poniedziałek, 14 grudnia 2015

Nie wszystko stracone - Rozdział 6


Miłego czytania, Kochani <3

Wojtek poczuł gorące dłonie na swoim torsie i reszta z jego wątpliwości natychmiast się rozwiała. Zepchnął Radka z siebie, zaraz jednak samemu siadając mu na biodrach. Zobaczył szeroki uśmiech na twarzy leżącego biologa. Z powrotem złączył ich usta i wsunął ręce pod koszulkę mężczyzny, badając palcami szczupły brzuch. Chwilę później pozbył się zarówno jej, jak i swojej koszuli. Radek nie leżał po nim biernie, co chwilę drapiąc, masując lub gładząc jego skórę. W zamian Wojtek obdarowywał go coraz to nowymi pocałunkami. Nie mogąc się powstrzymać, zrobił Radkowi malinkę w okolicy obojczyka. Cichy jęk zmotywował go do dalszego działania.
Radek zaczynał się gotować od środka. Serce waliło jak młot, a w brzuchu motyle łaskotały go swoimi skrzydełkami. Teraz jednak bardziej skupiał się na swoim penisie, który właśnie został chwycony w dłoń tego cudnego mężczyzny, którego zaraz będzie mógł nazywać kochankiem. Jęknął głośno, wbijając paznokcie w plecy Wojtka.
Pieścił go powoli, nie spiesząc się i chłonąc widok męskiego, wijącego się pod nim ciała. Jakiś czas temu pozbyli się spodni i bokserek, więc teraz mógł w pełnej krasie podziwiać biologa. I jak cholera podobał mu się ten widok. Radek zawsze wydawał mu się chudym i drobnym mężczyzną i okazało się to prawdą. Tylko to, co sobie wyobrażał, choć nie miał pojęcia, kiedy to robił, znacznie różniło się od tego, co widział teraz. Mimo, że szczupłe, ciało pod nim było z pewnością męskie i seksowne.
Chcąc jak najszybciej znaleźć się w nim, Wojciech wsunął w niego jeden palec. Radek był niesamowicie ciasny, aż za bardzo.
- Radek, czy ty...?
Nie musiał kończyć zdania. Radek wiedział o co mu chodziło. Nabił się mocniej na jego palec, przyciągając do pocałunku.
- Nie, po prostu dawno tego nie robiłem.
Wojtek kiwnął głową i całując go z nowym zapałem, zaczął go rozciągać. Po chwili do pierwszego palca dołączył drugi, a później kolejny.
- Wystarczy. Wejdź we mnie – wyszeptał Radek prosto do ucha Wojtka, a temu nie trzeba było dwa razy powtarzać.
- Wiem, że to nie dobry moment, ale nie mam gumki.
Obaj nagle zamarli, uświadamiając sobie, co Wojtek powiedział. Ich oczy spotkały się w niemej rozmowie i przez kilka chwil badały się nawzajem. Atmosfera jednak wciąż była napięta, a podniecenie obu mężczyzn nawet na sekundę nie opadło.
- Jestem zdrowy – Radek ostatnio robił badania, by oddać krew, stąd miał pewność, że na nic nie choruje.
- Ja też – odetchnął Wojtek, przypominając sobie, kiedy ostatnim razem uprawiał seks. Było to jeszcze przed tym, kiedy przejął opiekę nad Madzią. Później jakoś nie było ani czasu ani okazji. Wtedy też zrobił sobie badania, by upewnić się, że niczym nie zarazi Małej.
W jednej sekundzie mężczyźni znów do siebie przylgnęli. Wojtek, nie mogąc dłużej wytrzymać, naparł penisem na niewielką dziurkę.
Radek jęknął, czując jak penis blondyna zaczyna go wypełniać. Czuł lekki ból, jednak nie zwracał na niego uwagi. Dotarło do niego właśnie, że po raz pierwszy od dawna ma to czego chce. Ukochanego mężczyznę, który właśnie się w nim znajdował. Jęknął ponownie, kiedy Wojtek wszedł w niego cały i zatrzymał się, by pozwolić mu się przyzwyczaić.
- Pocałuj mnie – szepnął Radek i zaraz poczuł na swoich ustach delikatny pocałunek. Poruszył lekko biodrami, dając znak, że wszystko jest dobrze, a Wojtek odpowiedział na ten ruch lekkim pchnięciem.
Pocałunek zamieniał się na pełen pożądania i namiętności, a wraz z nim przyspieszały ruchy bioder. Wojtek uderzył trochę z boku i poczuł jak Radek drży w jego ramionach. Ponowił ruch, mieszając ich oddechy w kolejnym pocałunku. Jęki ich obydwu mieszały się, a ruchy stawały coraz bardziej chaotyczne. Z każdy ruchem byli coraz bliżej granicy, aż w końcu Wojtek pchnął mocno, trafiając w czuły punkt i sprawdzając, że Radek jęknął mu w usta, zaciskając się i jego także doprowadzając do orgazmu.
Wojtek opadł na Radka, a ten zaplótł dłonie w dole jego pleców. Obaj dyszeli, wyczerpani po pełnym emocji zbliżeniu.
- Prysznic i spać? - zapytał Radek, kiedy już się trochę uspokoili.
- Mhm, chodźmy razem, będzie szybciej.
Mimo swoich słów, Wojtek, wciąż leżał na Radku, wpatrując się w jego twarz z wzajemnością. Obserwacja trwała dłuższą chwilę, aż w końcu rudzielec otrzymał czuły pocałunek i został pozbawiony, jego zdaniem, przyjemnego ciężaru.
Razem udali się do łazienki i wspólnym prysznicu, na którym się skończyło, udali się do łóżka. Żaden się nie zastanawiał, czy będą spać razem, bo obaj czuli, że druga strona tego chce. Kiedy więc leżeli wtuleni w siebie, Radkowi kompletnie odechciało się spać.
- Śpisz?
- Jeszcze nie.
- Pogadamy?
- Chcesz teraz rozmawiać o tym, co się stało? - Wojtek spojrzał na niego, kładąc się bokiem i przyciągając go do siebie.
- Niekoniecznie. Możemy pomówić o czymś innym.
- Na przykład o buziakach na dobranoc. Ja bardzo je lubię.
Wojtek aż zaniemówił. Radek powiedział to tak niewinnym i uroczym tonem, że nie mógł zrobić nic innego, niż parsknąć śmiechem.
- Ej no, nie śmiej się ze mnie. – Szturchnął go Radek, również jednak się uśmiechając.
- Dobrze, nie będę – odpowiedział Wojtek i musnął jego usta swoimi. Te delikatne, pełne wargi przyciągały go, od kiedy tylko ich zasmakował. Dla niego pocałunki były czymś niezwykle przyjemnym, a pocałunki z Radkiem w ogóle przekraczały wszelkie granice.
- To miał być buziak no dobranoc, a nie na początek seksu – Radek parsknął mu cicho w usta.
- To absolutnie twoja wina.
- Moja? A kto się do mnie wcześniej przysysał jak pijawka? To ty nad swoimi ustami nie panujesz. Bierzesz w nie wszystko, co popadnie – powiedział, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak zabrzmią te słowa. Wojtek spojrzał na niego, oblizując usta. Poruszył śmiesznie brwiami i powiedział:
- Skoro tak mówisz...
W odpowiedzi otrzymał cichy śmiech i buziak w czubek nosa. To było takie dziwne. Mimo, że z Hubertem był przez ponad dwa lata, nigdy się z nim tak nie czuł. Nie dostawał buziaków, bo jeżeli już, to całowali się z jego inicjatywy, a zazwyczaj po seksie szli po prostu spać. Nigdy nie zdarzało im się leżeć i gadać o głupotach. To było takie rozluźniające. Jego zły humor zniknął gdzieś, a wszystkie myśli krążyły tylko po tym jednym pokoju.
- Za karę chce jeszcze jednego buziaka.
- No nie wiem – Wojtek przewrócił oczami, udając, że się zastanawia. Kiedy jednak spojrzał ponownie w te psotne oczy, nie mógł się powstrzymać i cmoknął go w usta, zatrzymując się jednak centymetr przed nimi. Musnął pełne wargi jeszcze raz i ponownie się odsunął. Robił tak, dopóki Radek sam nie wpił się w jego usta i nie pogłębił pocałunku.
Poszli spać dopiero po kilku kolejnych pocałunkach, z których żaden nie prowadził do niczego więcej. Radek pełen obaw miał nadzieję, że rano wszystko nie okaże się tylko snem.

Amek westchnął, czekając przed gabinetem dyrektorki. Kiedy w końcu udało mu się przekonać rodziców, żeby puścili go na wycieczkę, oni musieli wysunąć swoje warunki. Rozmowa z dyrektorką była jednym z nich, drugim stały nadzór nauczycielski. Nie wyobrażał sobie jak będzie to wyglądać. Nauczyciel będzie chodził cały czas z nim i Mają? Nie będzie oponował, jeżeli padnie na Logana. Tak naprawdę podejrzewał, że i tak pewnie większość czasu spędzałby ich towarzystwie. Nie spodziewał się jednak, że kiedy rodzice wyjdą z gabinetu, usłyszy takie nowiny.
- Możesz jechać na wycieczkę. Dogadaliśmy się co do opieki jaką ci zapewnią.
- To super. Dzięki wielkie – Amek od razu szeroko się uśmiechnął.
- Jedyny warunek – Amek spojrzał an ojca z wyczekiwaniem – jest taki, że będziesz w pokoju z nauczycielem.
Serce Amka chciało wyskoczyć z piersi, kiedy tylko to usłyszał. Na wycieczkę jechało troje nauczycieli. Artystka, z którą raczej by go nie umieścili ze względów etycznych, chemik, na którego wszyscy mówili po prostu Eryk oraz Logan.
- Z którym? - Amkowi aż zaschło w gardle, kiedy czekał na odpowiedź. Nie wiedział, czy będzie w stanie spędzić te noce w jednym pokoju z Loganem. Mimowolnie jednak chciał, aby to jego imię padło z ust Rodzica.
- Z panem Mikulskim. Pani dyrektor zapewniła nas, że potrafi zachować spokój w każdej sytuacji i poradzi sobie, jeśli coś będzie się działo. Jest twoim wychowawcą więc pewnie znacie lepiej od innych nauczycieli. Szkoda, ze nie możemy go poznać, bo zaczyna dopiero za godzinę. Muszę wracać do pracy, więc leć na zajęcia.
Na usta Amka wpłynął uśmiech. Pożegnał się z rodzicami i udał na lekcje. W głębi duszy skakał z radości, choć rozum podpowiadał mu, że powinno być mu tak wesoło. Logan stawał się dla niego kimś znacznie więcej niż nauczycielem. Nie wiedział, co ma zrobić z tym, że za każdym razem jak na niego patrzył serce waliło mu jak młotem, a każdy jego uśmiech powodował rumieńce. W dodatku w jego umyśle cały czas błąkało się wspomnienie przytulającego go mężczyzny.
Otworzył klasę od geografii i kiwając nauczycielowi głową, usiadł obok Mai. Wcześniej rozmawiał z panem Kostką i powiadomił, że się spóźni. Geograf był jednym z normalniejszych nauczycieli, więc nie robił problemów, tylko normalnie prowadził lekcję.
- I co? - szepnęła Maja, kiedy nauczyciel patrzył w inną stronę.
- Jadę. - Zastanowił się, czy przekazać Mai wszystko czy poczekać do przerwy. Musiał się jednak z kimś tym podzielić. - Pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Że będę w pokoju z Loganem – powiedział i zamknął Mai usta, nim ta wydarła się na całą klasę. Uwolniła usta i spojrzała na niego groźnie.
- Jak to będziesz w pokoju z Loganem?! - jej szept przybrał na głośności, jednak dalej był słyszalny tylko dla niego.
- Mnie nie pytaj. To warunki rodziców.
- Czy oni zapomnieli, że ty...?- chrząknęła, na wypadek, gdyby ktoś jednak podsłuchiwał.
- Przestań, przecież on jest nauczycielem – powiedział jeszcze ciszej.
- Na którego widok się ślinisz. Oboje wiemy, że nie jest ci obojętny.
- No i co z tego. Między nami i tak niczego być nie może.
- No nie wiem.
Nim Amek zdążył się dowiedzieć o co jej chodzi. Zostali upomnieni i z cichym "przepraszam" zamilkli. Na przerwie Maja unikała odpowiedzi na pytania, więc musiał zadowolić sie niewiedzą. Później bardziej przejmował się angielskim, który zbliżał się nieuchronnie. Nie wiedzieć czemu się stresował. Skoro robił to teraz przed normalną lekcją, to co będzie przed wycieczką.

- Wojtek, wstawaj do cholery!
- Co się dzieje?! - Resztka zerwał się, patrząc zaspanymi oczami na Radka. Przez chwilę nie wiedział co on tu robi, ale później uderzyła w niego fala wspomnień wraz ze znajomym bólem głowy. Widok Radka sprawił, że od razu się obudził. Mężczyzna chyba nie zdawał sobie sprawy z tego jak wygląda.
Lekko przydługie włosy wyraziście rudego koloru roztrzepane były na wszystkie możliwe strony. Zielone oczy patrzyły na niego z lekką paniką, a nico opuchnięte, pełne wargi coś do niego mówiły. Dodatkowo niczym nie osłonięta klatka piersiowa mężczyzny przyciągała wzrok. Nie mógł przestać myśleć o tym, co kryło się pod kołdrą.
- Słuchasz ty mnie w ogóle?! - Radek trzepnął go w głowę i dopiero wtedy Wojtek skupił się na jego słowach.
- Nie bardzo. Możesz powtórzyć? - przetarł twarz, chcąc trochę bardziej się obudzić. - Która godzina?
- Właśnie usiłuję ci powiedzieć, że za dziesięć ósma! Powinniśmy byś już w szkole!
Wojtek przetworzył w myślach słowa Radka, po czym spojrzał na niego przerażony.
- Cholera! Madzia! Miałem być w domu o siódmej!
Resztka wyskoczył z łóżka i złapał za telefon, od razu wybierając numer do opiekunki.
- Halo? Pani Basiu, bardzo przepraszam, zaspałem. Mogłaby pani zostać jeszcze godzinkę? Naprawdę? Bardzo dziękuję. Będę jak najszybciej.
Radek przyglądał się jak Wojtek chodzi po pokoju tam i z powrotem zupełnie nagi. Jakby w ogóle nie zwracał na to uwagi. Nie żeby mu to przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Miał ochotę położyć się i patrzeć. I gdyby nie praca pewnie by to zrobił. W czasie, kiedy on sycił się widokiem, Wojtek zadzwonił jeszcze do szkoły, uprzedzając, że się spóźnią z powodu wypadku na autostradzie Na pytanie, jakie musiała zadać dyrektorka, odpowiedział, że spotkali się po drodze, więc zaoferował Radkowi podwózkę.
Bardzo chętnie by sobie dłużej popatrzył, jednak musiał się ubrać. Podobnie jak Wojtek, który wkrótce również założył wczorajsze ciuchy. Obaj byli gotowi o ósmej, jednak pozostało im jeszcze dojść do samochodu i pojechać do Wojtka.
- Ile masz dzisiaj lekcji? - Zapytał dyrektor, kiedy znajdowali sie już w samochodzie.
- Trzy w tym indywidualne w tym momencie. Ale mam nadzieję, że Więcek dalej jest chory i nie przyszedł.
- To masz jak w banku. Rozmawiałem wczoraj z jego rodzicami. Nie będzie go jeszcze przez tydzień. Z jakimi klasami masz?
- Z pierwszą A i trzecią C. A co?
- Masz jakieś materiały?
- Są w biurku. Co się tak wypytujesz – Radek spojrzał na Wojtka zaciekawiony. Ten zerknął na niego z niemrawym uśmiechem.
- Bo opiekunka nie może dłużej zostać, a ja nie mam z kim zostawić Madzi.
- Nie możesz wziąć jej ze sobą?
- Nie. Ostatnio to był wyjątek, nagła sytuacja, ale Aneta powiedziała, że to ostatni raz.
- I co ja mam zrobić? Nie iść do pracy?
- To tylko dwie lekcje. Poza tym to ja ustalam zastępstwa i nikt nie zauważy, że prowadzę za ciebie lekcje. Poza tym Aneta właśnie jedzie na jakiś występ i nie będzie jej przez dwie następne godziny. Ja mam do piętnastej, więc zdąży wrócić i zobaczy Madzię.
- Trzecia klasa ma kartkówkę, więc muszę być, ale możemy zrobić tak: weźmiemy Madzię do szkoły i ukryjemy w twoim gabinecie, a jak skończę, to wezmę ją do siebie.
- Dobra. Masz prawo jazdy?
- Mam.
- To dam ci swój samochód, żebyś nie musiał się tułać autobusem. Ja wrócę taksówką.
Zajechali właśnie pod niewielki jednorodzinny domek. Wojtek wyskoczył z auta i ruszył w stronę drzwi. Radek zrobił to samo, z wahaniem wchodząc do budynku. W progu zastał kobietę w średnim wieku, już gotową do wyjścia.
- Naprawdę przepraszam i dziękuję, że pani została.
- Nie ma sprawy kochanieńki, ale naprawdę muszę już lecieć. Może zdążę jeszcze na autobus.
- Podwieziemy panią. To po drodze, wiec nie ma problemu. Tylko ubiorę małą.
Wojtek nawet nie dał kobiecie zaprotestować i już zniknął, by po chwili wrócić z dzieckiem. Położył Madzię na jakby specjalnie do tego przygotowanej szafce. Widząc jego wysiłki, Radek westchnął i kazał mu zapakować rzeczy dziecka, samemu sprawnie zakładając maleńką kurtkę.
- Ma pan w tym wprawę – powiedziała przyglądająca się jego wyczynom kobieta.
- Mam małego kuzyna. Poza tym uwielbiam dzieci – odparł, zapinając radosną Madzię w nosidełku.
- Teraz tacy mężczyźni to skarb.
Radek uśmiechnął się do niej, a do przedpokoju wszedł Radek z dziecięcą torbą. Chwilę później byli już w samochodzie i jechali w stronę szkoły. Jakoś w połowie drogi pani Barbara wysiadła, dziękując za podwózkę. Wojtek jeszcze raz ją przeprosił i ruszyli dalej.
- Sympatyczna pani. Wydaje się dobrze zajmować Madzią – skomentował Radek, spoglądając na spokojnego malucha.
- Sama nie ma wnuków, ale dobrze chyba bardzo by chciała. Spotkałem ją ostatnio przez przypadek i zapytałem, czy nie mogłaby popilnować Madzi przez chwilę. Później jakoś tak wyszło, że zaproponowałem jej pracę. Chociaż jej nie potrzebuje, to chyba sprawia jej to przyjemność.
- W końcu znalazłaś dobrą opiekunkę.
- Mhm.
Nastała dłuższa cisza, ale nie przeszkadzała ona żadnemu z mężczyzn. Byli już nie daleko, kiedy Radek zaczął rozmyślać nad tym co się właśnie dzieje i co działo się zeszłej nocy. Większość z jego marzeń spełniła się w ciągu tych cudownych chwil. Nie mógł powstrzymać uśmiechu, który cisnął mu się na usta. Na razie nie dopuszczał do siebie myśli o tym, co będzie później. Każdy moment, który mógł przeżyć szczęśliwy, był na wagę złota, a on sam nie zamierzał tego kończyć. Woli już żyć w niepewności, niż usłyszeć, że to był tylko jednorazowy wyskok.
Zajechali pod szkołę trzydzieści pięć po ósmej, w tym samym momencie z auta wysiadał Logan. Radek poczuł jak lekko się rumieni. Miał ochotę wszystko powiedzieć przyjacielowi, chociaż ten nie wiedział nawet o jego uczuciu do Wojtka. Chyba, że się czegoś domyślał, co było nader prawdopodobne. Wyjaśniałoby to podejrzany uśmiech jakim ich obdarzył.
- Obawiam się, że chyba się już domyślił, co się działo – powiedział Wojtek rozpinając pas i patrząc na czekającego na nich mężczyznę.
- Czemu tak sądzisz?
- Bo zauważyłem, ze jest bardzo spostrzegawczy. Zwraca uwagę na ludzi i wie, że jestem gejem.
- Tak, raczej nic mu nie umknie.
Wysiedli z samochodu, a Radek wyjął z niego Madzię. Zrobił to dlatego, że był bliżej, ale kiedy się obrócił, zobaczył jeszcze szerszy uśmiech Logana. Coś czuł, że rozmowa go nie ominie.
Przywitali się i ruszyli do szkoły. Radek zatopił się w rozmowie z Loganem, który mimo znaczącego uśmieszku, który nie schodził mu z ust, nie poruszał tego łączącego ich związku. I choć Radek nie był pewien, czy takowy istnieje, był wdzięczny za tę dyskrecję. Logan skręcił do pokoju nauczycielskiego i nie komentował tego, że Radek poszedł do gabinetu Wojtka. Przecież on musiał tylko zanieść Madzię. Co prawda Wojtek sam by sobie pewnie poradził, ale chciał przebywać z nim jak najdłużej i sam przed sobą się do tego przyznawał. A Wojtkowi miał zamiar się do tego przyznać w najbliższym czasie. O ile wszystko nie skończy się tylko na tym, co było.
- Radek, ja...
- Nie! Stop. Nie będziemy o tym teraz rozmawiać – spanikował, kiedy usłyszał poważny ton Wojtka.
- Ale...
- Nie! Naprawdę pogadamy o tym potem, ok?
- Ja chcę tylko... - zanim Radek znów zdążył mu przerwać, zakrył mu dłonią usta. Uśmiechnął się mimowolnie. - Nie wiem, co myślisz, że powiem, ale chcę tylko dać ci kluczyki, żebym później nie zapomniał.
Kiedy skończył, wziął rękę i wręczył Radkowi klucze od samochodu.
- Dokumenty są w schowku.
- Aha. Dobra. Okej. Nie ma sprawy. To ja już będę szedł na lekcje.
Radek wyszedł z gabinetu lekko zarumieniony i udał się do klasy. Kiedy wszedł do środka, szybko zamknął za sobą drzwi i się o nie oparł. Docierało do niego to, co się wydarzyło. Najgorszy był jednak strach, który nie dawał o sobie zapomnieć. Co jeśli Wojtek zrobił to tylko, żeby zapomnieć o Hubercie? Teraz już nie był pewny, czy woli niewiedzę. W każdym razie rozmowa musiał poczekać co najmniej do wieczora bo teraz właśnie zadzwonił dzwonek na przerwę.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Nie wszystko stracone - Rozdział 5

Przepraszam :( Nie wstawiło się w nocy, nie wiem czemu :/ Miłego czytania ^^


Po szkole wrócił do domu autobusem. Zajęło mu to jakąś godzinę łącznie z czekaniem na niego. Musiał w końcu wrócić do robienia prawa jazdy. Tyle tylko, że w autobusach jeździł za darmo, dzięki zaświadczeniu o niepełnosprawności. Ale co z tego, skoro za leki płacili więcej? Nie mógł się już doczekać dnia, kiedy nie będzie musiał ich brać, choć zdawał sobie sprawę, że może ten dzień nie nadejść.
- Wróciłem! - krzyknął, kiedy tylko zamknął za sobą drzwi. Od razu udał się do kuchni, z której dolatywały cudowne zapachy. Ku swojemu zdziwieniu dostrzegł w niej babcię. Nie wiedział jej od kilku miesięcy, gdyż po śmierci dziadka postanowiła wyjechać do siostry, gdzie mogła odpocząć.
- Cześć kochanie. – Babcia odłożyła chochelkę, którą mieszała pysznie pachnącą zupę i podeszła do niego. Ucałował ją w oba policzki i mocno przytulił.
- Cześć, Babciu. Jak tam wyjazd? Nie wiedziałem, że wróciłaś.
- To była niespodzianka. Twój tata mnie dziś odebrał z lotniska. Miał wam nic nie mówić i widzę, że obietnicy dotrzymał.
- Widzisz, nie taki straszny ten twój zięć – zaśmiał się, nawiązując do uczuć, które z początku żywili do siebie jego tata i babcia od strony mamy.
Kiedy słyszał opowieści na ten temat, nie mógł powstrzymać śmiechu. Któż by pomyślał, że babcia potrafiłaby wymyślić takie złowieszcze plany, by pozbyć się przyszłego zięcia. Jego tata jednak nie był gorszy. Raz w odpowiedzi na bitą śmietanę w opakowaniu z pianki do golenia, podmienił babci peeling z olejkiem musztardowym, na prawdziwą rosyjską musztardę. Podobno wtedy rozpętała się prawdziwa wojna, którą koniec końców wygrała jego ukochana babunia. Zawarto pokój, a dwie wrogie strony zaczęły pałać do siebie dziwnym rodzajem sympatii. Ilekroć babcia była u nich, tata chodził jak na szpilkach. Atmosfera jednak stawała się bardziej ciepła, a żadne z poszkodowanych dziwnymi żartami nie brało sobie ich do serca. Oczywiście nikt nic nie niszczył, to były tylko nic nie szkodzące psikusy. Stało się to swego rodzaju tradycją i teraz kiedy babcia przyjeżdża, przez cały jej pobyt trwa ich prywatny prima aprilis. A on sam i jego mama, przynajmniej kilka razy dziennie płaczą ze śmiechu.
- Oj nie wiesz nawet jak się mylisz! Wiesz, co ten baran zrobił? Ja wychodzę z lotniska, a tam kilku policjantów grzecznie zaprasza mnie do radiowozu. Ten drań wynajął kolegę, żeby mnie aresztował. Swoją drogą, przejrzałam go w połowie drogi i też wywinęłam mu mały kawał. Chyba zapomniał, że sama kiedyś byłam policjantką. Dobrze, że się nie pomyliłam, bo za uprowadzenie radiowozu mogłabym trochę posiedzieć.
Amek nie mógł wytrzymać i zaczął się śmiać. Tylko jego babcia mogła wymyślić coś takiego. Nie wątpił w ani jedno słowo. Ta kobieta potrafiłaby obrabować bank i zrzucić winę na swojego psa, którego zresztą nie posiadała.
- Jesteś niemożliwa, babciu.
- Wiem, wiem. A teraz siadaj i wcinaj borowikową póki gorąca.
- Umieram z głodu – powiedział i kiedy pojawił się przed nim talerz pełen zupy, zaczął powoli jeść. Czemu to musiało być takie gorące.
- Powiedz mi, wnusiu, jak tam w nowej szkole. Są jakieś towary? - szturchnęła go babcia, a on zakrztusił się zupą.
- Uwielbiam jak zaczynasz używać slangu – powiedział, kiedy napad kaszlu się skończył.
- Dobrze mi idzie, prawda ziom? Ale tak na poważnie, poznałeś jakiegoś ślicznego chłopca?
Zarumienił się lekko i odwrócił wzrok. Babcia była pierwszą osobą, która poznała o nim prawdę i mimo, że była religijną osobą, akceptowała go i nie próbowała zmienić, jak na początku robili to rodzice. To właśnie ta kobieta nawrzeszczała na nich, że w ten sposób tylko ranią swojego syna i kazała przejrzeć na oczy.
Godzinę później, siedzieli w salonie. Amek opowiadał babci o wszystkim, co się działo w szkole, unikając jednak tematu, który usilnie chciała poruszyć. Jego babcia miała tą samą umiejętność, co mama – zawsze wiedziała kiedy kłamie i potrafiła podstępem wyciągnąć z niego prawdę.
- Czy ty naprawdę myślisz, że uda ci się uniknąć odpowiedzi na to pytanie?
- Ja wcale nie... - odetchnął z ulgą, kiedy z przedpokoju dobiegło go pukanie. - Otworzę.
- I tak się dowiem! - krzyknęła babcia, kiedy opuścił salon.
Otworzył drzwi, z zaskoczeniem patrząc na stojącego w progu Logana. W życiu by się nie spodziewał, że to jego tu zastanie.
- Cześć, przyszedłem oddać twoją zgubę – powiedział, pokazując mu klucze zawieszone na jednym z jego palców.
- Jak je znalazłeś? Właśnie miałem iść ich poszukać. Dziękuję.
- Leżały przy huśtawce. Musiały ci wypaść przy próbie samobójczej – uśmiechnął się Logan, a Amek parsknął.
- To wcale nie była próba samobójcza.
- No ja mam nadzieję – Amek usłyszał głos babci. Kiedy na nią spojrzał, dostrzegł szeroki uśmiech i doskonale wiedział, co on oznacza.- Zaproś kolegę do środka, a nie trzymasz w progu.
- Tak właściwie, to ja tylko przyniosłem zgubę – zaprotestował Logan, wycofując się nieco. Babcia spojrzała na niego smutno, kręcąc głową.
- Ależ tym bardziej powinieneś zostać. Odwdzięczymy się obiadem – Amek został spiorunowany przez babcię wzrokiem, więc odchrząknął i zrezygnowany zwrócił się do Logana:
- Zostaniesz?
- Chyba nie mam wyboru – uśmiechnął się i pozwolił się poprowadzić do środka. - Nazywam się Logan Mikulski, jestem nauczycielem Amka.
- Nauczycielem? Nic nie szkodzi – Amek niemal się przewrócił, słysząc słowa babci. Ta spojrzała na niego i uśmiechnęła sie przebiegle, czego Logan zauważyć nie mógł. - Nauczyciel, czy nie, obiad z nami zjeść możesz. Jestem babcią Amka, Czesława Grecka.
Amek odetchnął z ulgą. Co ta babcia wyprawia? Wiedział, że Logan jej się spodobał, ale nie spodziewał się, ze tak szybko zacznie swoją grę! I jak to nic nie szkodzi fakt, że Logan jest jego nauczycielem?!
- Miło mi panią poznać. - Logan uniósł brwi, z uśmiechem patrząc na pełną energii kobietę. Reakcja Amka trochę go zdziwiła. Nie miał pojęcia, o co tej dwójce chodzi.
- Mi również. Ja skończę drugie danie, a wy chłopcy porozmawiajcie sobie w salonie – pani Czesława zniknęła w kuchni, a Logan został poprowadzony do salonu.
- Wyczuwam jakiś podstęp. - Usiadł na kanapie obok Amka.
- U babci to normalne, nie zdziw się jak powie coś naprawdę dziwnego. Albo zada jakieś rozbrajające pytanie. Ta kobieta jest nieprzewidywalna.
- Ona? Wygląda na pełną energii staruszkę, a ty mówisz, jakby była groźna.
- Oj uwierz mi, jak jej podpadniesz, to koniec. Ale nie martw się, polubiła cię.
- Przecież nawet z nią nie rozmawiałem.
- I tak cię już przejrzała. Przed nią nic się nie ukryje – szepnął Amek, zerkając w stronę kuchni.
- Nie przesadzaj. Starsze panie to nie demony.
- O tym, to bym podyskutował. Ale może lepiej nie teraz, jeszcze usłyszy.
- Chłopcy, chodźcie po talerze! - usłyszeli krzyk z kuchni, więc Logan nie musiał odpowiadać, bo razem się tam udali.
- Amek będziesz jadł jeszcze zupy?
- Czy ja kiedykolwiek odmówiłem dokładki twojej zupy, babciu?
- W takim razie weź łyżki i widelce. Na drugie mamy lazanię.
- Uwielbiam lazanię – powiedzieli równocześnie Logan i Amek, a Czesława wbiła we wnuka znaczące spojrzenie. Na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech.
- W takim razie lećcie dzieciaki zastawić stół, a szybciej dostaniecie drugie.
Kiedy zanieśli wszystko do salonu, babcia przyszła z wazą pełną borowikowej.
- Mam nadzieję, że będzie ci smakować – powiedziała do Logana, a Amek machnął ręką.
- Skoro smakowała mu moja jajecznica, to nie masz się czym martwić – palnął i miał ochotę walnąć głową w stół.
- Ach tak, powiedz mi Loganie, gdzież to jadłeś jajecznicę Amka – zwróciła się do nauczyciela z przebiegłym uśmiechem. Amek miał wrażenie, że mężczyzna świetnie się bawi.
- Pani wnuk robi pyszne śniadania – Amek miał ochotę wylać mu gorącą zupę na kolana. Pewnie by to zrobił, ale nie chciał marnować zupy. Czemu ten facet nigdy nie wie, kiedy się zamknąć.
- Amek, mam nadzieję, że masz wolny wieczór, chciałabym, żebyś mi co nieco opowiedział.
- Chyba nie mam wyboru – mruknął Amek.
Poważnie zastanowiła go postawa Logana wobec aluzji jego babci. Nie możliwe było, żeby nie zrozumiał, co miała na myśli. Więc czemu wygląda jakby to wszystko go bawiło?
Logan miał ochotę wybuchnąć śmiechem. Dopiero upewnił się co do swoich podejrzeń. Wszystkie te spojrzenia i rumieńce Amka, które brał za ciekawość i nieśmiałość, jego wrażliwość i aluzje Mai. Pierwsze wrażenie okazało się być słuszne. Amek był gejem. Było to o tyle zabawne, że chłopak usilnie starał się to okryć, co sprawiało, że łatwiej było się domyślić. Jednak dało mu to do myślenia. Musiał trochę się pohamować w kontaktach z nim. Nie chciałby, żeby wyszło z tego coś niewłaściwego.
W trakcie posiłku Logan zrozumiał o co wcześniej chodziło Amkowi. Jego babcia zadawała mu pozornie nic nie znaczące pytania, jednak aby na nie odpowiedzieć, musiał sporo o sobie powiedzieć. Kiedy jednak zapytała o rodzinę, Logan nie do końca wiedział odpowiedzieć.
- Babciu, przykro mi, ale muszę na chwilę pożyczyć Logana. Nie rozumiem jednego zadania z angielskiego.
W mgnieniu oka Amek wstał i ciągnąc za sobą Logana, wmaszerował na górę. Nauczyciel uśmiechnął się delikatnie. Doskonale wiedział, że Amek chciał po prostu wybawić go od odpowiedzi na pytanie. Coś ciepłego rozlało mu się w okolicy serca, kiedy uświadomił sobie, że Amek zrobił to dla niego. Miał ochotę poczochrać go po włosach, tak jak kiedyś Willa.
- Dziękuję za ratunek – powiedział, kiedy znaleźli się za zamkniętymi drzwiami.
- Mówiłem, że babcia nie ma hamulców. Przesłuchuje wszystkich, jakby dalej była policjantką.
- A zastanawiałem się jakim cudem potrafi to robić tak niepostrzeżenie.
- Teraz musimy tu chwilę posiedzieć.
- Chyba tak. Dobrze pamiętam, że nie widziałem twojej zgody na wycieczkę? - Logan zmarszczył brwi, usiłując sobie przypomnieć kartkę z nazwiskiem Amka.
- Nie oddałem – Amek uciekł wzrokiem za okno, co było o tyle łatwe, że łóżko, na którym siedział, znajdowało się tuż obok. Logan zajął krzesło obrotowe stojące przy biurku.
- Możesz oddać jeszcze jutro, bo dopiero będę szedł do dyrektorki.
- Właściwie to nie wiem, czy pojadę. Rodzice martwią się o moje zdrowie. Porozmawiam z nimi dzisiaj.
- Chcesz, żebym pomógł?
- Na razie to chyba nie jest konieczne. Jeżeli nie dadzą się przekonać, to zaciągnę ich jutro do szkoły.
- Nie ma sprawy. Postaraj się, szkoda, gdybyś nie jechał.
Amek kolejny raz odwrócił wzrok. Logan powiedział to, jakby chciał, żeby Amek był na tej wycieczce. A jego serducho wprost skakało z tego powodu. Czuł, że nie jest zakochany, ale niewiele mu od tego brakuje.
- To ja się już będę zbierał. Muszę jeszcze uściślić kilka rzeczy co do wycieczki. Daj znać, co z rodzicami.
- Jasne. Uciekamy jak najszybciej, żeby cię babcia nie dorwała – szepnął Amek, kiedy wyszli już z pokoju.
Jakoś udało im się dotrzeć na dół bez spotkania Czesławy. Amek szybko pożegnał się z Loganem i już chciał wracać do swojego pokoju, kiedy z pod ziemi wyrosła jego babcia.
- Całkiem przystojny ten twój Logan. Powinien częściej nas odwiedzać.
- Babciu, to jest nauczyciel, nie może ot tak przychodzić na obiady. Poza tym nie jest mój.
- Tak, tak, tylko pamiętaj, żeby być dyskretnym. Lepiej, żeby nikt się o was nie dowiedział.
- Nie ma się o czym dowiadywać. To tylko mój nauczyciel! - Amek uniósł ręce w geście bezsilności.
- A jednak twój – babcia mrugnęła do niego, po czym jak gdyby nigdy nic udała się z powrotem do kuchni. Amek tylko westchnął i udał się do swojego pokoju.

Wściekły Wojciech wyszedł z hotelu, trzasnąłby drzwiami, ale te niestety otwierały się w reakcji na ruch, więc nie miał takiej możliwości. Recepcjonistka cofnęła się o krok, kiedy jak burza wpadł i wypadł z dużego holu. Miał tego dość. Dlaczego znów wszystko sypało mu się na głowę? Dzisiejszy dzień miał być cudowny, a wyszło wręcz przeciwnie.
Kiedy trzy dni wcześniej jego partner poinformował go, że wraca do kraju, prawie skakał z radości. Końcowa sesja miała odbyć się już w kraju, a dokładniej w Krakowie. Postanowił więc zrobić kochankowi niespodziankę i zaczekać na niego w pokoju hotelowym, który już był wynajęty. Jako, że był to hotel, w którym Hubert i reszta modeli wynajmowali pokoje nie pierwszy raz, bez problemu załatwił sobie wejście do pokoju.
Kolacja czekała już na stole, a cały pokój przystrojony był świeczkami, kiedy usłyszał głosy na korytarzu. Poprawił kołnierzyk koszuli i czekał na Huberta. Szczęk kluczy i skrzypienie drzwi poinformowały go o wejściu partnera. Coś jednak się nie zgadzało. Na początku nie wiedział, czy jego partner jest tak pijany, że obija się o ściany czy tak mocno się uderzył, że jęczy z bólu.
Po chwili jednak zaczął się gotować z wściekłości. Zrobił krok w przód, by wyjrzeć zza murku, oddzielającego pokój od przedpokoju i ujrzał dwóch mężczyzn w dość jednoznacznej sytuacji. Złożył ręce na piersi i czekał. W tej chwili targały nim mordercze instynkty, jednak nie miał zamiaru przerywać tej sceny. Poczekał, aż któryś z mężczyzn zorientuje się, że coś jest nie tak.
- Wojtek – szepnął przerażony Hubert, odpychając młodego chłopaka od siebie.
- Cześć. Cieszę się, że w końcu możemy się zobaczyć. Szkoda, że przez tak długi czas byłeś zajęty – zaakcentował ostatnie słowo, spoglądając na drugiego z mężczyzn. Nie kojarzył go, więc zapewne był to jakiś początkujący model.
- Wojtek, to nie tak...
- Wiem, że nie tak. Temu panu coś utknęło w gardle, a ty po prostu próbowałeś mu to wyciągnąć. Swoim językiem. Całkowicie to rozumiem, dlatego nie przywalę ci, tylko grzecznie powiadomię, że jeżeli jeszcze raz ujrzę cię na oczy, to przyrzekam, nigdy więcej nie będziesz mógł robić tego, co pewnie właśnie robić zamierzaliście. Nie pisz, nie dzwoń, a już na pewno nie próbuj przepraszać. To koniec. Dobrze wiedziałeś jaki jest mój warunek. A teraz żegnam. Możecie kontynuować, już mnie nie ma. I smacznej kolacji życzę.
Zachował spokój do momentu, w którym zamknęły się za nim drzwi. Później już nad sobą nie panował. Nawet nie pamiętał jak znalazł się w samochodzie. Dopiero tam trochę się opanował, nie chcąc spowodować wypadku. Zadzwonił na szybko do niani i dowiedziawszy się, że z Madzią wszystko w porządku, ruszył w drogę powrotną do domu. Mimo, że w czasie jazdy starał się o niczym nie myśleć, po godzinie, kiedy tylko opuścił pojazd, miał ochotę coś rozwalić. Ewentualnie się upić. Jako, że nie chciał wyżywać się na niewinnych, wybrał drugą opcję.
Ruszył w stronę wejścia do baru, kiedy na kogoś wpadł Warknął coś, wymijając tę osobę, ale niespodziewanie usłyszał znajomy głos.
- Wojtek?
Dopiero teraz Resztka przyjrzał się mężczyźnie, którego chciał staranować i dostrzegł w nim Radka.
- Wszystko w porządku? Wyglądasz jakbyś miał zamiar mnie pokroić.
- Mam, ale nie ciebie. Najpierw jednak muszę się upić. Masz pecha, bo nie lubię tego robić sam – odpowiedział, po czym pociągnął rudzielca do baru.
Radek nie stawiał oporu, będąc ciekawym powodu, dla którego widzi Resztę w takim stanie. Na ogół ten mężczyzna był oazą spokoju i opanowania.
Usiedli przy barze, a Wojciech od razu zamówił alkohol, nie tylko dla siebie, ale też dla Radka. Rudzielca zaskoczyło trochę to, że po chwili dostarczono mu jego lubiony drink. Nie zdążył jednak zauważyć, co zamówił jego towarzysz, gdyż ciecz od razu znalazła się w jego przełyku.
- Poproszę to samo. Razy dwa – powiedział do baristy, na co ten kiwnął głową.
- Ciężki dzień?
- W chuj ciężki.
- W takim razie proszę – przed Wojtkiem pojawiła się butelka wódki, którą zaraz chwycił, by nalać jej zawartość do szklanki. Barman odszedł, by obsłużyć kolejnego klienta. \
- Co się stało? Wszystko w porządku z Madzią? - Radek naprawdę martwił się o dziewczynkę. To był pierwszy powód takiego zachowania blondyna, jaki wpadł mu do głowy
- Tak, nic jej nie jest. Opiekunka jej pilnuje. Chodzi o Huberta. Powiem ci za chwile, a teraz pij, bo zamówiłem ci już kolejnego.
Radek nie bardzo wiedział, kim był Hubert, choć domyślał się, że chodziło o partnera Wojciecha. Dlatego też w kilku łykach wypił swojego drinka i krzywiąc się, odstawił szklankę na bar. Widząc to blondyn uśmiechnął się i pociągnął znów ze swojej szklanki.
- Zadam ci bardzo niedyskretne pytanie. Jesteś gejem?
Radek cieszył się, że już przełknął alkohol, bo teraz na pewno by się zakrztusił. Czuł jak rumieni się delikatnie, ale na szczęście w barze panował półmrok, więc Resztka nic nie zauważył. Nie miał pojęcia co odpowiedzieć, wiec postawił na prawdę. Nie miał nic do stracenia.
- Tak – potwierdził – dziwię się, że dopiero teraz to zauważyłeś.
- Miałem pewne podejrzenia. Skoro je potwierdziłeś, to nawet lepiej. Może zrozumiesz. Otóż mam... miałem partnera.
Na te słowa Radek wyprostował się lekko. Nie przerywał mu jednak.
- Ten sukinsyn mnie zdradził. I założę się, że nie pierwszy raz. Od kiedy przejąłem opiekę nad Madzią, owszem miałem mniej czasu, ale to jego wyjazdy służbowe nagle zaczęły się wydłużać. - Mężczyzna wziął kolejny łyk wódki. Czuł jak alkohol zaczyna krążyć w jego żyłach. - Chciałem zrobić mu niespodziankę. Czekałem na niego w hotelu i co zobaczyłem? Jak mój kochany partner wchodzi, wpychając język do gardła jakiegoś małolata! Nie cierpię tego. Zdrada to najgorsze, co można zrobić. Mógł mi to kurwa powiedzieć wprost. Czy to takie trudne?!
Gdyby Radek nie przytrzymał go w miejscu, pewnie by wstał i przy okazji przewrócił krzesło.
- Spokojnie, siedź w miejscu – Radek ścisnął jego ramię.
Dopiero teraz zauważył ile alkoholu wypił już Wojtek. Półlitrowa butelka była już prawie pusta. Jemu też powoli zaczynało się kręcić w głowie. Nie pił zbyt często, a jak już to w małych ilościach. Drinki, które tu podawali, mimo że pyszne, miały w sobie dużo procentów.
- Łatwo ci mówić. Mam ochotę komuś przywalić, albo chociaż upić się do nieprzytomności.
- Tak, a ja mam cię później odeskortować do domu? Mieszkasz po drugiej stronie miasta, a ani ja, ani ty nie jesteśmy w stanie prowadzić samochodu.
- W takim razie, póki jeszcze chodzę, idziemy.
Reszta zawołał baristę i ku zdziwieniu Radka, zamówił jeszcze jedną butelkę wódki. Zapłacił i bez słowa wstał, ciągnąc rudzielca za ramię do wyjścia.
Kiedy byli już na zewnątrz, Radek sam musiał chwycić Wojtka pod ramię, gdyż jego organizm chyba właśnie przypomniał sobie, że dosyć sporo wypił.
- Mogę wiedzieć, gdzie idziemy?
- Jak to gdzie? Do ciebie. Skoro tędy przechodziłeś, to musisz tu gdzieś mieszkać.
- Po co chcesz iść do mnie?
- A myślisz, że kupiłem to, żeby wypić w parku? Sam powiedziałeś, że do domu nie dojadę.
- Możemy ci zamówić taksówkę.
- Nie ma mowy. Opiekunka została na noc. Nie mogę stracić kolejnej, a jak mnie takiego zobaczy, to na pewno odejdzie. Jeszcze brakuje, żeby mi Madzie zabrali.
Radkowi zrobiło się żal Wojtka. Nie dość, że przeżywał cięższy okres z walką o prawa opieki nad Madzią, to jeszcze stracił partnera, którego, sądząc po zachowaniu, musiał kochać. Poczuł dziwny uścisk w gardle. Znał go. Zdawał sobie sprawę, że jest zazdrosny o Huberta i jednocześnie wściekły na niego, za to, że dołożył Wojtkowi cierpienia. Jednak w głębi duszy, skakał z radości. W końcu miał szansę zawalczyć o blondyna i nie zamierzał z niej rezygnować.
- Dobra, chodź tędy.
Byli już niedaleko od mieszkania Radka, więc nie zajęło im dużo czasu, by do niego dotrzeć. Weszli do środka po cichu, by nie obudzić sąsiadów. Chłodne powietrze i krótki spacer sprawiły, że Radkowi przestało się kręcić w głowie. Wojtek natomiast stał się mniej nerwowy. Teraz bił od niego smutek i zrezygnowanie.
- Mam dość – powiedział, siadając na kanapie i otwierając butelkę, którą niósł ze sobą całą drogę. Nawet nie zaprotestował, kiedy Radek wyjął mu ją z ręki.
Widząc depresję, jaka nagle zaczęła ogarniać Resztkę, Radek nalał przezroczystą ciecz do dwóch szklanek i zalał ją sokiem pomarańczowym.
- Masz, nie będę wspierał twojego jutrzejszego kaca.
- Dzięki. Za wszystko.
- Nie ma sprawy, ale śpisz na kanapie.
Resztka uśmiechnął się na te słowa. Radek usiadł przy nim i czekał. W końcu mężczyzna zaczął mówić. Świerk cierpliwie słuchał, nie przerywając. Miał przeczucie, że blondyn tego potrzebował. Z każdym kolejnym zdaniem dowiadywał się coraz więcej o wicedyrektorze. O tym, że wszystko zaczęło się sypać, kiedy jego siostra zmarła. O niezasługującym na nią szwagrze i Madzi, która została sama pod jego opieką. O problemach z prawnikami i samotności, którą odczuwał. Mówił nawet o Hubercie, żałując, że nie potrafi znaleźć wiernego partnera.
- Wiesz, mam teraz tylko Madzię. Rodziców nie liczę. Wydziedziczyli mnie, jak tylko dowiedzieli się o mojej orientacji. Cieszę się tylko, że nie są już w stanie wychować dziecka, bo pewnie zabraliby mi Małą. Szczerze mówiąc nawet nie wiem, jak ja sobie z tym wszystkim poradzę. Praca i opieka nad małym dzieckiem.
- Nie martw się, wszytko się ułoży. Proces o opiekę niedługo się skończy, a reszta sama się rozwiąże. Nie możesz się załamywać. Madzia cię potrzebuje. Pamiętaj, że ona też ma teraz tylko ciebie. Jesteś teraz dla niej ojcem, więc masz się trzymać w kupie. Każdy twój ruch może zmienić jej życie. Nie użalaj się nad sobą, bo inni mają gorzej. Takie właśnie jest moje motto i tobie też przydałoby się je zapamiętać.
Na podkreślenie swoich słów szturchnął Wojtka lekko w ramię. Ten pokiwał głową, rozmyślając nad jego słowami.
- Masz rację. Może ja straciłem siostrę, ale to Madzia nigdy nie spotka swojej matki. Jeśli tak na to spojrzeć, to moje problemy nie są takie straszne. Dzięki. Twój partner ma spore szczęście, że cię znalazł.
Radek wiedział, że tym razem Resztka zastrzegł czerwień na jego policzkach. Cóż poradzić, skoro usłyszał od ukochanego, że byłby świetnym partnerem.
- Chwilowo jestem sam. Właściwie to nie chwilowo – powiedział, starając się nie zarumienić jeszcze bardziej. Wojtek uśmiechnął się szeroko i odłożył szklankę na stół.
- Na to właśnie liczyłem – nim Radek zrobił cokolwiek, blondyn pochylił się nad nim i delikatnie pocałował, jakby oczekując, że ten go odepchnie, albo się odsunie.
Radek czując upragniony dotyk tych konkretnych ust, uświadomił sobie, że właśnie się od nich uzależnił. Całowały go tak delikatnie, a jednak stanowczo. To była jego jedyna okazja i miał zamiar ją wykorzystać. Co z tego, że nic z tego nie wyjdzie? Był tylko pocieszeniem i zdawał sobie z tego sprawę. Jednak nawet będąc tego w pełni świadomym, nie potrafił zrobić nic innego, niż odpowiedzieć na pocałunek z jeszcze większym zapałem. Teraz już nie wiedział, czy kręciło mu się w głowie z powodu emocji, czy alkoholu, ale podejrzewał, że to drugie także miało swój udział, bo w innym wypadku nie przysunąłby się do Wojtka jeszcze bliżej i nie pogłębił pocałunku.
Zatopił się w tym pocałunku całkowicie. Uwielbiał się całować, w przeciwieństwie do Huberta, który zawsze ograniczał taki kontakt do minimum, przynajmniej z nim, bo z innymi chyba nie miał takich problemów. Teraz jednak nawet Hubert zachował się gdzieś w pudełku z napisem "nie ważne". Liczył się tylko Radek i jego język, który niepostrzeżenie wtargnął do jego ust. Nigdy by nie przypuszczał, że ten nieśmiały rudzielec może być taki stanowczy. Poczuł jak Świerk przysuwa się bliżej i nie mógł się już powstrzymać. Przyciągnął go do siebie, a biolog bez wahania wdrapał się na jego kolana, siadając na nich okrakiem. Wojtek przygryzł lekko jego wargę i całkowicie przejął kontrolę nad pocałunkiem. Zobaczył, że Radek zamknął oczy, więc i on zrobił to samo. Skupił się na odczuwaniu przyjemności, która płynęła z niesamowitych ust. Czuł, że jego ciało domaga się więcej, a penis zaczyna budzić się do życia. Chwilę później przerwał pocałunek, ale nie odsunął się, nie mogąc rozstać z gorącem, bijącym od Radka. Ich przyspieszone oddechy mieszały się ze sobą, kiedy usiłowali trochę sie uspokoić.
- Chyba powinniśmy przestać – szepnął po chwili Wojtek, nie chcąc przerywać tej upojnej ciszy.
- Powinniśmy – odpowiedział Radek również szeptem, po czym z psotnym błyskiem w oku, znów wpił się w usta wicedyrektora. Jego ręce bez problemu odnalazły guziki koszuli i powoli je rozpinały. Nie chciał przestawać i miał nadzieję, że Wojtek też tego nie chce, bo odkąd tylko go poznał, nie potrafił uprawiać seksu z nikim innym.

niedziela, 29 listopada 2015

Informacja

Przepraszam Kochani :( Dzisiaj (jutro) nie dodam rozdziału. Nie będę pisać dlaczego bo po prostu dużo się działo ^^ W dodatku czuję się okropnie :'( Przepraszam jeszcze raz :*
Kocham Was <3
Dobranoc :*

poniedziałek, 23 listopada 2015

Nie wszystko stracone - Rozdział 4

Rozdział chwilowo niebetowany, ale nie ma już czasu więc miłej lektury!


Kolejne dni tygodnia mijały w ekspresowym tempie. Loganowi, Mai i Amkowi udało się spotkać kilka razy po próbach. Wtedy też Mikulski odwoził ich do domów. Zdarzało się też, że zgarniał Amka z przystanku. Za każdym razem wtedy, chłopak starał się nie gapić na swojego nauczyciela. Mimo tego, nie mógł nie zauważyć, że rozmawiało im się coraz lepiej. Okazało się nawet, że słuchają podobnej muzyki, dzięki czemu teraz zamiast radia, jedząc samochodem słuchali rocka.
Amka powoli zaczynał martwić jego stan. Codziennie czekał na lekcje angielskiego z niecierpliwością, a nie oszukiwał się aż tak bardzo, by twierdzić, że jest tak tylko z powodu języka. Logan był przystojny, a do tego dobrze im się rozmawiało. Czasami nawet wieczorami myśli Amka wracały do tych dołeczków, które tak często widywał.
Amek otrząsnął się z rozmyślań. Musiał definitywnie wyrzucić nauczyciela z głowy i to na stałe. Tylko jak to zrobić, kiedy rozwiązywał zadania, które dał mu właśnie Logan. Odłożył kartki na bok i przetarł twarz dłońmi. Dlaczego nie mógł wyrzucić go z głowy nawet na chwilę?!
Zrezygnowawszy z rozwiązywania zadań, chwycił za bluzę przewieszoną przez oparcie krzesła i wyszedł z pustego domu. Rodzice wybrali się do znajomych i niespodziewanie zadzwonili, że zostaną u nich na noc, bo nie ma kto ich odwieźć. Zdziwiło go to, bo rodzice od roku nie spuszczali go z oka, ale cieszył się chwilą samotności.
Był niedzielny wieczór, więc nie zdziwił się, kiedy wyszedłszy z domu, nie napotkał na ulicy żywej duszy. Szedł chodnikiem w stronę przeciwną do tej, w którą udaje się na przystanek, by pojechać do szkoły. W gruncie rzeczy nie chodził tędy wiele razy, a już na pewno nigdy po ciemku. Chcąc jednak uwolnić się od myśli, ruszył przed siebie, skręcając, kiedy robiła to droga. Mijał domy jednorodzinne, boisko do gry w kosza, na które chętnie by się kiedyś wybrał, gdyby nie jego płuca. W końcu znalazł się na jakimś osiedlu, pośrodku którego stał nowoczesny plac zabaw. Naszła go wielka ochota, by w ciszy posiedzieć sobie na huśtawce, więc tak też zrobił. Wokół panowała nadzwyczajna cisza. Kiedy wychodził było jakoś po ósmej, więc teraz zapewne zbliżała się dziewiąta. Nie dziwił się jednak ludziom, którzy postanowili zostać w domu. Popołudniu dość mocno padało i wciąż wszystko było mokre. Łącznie z jego spodniami, które niespodziewanie zetknęły się z mokrą huśtawką. Amek syknął, ale się nie podniósł. Skoro spodnie i tak już były mokre, to nie było sensu wstawać.
Siedział tak, wdychając świeże powietrze i nie myśląc o niczym. Minęło go zaledwie kilka osób, śpieszących się do domu, które nie zwróciły na niego uwagi. Zaczął się bujać, przypominając sobie jak bardzo to lubił, kiedy był mały. Kiedy był dosyć wysoko, oderwał się od huśtawki i sprawnie wylądował na dwóch nogach. Usłyszał szczęk łańcucha i uśmiechnął się sam do siebie. Chyba musiał już wracać, bo robiło się naprawdę zimno?
- Amek? - Usłyszał znajomy głos. Odwrócił się, witając Logana uśmiechem.
- Cześć, co tu robisz? - w myślach klął na los, który nie pozwalał mu odizolować się od tego mężczyzny,
- Chyba ja powinienem zadać to pytanie. Idę sobie do domu i co widzę? Jak jakiś licealista o mało się nie zabija na huśtawce.
- Zabija? Robiłem to jak miałem pięć lat, teraz jestem trochę starszy, więc raczej nic mi się nie stanie – odparł Amek, powoli tracąc cierpliwość. Dlaczego musiał spotkać Logana nawet w niedzielę? Dlaczego wybrał to cholerne osiedle, na którym mężczyzna najwyraźniej mieszka?
- I tak powinieneś uważać. Wypadki chodzą po ludziach – powiedział Mikulski, a po jego twarzy przebiegł dziwny cień. Amek szóstym zmysłem wyczul zmianę atmosfery i chcąc ją załagodzić, obiecał, że będzie ostrożny.
- Dobra, chodź odwiozę cię do domu. Nie wiem, czy wiesz, ale zbliża się jedenasta. Nie możesz się rozchorować.
- Aż tak się martwisz o swoich uczniów? - zapytał Amek, chowając twarz w kołnierzu bluzy. Nie chciał się łudzić, że Loganowi na nim zależy, więc mężczyzna niepotrzebnie mówił takie rzeczy.
- Oczywiście. Szczególnie o tych, z którymi ślęczę nad przygotowaniami do konkursu. Nie po to się trudzimy z Mają, żebyś się rozchorował i aby nas zdyskwalifikowali z powodu braku osoby z drużyny.
- Dobra już, dobra. Nie rozchoruję się – Amek uległ i podążył do samochodu nauczyciela.
- Co masz taki humor? - spytał Logan, kiedy już siedzieli w samochodzie.
- Jaki?
- Jakbym ci psa otruł.
- Skąd wiesz, że cię o to nie podejrzewam? - zmrużył oczy, spoglądając na rozczochrane włosy nauczyciela. Dlaczego w tym delikatnym świetle wydobywającym się z deski rozdzielczej, musiał widzieć każdą krzywiznę jego twarzy?
- Bo nie masz psa. Inaczej już byłbym cały zasmarkany.
- Masz uczulenie na zwierzęta? - Amek uniósł wysoko brwi. Alergia jakoś mu nie pasowała do Logana.
- Na sierść. Szczególnie psią. Wystarczy, że kto ma psa w domu i jak znajdę się z nim w małym pomieszczeniu, zaraz mam zatkany nos.
- Dobrze wiedzieć. Jak postawisz mi pałę, to sobie kupię czworonoga – uśmiechnął się złośliwie, zaczynając rozpoznawać okolicę. Nie wiedział czemu Logan nagle parsknął śmiechem.
- W takim razie z pewnością ci nie postawię – odparł, dalej się śmiejąc.
- Mógłbyś mnie wtajemniczyć w tą swoją głupawkę?
- Myślę, że w głębi duszy nie chcesz wiedzieć – Logan spojrzał na niego, zatrzymując samochód. Amek pożegnał się i wysiadł z auta. Nie mógł nie zauważyć, że Mikulski wciąż nie odjechał. Zawsze jak było ciemno, czekał, aż wejdzie do domu.
Podszedł do drzwi i sięgnął do kieszeni bluzy. Nie znalazłszy w niej kluczy, włożył rękę do drugiej. Teraz już lekko spanikowany, sięgnął do spodni, lecz w nich także niczego nie znalazł. Szarpnął za klamkę, upewniając się, że drzwi są zamknięte i przeklął cicho.
- Jakieś problemy? - Odwrócił się do mężczyzny, który teraz opierał się o drzwi samochodu.
- Zgubiłem klucze.
- Niech zgadnę, nikogo nie ma w domu? - Logan rozbawiony otworzył drzwi kierowcy i znów na niego spojrzał. - Masz trzy wyjścia. Albo ściągasz rodziców i na nich czekasz, albo śpisz na ganku. Trzecim wyjściem jest powrót do samochodu. Mam wolne łózko w mieszkaniu.
Amek poczuł jak wali mu serce. Przełknął ślinę, ciesząc się, że przez półmrok, mężczyzna nie mógł tego zauważyć. Logan nie zdawał sobie sprawy, co mu proponuje. Maja mówiła mu coś o wątpliwościach dotyczących orientacji Logana, przez co naprawdę się wahał. Nie dlatego, że bał się, że Logan się na niego rzuci. Raczej zastanawiało go, czy jeżeli by to zrobił, zdołałby się mu oprzeć. Nie, nie było nawet mowy o opieraniu się. Zapewne skończyłby pod nim z rozłożonymi nogami.
- No śmiało, przecież nie gryzę. - Logan cierpliwie czekał na jego decyzję.
Nie przejmując się konsekwencjami, ruszył w stronę mężczyzny. Nie ma mowy, żeby spędził noc na tym zimnie, a rodzice nawet gdyby wiedzieli, nie mieliby jak wrócić o tej godzinie.
W samochodzie Amek rozluźnił się nieco. Na pewno nie wydarzy się żadna sytuacja, która mogłaby wyjawić jego orientację, więc nie ma się czym przejmować. Poza tym, nawet jeśli Logan jest gejem, a zapewne tak nie jest, nie chciałby, aby jego uczeń o tym wiedział. Nie mówiąc już o nauczycielach i rodzicach uczniów.
Podróż zdawała się trwać krócej niż wcześniej. Kiedy w końcu trafili do bloku, koło którego stał plac zabaw, Amek zaczął się denerwować. Nie każdy ma okazję spać u nauczyciela, a dla niego także u osoby, która mu się podoba. Nie był pewny co zastanie w środku. Albo rozrzuca brudne skarpety po całym domu, albo jest gejem.
Słowa Mai dudniły mu w głowie, kiedy wchodził po schodach. To trochę głupie, ale skoro Maja nie myliła się co do jego orientacji, to czemu nie miałaby mieć racji także co do tych skarpet? Nie zaszkodzi sprawdzić.
Kiedy weszli do mieszkania, Sęk był pewny, że nie znajdzie tu żadnych skarpet. Nie wiedzieć czemu jego serce znów przyspieszyło, a w gardle zaschło nieco.
- Nie stój tak, tylko chodź. Nie wiem jak ty, ale ja umieram z głodu. Nie jadłem nic od południa.
- Jeśli to nie problem, to też bym coś zjadł – powiedział, zostawiając za sobą buty i idąc za nauczycielem.
- Żaden, jeśli uda ci się stworzyć coś z tego co mam w lodówce. Szczerze to mam dość kanapek z pasztetem – Logan skrzywił się, ukazując tym swoją niechęć do mięsnego wyrobu.
- Nie gadaj, że nie umiesz gotować – zaśmiał się Amek. Ten facet wcale nie był taki cudowny, jak mu się zdawało. Choć teraz przeszło mu przez myśl, że dzięki temu wydaje się być bardziej ludzki, normalny, a co za tym idzie – bardziej osiągalny.
- Mało powiedziane. Moja lodówka zawiera coś więcej niż dżem, pasztet i paprykarz tylko dlatego, że moja sąsiadka postanowiła nie pozwolić mi umrzeć z głodu.
- Gotuje ci sąsiadka? A ja myślałem, że jesteś dorosły – Amek otworzył lodówkę i zrobiwszy szybkie rozeznanie, wyjął kilka produktów.
- Nie pozwalaj sobie, to w końcu ja tu jestem nauczycielem – mruknął obrażony Logan, wywołując tym uśmiech na twarzy Amka.
- Jasne. Rusz tyłek nauczycielu i rozbij jajka. Z tego co tu jest można zrobić tylko naleśniki. - Mówiąc to, zastanowił się, czy nie przesadził. Logan mógł powiedzieć to na poważnie, w końcu nie są przyjaciółmi. Na szczęście nic nie wskazywało na to, żeby jego słowa zostały odebrane negatywnie. Wręcz przeciwnie, po chwili w misce pojawiły się trzy rozbite jaja.
- Umiesz robić naleśniki? - zdziwienie w głosie Logana było na tyle autentyczne, że Amek spojrzał na niego z uniesionymi brwiami. - No co?
- Nic, kompletnie nic. Nie załamuj mnie, tylko daj mikser.
Logan pokręcił głową i posłusznie podał mu maszynę, uprzednio wyciągając ją z szafki. Kilka chwil później, masa była już gotowa, a olej rozgrzewał się na patelni.
- Robisz amerykańskie – zdziwił się Logan, zaglądając Amkowi przez ramię. Chłopak spiął się lekko, czując bliskość mężczyzny. Na szczęście udało mu się to ukryć, przewracając naleśniki na drugą stronę.
- Pomyślałem, że te lubisz bardziej, skoro wychowałeś się w Ameryce.
- Miałeś racje – Amek zagapił się na te cudowne dołeczki, ale szybko się opamiętał i chrząkając, wymamrotał coś niewyraźnie. Logan zachowywał się, jakby niczego nie zauważył.
- Co? - zapytał, kiedy słowa Mikulskiego przeleciały gdzieś na końcu jego podświadomości.
- Pytałem, czy wyjąć syrop klonowy.
- Mnie się pytasz? To twój dom – zaśmiał się Amek, a nauczyciel jakby uświadomił sobie, że rzeczywiście jest u siebie. - Ale nie wyjmuj. Zrobię sos karmelowy.
Loganowi niemal zaświeciły się oczy. Zaśmiał się, kiedy pełny podziwu wyraz twarzy, zatrzymał się u bruneta na dłużej. Poprosił o drugi garnek i wsypał do niego cukru, by ten się roztopił. W międzyczasie obrócił ostatnią porcję naleśników i wyciągnął śmietanę. Wystarczyła chwila, żeby poczuł się w tej kuchni jak u siebie.
Kiedy karmel był gotowy, wziął łyżkę i polał nim stosiki naleśników. Pomachał jeszcze trochę łyżką, tworzą na nich zawiłe wzory i sprawiając, ze wyglądały jak jakieś wytworne dzieło.
- Jesteś mistrzem – Logan przymrużył oczy, połykając pierwszy kęs. Błogi wyraz jego twarzy sprawił Amkowi przyjemność. Rzadko kiedy mógł coś dla kogoś ugotować, gdyż rodzice często pracowali. Robienie potraw tylko dla siebie nie sprawiało mu tyle przyjemności, wręcz przeciwnie, było utrapieniem.
- Cieszę się, że ci smakuje – odparł, patrząc w talerz. Nigdy nie wiedział jak przyjmować komplementy. Zaczął jeść szybciej, uświadamiając sobie, jaki jest głodny. Nic dziwnego, skoro zegar na ścianie wskazywał dziesięć minut po dwudziestej trzeciej.
Po posiłku, w trakcie którego Logan co najmniej dziesięć razy powiedział jak bardzo mu smakuje, Amek rozsiadł się na kanapie. Robił się senny. Zawsze po ciepłym posiłku, chciało mu się spać, a późna pora także robiła swoje.
- Chyba czas się kłaść – Logan wyszedł z pokoju i po chwili wrócił z jakąś koszulką i spodniami. - Masz, powinny pasować. Uważaj, bo w prysznicu woda leci na odwrót. Muszę w końcu zamienić te kurki.
Amek podziękował i wziął rzeczy, po czym udał się do łazienki. Dziwnie się czuł stojąc pod prysznicem, pod którym codziennie stał Logan. Ciepłe strumienie spływały po jego ciele, a myśli zbaczały na tory, na których stanowczo być nie powinny. Zakręcił wodę, dając sobie mentalnego kopa. Dlaczego znów myślał o Loganie, a co ważniejsze dlaczego jego wyobraźnia posyłała mu obrazy nauczyciela pod tym prysznicem? Przecież sam fakt, że jest nauczycielem powinien sprawiać, że staje się nieosiągalny. Więc czemu jego myśli nie chciały oderwać się od bruneta?
Wyszedł z pod prysznica i szybko się obrał. Był ciekaw skąd Logan wziął ciuchy w jego rozmiarze. Mimo wysokiego wzrostu były dużo drobniejszy od Logana, a jednak ciuchy pasowały na niego idealnie. Wytarł jeszcze włosy, a ręcznik rozwiesił do wyschnięcia i opuścił łazienkę.
- Gotowy? - Logan wstał z kanapy i przeszedł obok niego, gestem prosząc by poszedł za nim. Dotarli do jedynych zamkniętych drzwi. Logan położył rękę n klamce i zawahał się. W końcu jednak nacisnął na nią i zapalił światło w pokoju.
Amek wszedł do środka i się rozejrzał. Dwie ściany pomalowane były na granatowo, a dwie na szaro. Przy ścianie stał regał z książkami i zdjęciami. Tam też się udał, przyglądając się fotografiom. Większość z nich przedstawiała Logana z jakimś chłopakiem zdającym się być jego młodszą kopią. Dwa dodatkowo zawierały wizerunki kobiety i mężczyzny, którzy zapewne byli rodzicami braci.
- Masz brata? - Amek odwrócił się do Logana i to co zobaczył mocno go zaskoczyło. Zazwyczaj wyprostowana sylwetka nauczyciela była teraz lekko przygarbiona, oczy straciły swój codzienny wyraz, a twarz zobojętniała. Amka aż ścisnęło w sercu, kiedy zobaczył jak bardzo mężczyzna stara się ukryć smutek. Od razu skarcił się za swoje słowa. - Przepraszam, nie wiedziałem – szepnął, nim uzyskał jakąkolwiek odpowiedź.
- A teraz już wiesz? - w głosie Logana nie było słychać żadnej urazy. On też zdawał się być wyprany z emocji.
- Domyślam się. Musiałeś bardzo go kochać. Przykro mi – zachciało mu się płakać. Mama zawsze powtarzała mu, że nawet mężczyźni powinni być wrażliwi na krzywdy innych. Teraz jednak naprawdę nie chciał się popłakać. Był dorosły, a nawet głupi film sprawiał, że płakał jak nastolatka. Gołym okiem widział jak Logan cierpi i jak bliski musiał mu być brat. Odwrócił się, by Logan nie zauważył, jak jego oczy wypełniają się łzami.
Stojąc w progu pokoju Willa, zobaczył jak Amek się odwraca i unosi dłoń by wytrzeć łzy, które pojawiły się w jego oczach. Patrząc na to, uświadomił sobie jak bardzo chłopak przypomina mu brata. Jego wyzywające spojrzenia, szczery uśmiech i teraz jeszcze wzruszanie się z byle powodu. Przez chwilę wydawało mu się, że patrzy na Willa, który często płakał, oglądając zdjęcia rodziców.
Bez wahania podszedł i objął Amka od tyłu. Nie myślał teraz o niczym. Chciał tylko znów poczuć się, jakby jego brat był tuż obok. Poczuł jak Amek spina się, ale nie zwrócił na to uwagi.
- Tylko chwilkę. Tak bardzo mi go przypominasz – szepnął cicho, zamykając oczy.
Amek rozluźnił się, słysząc szept wypełniony bólem. Chwycił dłońmi oplatające go ręce i szepnął :
- Nie płacz.
- Nie płaczę – odpowiedział Logan.
- Wiem, mówiłem do siebie – odwrócił głowę, spoglądając w oczy Loganowi, który opierał brodę na jego ramieniu. Ku jego zdziwieniu mężczyzna się uśmiechnął. Takim naprawdę smutnym, ale jednak uśmiechem.
- Naprawdę jesteś do niego podobny – Logan zacieśnił na chwilę uścisk, po czym się odsunął. - Przepraszam, wzięło mnie na wspomnienia.
- Nie przepraszaj, nie masz za co.
- W takim razie dziękuję. - Logan wycofał się z pokoju i zatrzymał się jeszcze nim zamknął drzwi. - Dobranoc.
- Dobranoc.
Drzwi zamknęły się, a Amek usiadł na łóżku. Serce waliło mu niczym młot, a żołądek dziwnie się ścisnął. Walczył z tym, ale coraz trudniej mu było wmawiać sobie, że Logan jest mu obojętny. Teraz miał tego dowód. Zdarzało mu się przytulać do ludzi, ale nigdy nie sprawiało to, że czuł się taki pełen energii i szczęścia. Nawet nie chciał o tym myśleć, ale miał wrażenie, że zaczyna się zakochiwać. We własnym nauczycielu.

Obudził się dokładnie pamiętając gdzie się znajduje. Otworzył oczy i przeciągnął się, zerkając na telefon. Nawet zarejestrował kiedy wyłączył budzik. Na szczęście jednak nie zaspał i miał czas, żeby przygotować się do szkoły. Najpierw jednak należało coś zjeść, a zważywszy na to, że Logan nie pałał sympatią do kuchni, nastawił budzik na piętnaście minut wcześniej, by zrobić jakieś śniadanie.
Przebrał się we wczorajsze ciuchy i udał do kuchni, gdzie otworzył lodówkę i wyciągnął z niej jajka. Znalazł jakieś przyprawy, pół pomidora i cebulę, więc postanowił zrobić jajecznicę. Dodatkowo posmarował resztkę chleba masłem i wszystko rozłożył na dwa talerze. Przeszukał szafki w poszukiwaniu szklanek i przy okazji znalazł także wysokiej jakości kawę, którą pozwolił sobie zaparzyć.
Spojrzał na zegarek. Jeśli chce, żeby Logan zawiózł go jeszcze do domu, by mógł się przebrać i zdążyć na autobus, musiał jakoś obudzić nauczyciela. Tylko jeden sposób na to przychodził mu do głowy. Naprawdę nie powinien wchodzić do jego pokoju, ale przecież nie będzie dzwonił zza ściany.
Położywszy śniadanie na stole, podszedł do drzwi, które jak podejrzewał prowadziły do pokoju Logana. Zapukał, a kiedy nie otrzymał odzewu, pociągnął za klamkę.
Rozejrzał się, dostrzegając różnice pomiędzy pokojem Logana i jego brata. Tutaj nie było żadnych zdjęć, ani niczego innego, co łączyłoby Logana z przeszłością. Ściany pomalowane były na brązowo, a białe meble rozjaśniały pomieszczenie.
Logan spał na małżeńskim łóżku wciśniętym w kąt pokoju. Amek podszedł do Logana i stanął przy łóżku, przyglądając się śpiącemu mężczyźnie. Przejechał wzrokiem po jego niczym nie okrytej klatce piersiowej i przełknął ślinę. Logan wyglądał uroczo z tymi swoimi rozburzonymi włosami i spokojnym wyrazem twarzy. Nie chciał go budzić, ale musiał.
- Logan, obudź się – powiedział cicho. Jak oczekiwał, mężczyzna nawet nie drgnął. Położył więc dłoń na jego ramieniu i potrząsnął lekko. - Logan, wstawaj.
- Just a little.. – wymamrotał nauczyciel po angielsku. Amek przeszedł więc na drugi z języków.
- Logan, obudź się.
- Will, daj mi pięć minut – Logan obrócił się na bok, okrywając szczelniej kołdrą.
- Żaden Will, to ja, Amek. - Nie dając za wygraną, oparł się jednym kolanem o łóżko i chwycił za kołdrę. - Wstawaj.
Pociągnął lekko materiał, ale mężczyzna mocno go trzymał. Szarpnął więc i w odpowiedzi otrzymał to samo, przez co musiał podeprzeć się dłońmi. Skończyło się więc na tym, że Logan znalazł się między jego rękami i nogami, a on prawie na nim leżał w poprzek.
- Daj mi pięć minut.
- Ale jajecznica wystygnie.
- Jaka jajecznica? Przecież ty nie umiesz gotować.
- Tak się składa, że umiem – złapał mocno za dwa rogi kołdry i gwałtownie pociągnął. Logan puścił, a on poleciał do tyłu i z hukiem wylądował na podłodze. Logan zerwał się, rozglądając nieprzytomnie.
- Amek? Co ty robisz?
- Usiłuję cię obudzić – jęknął szatyn, masując łokieć.
- I dlatego leżysz na podłodze?
- Powiedzmy. Chciałem się zapytać, czy podwiózłbyś mnie do domu. Musimy w końcu pójść do szkoły a ja mam na sobie wczorajsze ubrania.
- Jasne, daj mi chwilę, tylko się ubiorę.
- Mamy czas. Jest siódma, więc możemy najpierw zjeść śniadanie.
- Śniadanie?
- Tak, to taki posiłek, który je się rano – mruknął ironicznie Amek. - Mówił ci ktoś kiedyś, ze rano masz problemy z kontaktowaniem?
- Mój brat, cały czas tak powtarzał – uśmiechnął się Logan. Amek ucieszył się, że mimo wspomina o bracie, mężczyzna nie wyglądał na smutnego.
- Dobra, czekam w salonie. Pośpiesz się bo jajecznica będzie zimna.
Chwilę później Logan wcinał jajecznicę z zawrotną prędkością, a Amek usiłował nie udławić się ze śmiechu. Jakby widział Maję jedzącą czekoladę.
- Chodź już, bo za pół godziny mam autobus.
- Po co ci autobus? Mam przecież samochód.
- Staram się z góry nie zakładać, że podwieziesz mnie też do szkoły, ale skoro proponujesz – uśmiechnął się Amek, wkładając naczynia do zlewu.
- Kłamca. Od początku wiedziałeś, że cię podwiozę.
- Skoro tak uważasz. A właśnie, nie skończyłem zadania domowego.
- W takim razie dostaniesz pałę.
- Nie dostanę. Bo chodziło mi o to zadanie na konkurs. Tamto zrobiłem w minutę.
- Masz szczęście. Nawet twoja jajecznica by cię nie uratowała. - Logan spakował kilka rzeczy do nesesera i był już gotowy.
- Wychodzimy?
- Musimy się już zbierać, jeśli chcesz jeszcze wziąć rzeczy z domu. Tak w ogóle, to twoi rodzice w nim będą?
- Powinni. Mama musiała iść do pracy, więc pewnie wrócili koło szóstej. Tata idzie na popołudniu, więc raczej jest w domu.
- Miejmy nadzieję.
Wyszli z mieszkania Lucasa, spotykając wspomnianą sąsiadkę, która karmiła nauczyciela. Była to starsza pani, wyglądająca na typową babcię, która dba o swoich wnuków. Tylko, że, jak Amek dowiedział się później od Logana, ich nie posiadała. Dlatego też pozwalał jej się karmić. Widział, że sprawia jej to sporą przyjemność. W zamian często naprawiał jej usterki, które pojawiały się w nieodnowionym mieszkaniu.
Zajechali pod dom Amka, a ten z ulgą przyjął widok samochodu na podjeździe.
- Wejdziesz? - zapytał, pochylając się, by widzieć Logana za kierownicą.
- Chyba mi nie wypada – pokręcił głową.
- Ale przenocować ucznia już wypada? - mruknął Amek pod nosem, zamykając drzwi i ruszając w stronę domu.
- Słyszałem! - zaśmiał się Logan, opuszczając trochę szybę.
Amek wszedł do domu i już na samym progu przywitała go rodzicielka. Stała tam ze skrzyżowanymi na piersi rękami i spoglądała na niego groźnie.
- O nie, to nie tak jak myślisz. Nie powinnaś być w pracy?
- Zamieniłam się z Kasią dyżurem, więc może wytłumaczysz mi dlaczego, kiedy wróciliśmy nad ranem nie było cię w domu i jakiś facet, bo obstawiam, że żadna z twoich koleżanek nie jeździ takim samochodem, odwiózł cię pod sam dom? I w dodatku dalej tam czeka!
- Posłuchaj. Wieczorem wybrałem się na spacer i tak się jakoś zdarzyło, że zgubiłem klucze od domu. Potem spotkałem mojego nauczyciela z angielskiego...
- Nauczyciela?!
- Tak, nauczyciela i nie patrz tak, jest tylko nauczycielem. Ale pozwolił mi u siebie przenocować i wyprzedzając twoje pytania, spaliśmy w osobnych łóżkach, a nawet w osobnych pokojach. Teraz czeka, bo nie zdążę na autobus i zaoferował mi podwózkę.
- Przystojny jest? - mama zmrużyła oczy, a go zatkało. Nigdy w życiu nie udało mu się jej okłamać. - Ha! Podoba ci się! Twój nauczyciel. Amadeuszu!
- Nie krzycz, mamo. To moja wina, że jest przystojny? Przecież ci mówię, że nic między nami nie ma. Po prostu mi pomógł.
- Mnie nie oszukasz. To ja cię nosiłam w brzuch przez dziewięć miesięcy i ja cię znam najlepiej. Nie wiem, co jest między wami, ale nie zrób czegoś, co zaszkodzi wam obu.
- Wiem, mamuś. – Pocałował ją w policzek i ominął w korytarzu. - Teraz muszę lecieć, bo Logan czeka.
- Od kiedy mówisz do nauczycieli po imieniu?! - krzyknął jeszcze, kiedy Amek zniknął za drzwiami swojego pokoju.
Szybko się spakował i przebrał, by po kilku minutach, krzyknąć głośne "wychodzę". Logan czekał na niego w samochodzie, więc szybko wsiadł i ruszyli.
- Przepraszam z opóźnienie. Mama się zamieniła dyżurem z koleżanką i zrobiła mi przesłuchanie.
- Aż tak nieciekawie?
- Poczekajmy aż wymyśli jakieś niestworzone historie.
Szybko dotarli do szkoły i rozstali się jeszcze przy samochodzie. Amek musiał iść do Mai, która siedziała w szkolnej bibliotece.
- Hej – przywitał się cicho, kiedy podszedł do dziewczyny. Ta podniosła na niego wzrok i uśmiechnęła się, po czym wstała i ucałowała go w policzek.
- Miło, a to za co? - zapytał, siadając na krześle obok niej.
- A co, przywitać się nie można?
- Można, tylko widzę jak cała promieniejesz, a to znaczy, że albo ci się okres skończył, albo stało się coś miłego.
- Trafiłeś w dziesiątkę. W sumie to z obiema rzeczami, ale mniejsza z tym. Mój braciszek ma chłopaka! - krzyknęła, a kilka osób wlepiło w nią wzrok.
- Cicho bądź. Jeszcze mu tu coming out zrobisz.
- I tak go tu nikt nie zna. Chodził do szkoły w sąsiednim mieście. Teraz w nim mieszka i wczoraj przyjechał na kolacje. Wiedziałam, ze kogoś ma, ale nie myślałem, że to aż tak poważne, że przedstawi go rodzicom! Tomek jest taki kochany. Mówię ci, sama słodycz. Trochę mi cię w sumie przypomina. Tak się cieszę. W dodatku zostają na cały tydzień. Kamil się wczoraj na mnie obraził, bo stwierdził, że porwałam mu Tomka. Cóż poradzić, że nam się fajnie gadało. Mówię ci, polubisz go. Jak w środę pójdziemy do tego kina, to go poznasz.
- Moment, wróć. Do jakiego kina ja się z tobą wybieram? I czemu o tym nie wiem?
- Jak to nie wiesz, przecież ci wczoraj napisa... Przecież nie mam kasy na koncie! To dlatego nie odpisałeś – zaśmiała się dziewczyna. - W takim razie rezerwuj sobie dla mnie środę. Idziesz z nami do kina. Poznasz mojego braciszka i jego wybranka.
- Po co tam ja? Nie będę wam przeszkadzał?
- Idziesz właśnie po to, żebym ja nie przeszkadzała. Przecież nie pójdę z nimi sama. Czułabym się jak piąte koło u wozu. A tak przynajmniej damy im trochę prywatności.
- Ile oni w ogóle mają lat, co? Jak już tam pójdę, to chociaż coś by się wiedzieć przydało.
- Kamil ma dwadzieścia trzy, a Tomek jest w twoim wieku. Poznali się przy uczelni, kiedy Kamil biegł na zajęcia, a Tomek otworzył mu drzwi od uczelni, bo były już zamknięte. Dzięki temu zdążył na zajęcia. Tomi był wtedy zanieść papiery, żeby go przyjęli. Później znów na siebie wpadli i tak zaczęli ze sobą rozmawiać. Więcej nie zdążyłam wczoraj wyciągnąć, bo było już naprawdę późno. A tak poza tym, to co ty robisz w szkole tak wcześnie? Czy twój autobus nie powinien dojechać tu za jakieś piętnaście minut?
Amek zmrużył oczy. Czy Maja zawsze wszystko musiała wychwycić? Jak opowie jej o tym, co się wydarzyło, to zaraz mu się oberwie.
- O nie. Gadasz mi o wszystkim. Widzę to. Znów robisz tę minę, którą robiłeś, jak udawałeś, że jesteś hetero.
- Cholera. Czy po mnie naprawdę wszystko widać?
- Jak tusz do rzęs na nosie. Więc? Dlaczego znów przyjechałeś z Loganem? Bo obstawiam, że to on cię podwiózł. - Maja zamyśliła się na chwilę, po czym zaczęła mówić bardziej do siebie niż do niego. - Z drugiej strony jest za wcześnie, żeby wziął cię z przystanku. Amek, teraz to ja naprawdę się zastanawiam, czy ty nie planujesz niczego głupiego.
- No nie wytrzymam. Już wiem, czemu jestem gejem. Wszystkie baby w moim otoczeniu mają jakiś rentgen w oczach. Czemu wy o wszystkim wiecie?
- Wiesz, wy macie mięśnie, a my inteligencję.
- Dzięki. A już myślałem, że się przyjaźnimy – fuknął, udając obrażonego. Maja poklepała go po plecach.
- Nie truj mi tu, tylko gadaj jak było.
- Masz ci los – westchnął i opowiedział jej o wszystkim, co działo się począwszy od jego spaceru. Rzecz jasna ominął ten moment, w którym Logan się do niego przytulił. Uważał to za zbyt osobiste, by zdradzać to innym osobom, nawet Mai. W końcu to były uczucia Logana, a nie jego, więc nie ma prawa rozpowiadać o tym, jak bardzo ten tęskni za bratem. Poza tym nie chciał wywołać lawiny pytań, która niechybnie by nastąpiła. Coś tam tylko napomknął o tym, że widział zdjęcia rodziny Logana, a resztę wyciął.
- Widzę, że nie tylko ja miałam ciekawy wieczór. To już wszystko? - Maja zmierzyła go wzrokiem, a on usiłując nie zmieniać wyrazu twarzy, przytaknął. Wyszło na tyle wiarygodnie, że dziewczyna zmieniła temat na mniej zobowiązujący.
- W ogóle muszę się zacząć pakować na wycieczkę.
- Po co? Został jeszcze tydzień.
- Nawet nie wiesz jak to szybko zleci Poza tym będą nas męczyć próbami. Za miesiąc ta przeklęta akademia, więc pewnie będą chcieli poćwiczyć jak najwięcej przed wycieczką, żeby te trzy dni nie sprawiły, że o wszystkim zapomnimy.
- Muszę porozmawiać z rodzicami, żeby w końcu podpisali mi zgodę.
- Jeszcze tego nie zrobili? Miałeś ją oddać w piątek.
- Wiem, ale tata nie chciał jej podpisać. Boi się, że mogę mieć atak na wycieczce.
- Przecież sam sobie świetnie radzisz.
- Jemu to powiedz. Chodź bo się na lekcje spóźnimy.