem do środka Alice walczyła, trzymając Rachel na
rękach. Ty stałeś za nią, ledwo umiejący chodzić. Dwoje Ignisów
starało się obezwładnić waszą matkę, pozostali pilnowali
wejścia. Kiedy dostrzegli moją ludzką postać, nie wiedzieli, z
kim mają do czynienia. Straciłem panowanie nad sobą, wybuchnąłem
ogniem. W wirze walki widziałem tylko Alice, starającą się
ochronić was przed ogniem. Kiedy ja walczyłem, ona chroniła was
przede mną. Ty jednak wybiegłeś zza jej nóg i znalazłeś się
przy mnie, w centrum ognia. Przytuliłeś mi się do nogi. Przerażony
powstrzymałem ogień i wziąłem cię na ręce. Nic ci się nie
stało, mimo że stałeś w ogniu, w którym wcześniej spłonęło
mnóstwo Ignisów. Wtedy zrozumiałem, że jesteś odporny.
Nie było już, z kim walczyć, ale dalej czułem się okropnie.
Jeśli zostalibyście w tej jaskini, kolejni ludzie staraliby się
was uwięzić. Zdecydowaliśmy, że wrócicie do Aquem. Nie było mi
łatwo się z tym pogodzić. Pomimo tego zmusiłem Alice i w nocy
poleciałem do miasta wody. Znalazłem dom i kupiłem go. Kilka dni
później, nad ranem, na moim grzbiecie dostaliście się do Aquem.
Starałem się was odwiedzać, jednak ludzie zaczęli mnie zauważać.
Dla waszego bezpieczeństwa nie mogłem już przylatywać. Czasem
tylko, kiedy Alice była poza miastem, widywałem się z nią, a ona
mówiła mi o wszystkim. Dalej widuję ją, ale bardzo rzadko.
Porozmawiałem z Wyrocznią Aquem, aby wysłała cię do Ignem. Nie
tylko ze względu na mnie, ale także na ciebie.
Dobrze się czujesz? Jeśli chcesz możemy porozmawiać kiedy
indziej. – Spojrzał na moją pobladłą twarz, a ja jedynie
skinąłem głową.
To było zbyt dużo jak na jeden dzień. Wierzyłem mu, więc
wszystko było jeszcze bardziej pogmatwane. Rozumiałem, czemu nas
zostawił, dlaczego kazał mamie wrócić do Aquem. Wiedziałem już,
dlaczego moje Błogosławieństwo było częściowo czerwone. Byłem
potomkiem pierwszego Aquarina, ale także ognistego Fenix'a.
Stanowczo zbyt dużo jak na kilka godzin.
- Ari, wiem, że to dużo, ale muszę wiedzieć. Zdarzyło ci się
kiedyś użyć ognia?
- Jakiego ognia? Przecież jestem Aquerem.
- Tak, ale nie tylko. Ani ja, ani moi bracia nie mieliśmy wcześniej
ludzkich dzieci. Wiem, że masz w sobie moc ognia, inaczej
spłonąłbyś, dotykając mojego owocu. Kiedy to zrobiłeś
poczułem, że owoc zareagował, ale tobie nic się nie stało. Nie
złamałeś pieczęci, prawda?
- Nie jestem pewny, o czym mówisz.
- Masz dziwną bliznę? – Kiwnąłem głową, przypominając sobie
o bliźnie na pośladku. – Taką w kształcie litery "S"
z ogonkiem i dwoma zawijasami po bokach?
- Skąd wiesz? – Na moje słowa zaśmiał się cicho.
- Po pierwsze, przewijałem ci pieluchy. – Zarumieniłem się na
tak oczywistą odpowiedź. – A po drugie, sam ją zrobiłem. Przed
tym, jak wysłałem cię do Aquem, zablokowałem twój ogień. Nie
wiem, co by ci zrobili, jeśli okazałoby się, że zamiast wodą,
rzucasz kulami ognia.
Wypiłem pozostałą herbatę, zastanawiając się nad słowami ojca.
Dalej dziwnie to brzmiało. Czułem się zmęczony, a ciepła ciecz
wcale nie pomagała. Dewos wziął puste kubki i poszedł odnieść
je do zlewu. Spojrzałem w górę i uświadomiłem sobie, że
nadchodził wieczór. Przymknąłem na chwilę powieki, rozkoszując
się ciepełkiem promyków, wpadających przez szczelinę w kamieniu.
- Ari, obudź się, musisz już wracać. – Ciepła dłoń
pogłaskała mnie po głowie.
- Jeszcze chwilkę – mruknąłem, zakopując się pod kołdrą.
- Obawiam się, że Elin nie będzie chciał czekać.
- Elin?! Na śmierć zapomniałem – zerwałem się z łóżka i
rozejrzałem nieprzytomnie. Mój ojciec zaśmiał się z mojego
zachowania.
- Nie martw się, dopiero wszedł na mój teren. Ryzykant z niego,
gdyby wszedł na teren któregoś z mojego rodzeństwa, już by nie
żył. Cóż, lepiej, żeby tu nie wchodził. Jeśli chcesz powiedz
mu o mnie, wiem, że ci na nim zależy. – Zarumieniłem się, a on
posłał mi uspokajający uśmiech. – Dopilnuj tylko, żeby inni
się nie dowiedzieli, nie licząc jego bliźniaczki. To prawda z tą
więzią?
- Całkowicie. Wystarczy, że na siebie spojrzą.
- Pozdrów go od mnie i poproś, żeby więcej nie wchodził na moje
terytorium bez pozwolenia. Mogę go z kimś pomylić i nie będzie za
ciekawie.
Przeszliśmy przez jaskinię i stanęliśmy przed samym wyjście.
- Nie będę wychodził. Przychodź, kiedy tylko będziesz chciał, a
jeśli będę potrzebny, zerwij mój owoc. Tak przy okazji, możesz
spróbować, jest naprawdę smaczny. Tylko nie zachęcaj innych,
nawet dla Ignisa, może się to źle skończyć.
- Dobrze, postaram się przyjść jak wszystko już sobie poukładam.
– Uścisnął mnie z tęsknotą i kiwnął mi głową. Odszedłem
kilka kroków i obejrzałem się. Stał i patrzył na mnie z
delikatnym uśmiechem.
- Do widzenia... tato – uśmiechnąłem się i zszedłem na
ścieżkę, prowadzącą w dół zbocza.
Przeszedłem kilka kroków, kiedy zza skały wybiegł Elin. Spojrzał
na mnie z niedowierzaniem i przytulił, nim zdążyłem zareagować.
- Arael, nic ci nie jest? Jesteś ranny? Czego chciał Fenix? Zrobił
ci coś? – Wszystkie te pytania wyrzucił z siebie, dalej trzymając
mnie w ramionach.
- Elin, spokojnie, nic mi nie jest. Nic mnie nie boli, a on chciał
mi coś powiedzieć.
- Na pewno dobrze się czujesz? Płonące ptaki nie mówią. –
Odsunął się ode mnie, rozglądając wokół.
- Hmm, ten jest wyjątkiem – uśmiechnąłem się do niego i
ruszyłem dalej ścieżką. Elin poszedł za mną. – Czemu biegłeś?
- Żartujesz? Porwał cię mityczny ptak, po tym, jak zerwałeś jego
owoc! Koń nie chciał wejść na jego teren, więc musiałem iść
pieszo. Myślałem, że chce cię zjeść, czy coś!
- Na początku też tak myślałem, ale, Elin, on jest... - Nie
miałem pojęcia, jak ubrać to w słowa. - Nie wiem, jak mam ci to
powiedzieć. Ja... to chyba za dużo. – Machałem rękami we
wszystkie strony, czując się coraz bardziej sfrustrowany.
- Rybko, spokojnie, mamy dużo czasu, nie musisz mi teraz nic mówić.
- Muszę! Muszę komuś powiedzieć, ale obiecaj, że nie zdradzisz
tego nikomu, a jeśli Ariel się dowie, też musi zachować to w
sekrecie. Poprosił mnie o to, a ja go rozumiem. – Stanąłem i
odwróciłem się do Elina, który cały czas szedł tuż za mną.
Wyglądał na zmartwionego, ale równocześnie ciekawego tego, co mu
powiem.
- Obiecuję, ale Ariel z pewnością to odkryje. Ledwo udało mi się
ukryć kilka rzeczy z naszej podróży. – Kiwnąłem głową i
chwyciłem go za rękę, prowadząc na samotnie stojący, wielki
kamień. Usiadłem, a on zrobił to samo. Spojrzałem na ziemię i
westchnąłem, obawiając się, jak zareaguje. Nie wiem, czego się
spodziewałem. Po prostu czułem jakiś wewnętrzny niepokój.
Elin delikatnie obrócił moją twarz w swoją stronę, zmuszając
mnie do spojrzenia na siebie. Teraz wyglądał na poważnie
zatroskanego.
- Rybko, wszystko dobrze? Możesz mi powiedzieć, nie jesteś tu sam.
- Wiem, ale... – Znów westchnąłem, decydując się powiedzieć
mu o wszystkim. – Po prostu daj rękę. – Elin, nie pytając o
nic, podał mi dłoń. Ująłem ją w swoją i otoczyłem bańką
wody.
- To może być trochę dziwne, ale podejrzewam, że podobne do tego,
jak rozmawiasz z Ariel – zamknąłem oczy i pokazałem mu wszystko.
Krok po kroku odtworzyłem całą rozmowę z ojcem, razem z obrazami
i uczuciami, które mi wtedy towarzyszyły.
Kiedy skończyłem, wstałem i zacząłem chodzić tam i z powrotem
przed Elinem.
- Już wiesz, o co mi chodziło. Mimo że go nie znam, wierzę mu,
ale co jeśli to nie prawda, co jeśli tylko czegoś ode mnie chce?
Jeśli już mu zaufam, a on okaże się oszustem? Kiedy wychodziłem
z jaskini byłem pewny, że mówił prawdę, nawet nazwałem go tatą!
A przecież znam go pół dnia. Elin, ja... Co ja mam zrobić? –
Elin wstał i podszedł, zatrzymując mnie i ocierając pojedynczą
łzę spływającą po moim policzku.
- Dobrze wiesz, co robić. Arael, może nie znam cię długo, ale
wiem jaki jesteś. Widziałem, jak z nim rozmawiałeś, wiem co
czułeś. Wierzysz mu i nikt nie będzie miał ci tego za złe. Wiem,
jak bardzo dbasz o rodzinę. Możesz zyskać tatę, dać go swojej
siostrze. Jeśli mu zaufasz, może cię zranić, ale ty także możesz
to zrobić. Co jeśli naprawdę jest twoim ojcem, a ty go odrzucisz?
Myślę, że warto dać mu szansę. Jeśli chcesz, możemy sprowadzić
tu twoją rodzinę, wtedy zapytasz się mamy, czy to, co powiedział
jest prawdą.
- Naprawdę mógłbyś to zrobić? – Spojrzałem na niego,
ignorując łzy płynące mi po policzkach.
- Oczywiście, jeśli naprawdę tego chcesz. Wystarczy powiedzieć,
więc nie płacz już. – Ujął moją twarz w dłonie i kciukami
starł mokre ślady.
- Naprawdę się całowaliśmy w tym barze? – uśmiechnąłem się
delikatnie, chcąc pokazać mu, że nic mi nie jest.
- Naprawdę – także odpowiedział mi uśmiechem, a jedną ręką
objął w talii, przysuwając się bliżej.
- Hmm, nie do końca to pamiętam. – W jego oczach błysnęło
rozbawienie, pomieszane z czymś jeszcze.
- W takim razie, chyba będę musiał ci przypomnieć – powiedział
i dotknął swoimi ustami moich, najpierw delikatnie, ledwo je
muskając.
Otoczył mnie jego zapach, który sprawił, że zapragnąłem więcej.
Chciałem, żeby ta chwila trwała w nieskończoność. Oplotłem
jego kark ramionami, nie chcąc już nigdy go puszczać.
Przysunąłem się do niego tak, że stykaliśmy się torsami. Elin
ponownie dotknął moich ust swoimi, tym razem mocniej. Uchyliłem
wargi, pragnąc doznać więcej przyjemnych dreszczy, które co
chwilę przebiegały mi po kręgosłupie. Elin skorzystał z
zaproszenia, powoli badając wnętrze moich ust. Uległem mu,
splatając swój język z jego i nieświadomie mrucząc. Poczułem,
że się uśmiecha, nadal nie przerywając przyjemnej pieszczoty.
Trwalibyśmy tak w nieskończoność, gdyby nie ciche chrząknięcie,
które ledwo dosłyszałem, całkowicie zatracony w pocałunku.
- Chłopaki, wiecie, naprawdę przyjemnie się na was patrzy.
Dosłownie para z was ulatuje. – Na dźwięk głosu Ariel chciałem
się odsunąć, ale Elin przytrzymał mnie przy sobie. Dopiero teraz
zauważyłem, że wokół unosi się mnóstwo pary. Nieświadomie
otoczyłem nas małymi kropelkami wody, które, stykając się ze
skórą Elina bądź moją, wyparowały.
Spojrzałem na Ariel, która z uśmiechem stała kilka metrów dalej
i patrzyła na nas bez skrępowania.
- Co tu robisz? – spytał Elin niezadowolonym głosem. Dalej
staliśmy przy sobie objęci, ale jemu najwyraźniej to nie
przeszkadzało. Ja natomiast, jak to miałem w zwyczaju, zarumieniłem
się porządnie i spuściłem wzrok na podłogę.
- Ratuje was przed śmiercią z rąk, albo raczej z dzioba Fenix'a.
Choć wydaje mi się, że doskonale radziliście sobie beze mnie –
znowu zaśmiała się cicho i odwróciła z zamiarem odejścia. Coś
jednak ją powstrzymało, bo w ostatniej chwili spojrzała na nas i z
figlarnym uśmiechem wskazała słupek obok siebie. – A tak przy
okazji znajdujecie się nadal na terenie Fenix'a. Nie jestem pewna,
czy jest przyzwyczajony do takich scen.
Ariel spojrzała na nas po raz ostatni i odeszła. W okolicy rozległ
się znajomy pisk olbrzymiego ptaka. Tym razem nawet Elin się
zarumienił i czym prędzej pociągnął mnie poza granice domu
mojego ojca. Zacząłem się śmiać, a Elin po chwili do mnie
dołączył. Nie puszczając mojej ręki, zaczął iść w stronę
mojego nowego domu.
Witam,
OdpowiedzUsuńrozdział naprawdę cudowny w końcu wyjaśniło się co nieco ale coś czuję że to dopiero początek rewelacji. Naprawdę super to rozegranie z ojcem Arael'a niby nie Ignem, a Ignem :D genialne. Jestem też ciekawa jak i kiedy Ari zacznie władać ogniem. Co do Elina to naprawdę jego akcja ratunkowa była naprawdę słodka :D Nie mogę się doczekać kiedy zainicjujesz coś więcej między naszymi cudami i szczegółowo opiszesz :D ;)
Normalnie nie mogę uwierzyć że to piszę, ale już nie mogę się doczekać następnego poniedziałku:)
Dużo weny i czasu na pisanie życzę
Pozdrawiam
M
Hah na pewno będzie szczegółowo opisane :) Też nie cierpię poniedziałków, więc postanowiłam, że aby Wam je umilić, właśnie wtedy wstawiam rozdziały :) Dziękuję <3 Buziaki :*
UsuńKolejny tydzień katorgi! Fenixkie najdroższy czemu? Tak bardzo chce poniedziałek! Niech już będzie poniedziałek! Albo chociaż sobota, bo weekend to szybko mija :3
OdpowiedzUsuńRozdział jest po prostu wspaniały! Chłopcy....mężczyźni(?) się pocałowali i to na trzeźwo...też chce bliźniaka geja któremu umiem czytać w myślach! Czemu nie mam brata bliźniaka!? Albo chociaż geja ;-; życie jest niesprawiedliwe!
Chciałam wejść tu na fizyce, ale totalnie zapomniałam ^^'
Ja chcę poniedziałek!
Pozdrawiam, dużo czasu i jeszcze więcej weny!
Nie wiem czy mam się cieszyć, że sprawdzasz bloga nawet w szkole, czy płakć, bo odciągam Was od nauki :P Z mojego doświadczenia wynika to pierwsze, więc właśnie się uśmiecham :D Dzięki za komentarz :)
UsuńPs: Też chce takiego bliźniaka !!! :*
Omnomnomnomnomnomnom *-*
OdpowiedzUsuńMój ulubiony rozdział normalnie <3 Nie dość, że zostaje wyjaśniona (prawdopodobnie xd) część historii Araela, jego pochodzenia i powiązania z ogniem, to jeszcze jest coś, na co czekam od samego początku opowiadania. I pewnie nie jestem jedyna xD
Buziak! ♥♥♥♥♥
I jeszcze ta Ariel musiała im przerwać -.-' ale słodkie było to, że Elin cały czas go trzymał.
Ach, jaram się *-*
kisskisskisskisskisskisskisskisskisskisskisskisskisskisskisskisskisskiss *-*
Wysyłaj mi czym prędzej kolejny rozdział do betowania :D Przetrzymam go specjalnie, tak żeby inni musieli czekać, a ja będę wiedziała, co się wydarzy. Buhahahhaha xD nie no aż taka wredna nie będę. Może xD
Nie mogę się doczekać, co będzie dalej <3
Małe pytanko: Jak się nazywa ich pairing? Erael? xD Jakkolwiek by się nie nazywał, wyobraź sobie, że jestem szalonką fanką, stojącą pod Twoim domem i krzyczącą: "Więcej Eraela, więcej Eraela!" ^^
eyyyy, a kiedy będą seksy? :D bo będą prawda? ^^
buźki, weny, weny i jeszcze raz weny, bo czekam na jedenastkę :D
Nie mam pojęcia jak się nazywają !!! Wymyślcie coś, bo ja nie mam do tego głowy :D Hah, wyobraziłam sobie, że kiedyś w nocy wstanę, wyjrzę przez okno i zobaczę dziewczynę z transparentam " Więcej Eraela!" xD Będę wiedzieć, że to Ty <3 Pozdrawiam :)
UsuńMam takie samo pytanie jak Laire Stock kiedy będą sexy? I czy Arael i Elin będą mieli bobaska? Świetny rozdział. Nie mogę się doczekać następnego.
OdpowiedzUsuńDużo weny. Pozdrawiam.
Bobaska?
UsuńHahahhahaha XD
OMG, jesteś moim Miszczem <3
Hah popieram Laire :) Moim Miszczem też jesteś :)
UsuńSorry, że dopiero teraz, ale laptop mi się zepsuł :(
OdpowiedzUsuńA teraz do rozdziałku :)
Jak zwykle świetnie, w końcu coś przewidziałam, że feniks okaże się jego ojcem. Cieszę się, że chłopcy nie mają przed sobą tajemnic, bardzo mi się to podoba, bo często partnerzy ukrywają coś. Jestem ciekawa kiedy moc ognia się ujawni i jak rozwinie się ich związek :)
Zapomniałabym pocałunek opisany przepięknie i w końcu na trzeźwo xD
Dużo weny :)
Pozdrawiam :)
Wszyscy coś przewidujecie, a ja potem nie wiem jak mam wam odpowiadać na komentarze :P Hah <3 Odpisuję dosyć późno, bo nie było czasu, więc odpowiedzi na swoje pytania pewnie już znalazłaś w następnym rozdziale :D Buziaki <3
UsuńDawno mnie nie było, ale już jestem na bieżąco.:)
OdpowiedzUsuńSkończywszy czytanie tego rozdziału na myśl mi przychodzi jedno, bardzo trafne z resztą słowo: WOW. Jestem pod dużym wrażeniem! W każdym rozdziale wiele się dzieje, a najlepsze jest to, że zakończenie każdego chapter'u jest dokładnie przemyślane. W związku z tym nie brakuje elementu zaskoczenia i chce się czytać jeszcze więcej.
Scena pocałunku została przedstawiona z wieloma detalami. Super ;) Uczucie między bohaterami zaczyna kwitnąć. Wyjaśniła się historia Araela, chociaż jestem pewna, że jeszcze masz niejednego asa w rękawie.
Dużo weny!
Mam jeszcze mnóstwo asów, a najgorsze jest to, że nie dam rady ich wszystkich wykorzystać :P Nawet nie wiesz, jak ciężko mi kończyć rozdziały, bo one same chcą się dalej pisać :D Gdybym tylko miała więcej czasu do zmarnowania przed komputerem XD Dzięki <3
UsuńWitam,
OdpowiedzUsuńpięknie, wyjaśniło się wiele, jego matka jest potomkinią pierwszego władcy, no i włada dwoma żywiołami....
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hej,
OdpowiedzUsuńswietnie, wyjaśniło się dużo, jego matka okazała się potomkinią pierwszego władcy, no i włada dwoma żywiołami....
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Aga
Hej,
OdpowiedzUsuńno i świetnie, wyjaśniło się tutaj bardzo dużo, jego matka okazała się być potomkinią pierwszego władcy, i włada aż dwoma żywiołami....
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Iza