poniedziałek, 21 grudnia 2015

Nie wszystko stracone - Rozdział 7

Przepraszam! Zamiast ana 21.12 ustawiłam na 28.12 i teraz tak patrze, czemu to się nie wstawia :/
Rozdział trochę krótszy ale już prawie święta i będę miała więcej czasu, wiec może kolejny będzie troszkę dłuższy :* Miłego czytania.
Buziaki <3 Dla Coll w szczególności :*


Radek zrobił dokładnie tak, jak się umówili. Po skończonych lekcjach poszedł do gabinetu Resztki, by zabrać  stamtąd Madzię. Kiedy tylko wszedł, Wojtek zerwał sie z miejsca, informując go, że dyrektorka zaraz będzie, a on musi gdzieś iść. Zrobił to tak szybko, że Świerk nie miał czasu nawet przeanalizować jego słów. Blondyn już ciągnął za klamkę, lecz cofnął się jeszcze i cmoknął Radka w usta, by później wylecieć z gabinetu, zamykając za sobą drzwi. Rudzielec stał przez chwilę wpatrując się w dziecko, po czym uśmiechnął się delikatnie.
- Co ten twój wujek ze mną robi? - wziął Małą na ręce i włożył ją do nosidełka. Wziął jeszcze torbę z jej rzeczami i poczekał, aż korytarz trochę opustoszeje. Kiedy był pewny, że nie spotka uczniów, wyszedł z gabinetu i udał się do samochodu.
Wchodząc do domu, nie spodziewał się, że kogoś w nim zastanie. Jednak mina jego siostry, kiedy zobaczyła go z dzieckiem była bezcenna. Stała z nadgryzionym bananem, z rozchylonymi ustami i wpatrywała się w niego, jakby ducha zobaczyła.
- Nie patrz tam na mnie. To nie moje dziecko.
- O Boże, co za ulga. Już myślałam, że nie powiedziałeś mi, że jestem ciocią.
- Powiedziałbym - podszedł i pocałował siostrę w policzek.
Julka była dość cierpliwą osobą. Poczekała, aż Radek odłoży torbę, rozbierze siebie i dziecko oraz wstawi wodę na herbatę. Dopiero kiedy usiadł, ona zrobiła to samo, wpatrując się w niego wyczekująco. Nie musiała nic mówić, a on i tak wiedział o co jej chodzi.
- To jest Madzia. Jest siostrzenicą kolegi z pracy. Nie miał z kim jej zostawić, więc zaoferowałem pomoc. Wie, że lubię dzieci, więc mi ją powierzył.
- Czemu zajmuje się swoją siostrzenicą?
- Mama Madzi zmarła, a ojciec uciekł. Chyba był alkoholikiem albo coś. Załamał sie po śmierci siostry Wojtka, więc ten się nią opiekuje.
- Musi mu być ciężko samemu zajmować się takim małym dzieckiem. W dodatku nie jest ojcem. Pewnie nie był na to przygotowany.
- Jakoś sobie radzi. Daje radę, stara się o pełne prawo do opieki nad Małą. Myślę, że na pewno będzie jej z nim lepiej, niż z ojcem. Tylko z opiekunkami ma problem. Ciężko teraz znaleźć kogoś, komu można powierzyć dziecko.
Spojrzenie Julki mówiło mu wszystko to, co chciała powiedzieć. Bardzo często trak rozmawiali. Jedno tylko posyłało znaczące spojrzenia, a drugie od razu wiedziało, o co mu chodzi.
- To co innego. Nie miał innego wyjścia, a ja zaproponowałem pomoc.
- Co nie zmienia faktu, że musi ci ufać - wyszczerzyła się i puściła mu oczko.
- Może - odpowiedział wymijająco, nie chcąc opowiadać siostrze o Wojtku. Ona na pewno sprawiłaby, że zrobiłby sobie wielkie nadzieje, z których później nic by nie wyszło. A on zostałby ze złamanym sercem. Wolał brać to, co mu dają i nie pragnąć więcej. Choć zdawał sobie sprawę, że tylko się oszukuje. Już pragnął Wojtka całego.
- Nie zbywaj mnie. Ładny ten Wojtek?
- Normalny - skłamał, przypominając sobie idealną twarz blondyna.
- I jesteś pewny, że nic do ciebie nie czuje? - Julka lustrowała twarz Radka w poszukiwaniu jakiejś oznaki kłamstwa.
- Tak, jestem pewny - mruknął. Jego humor gwałtownie się popsuł.
- Widzę, że ty w to wierzysz. Ale nie zaprzeczyłeś, że jest gejem - uśmiechnęła się przebiegle, a Radek musiał się uśmiechnąć. Julka zawsze wiedziała jak go złapać na słówkach. Pozostawił to bez odpowiedzi i wziął Madzię na ręce, wręczając ja spanikowanej siostrze.
- Trzymaj. Musisz się przyzwyczajać. Przygotuję jej jedzenie, a ty ją nakarmisz.
- Co?! Czemu ja?
- Bo do tej pory unikałaś takich sytuacji, a niedługo już nie będziesz mogła.
- Ale...
- Nie ma ale. Przewiń ją, pieluchy są w torbie - powiedział i odszedł, by przygotować kaszkę, którą kupił Wojtek. Nadszedł czas by zacząć karmić małą czymś innym niż mleko. W końcu miała już pół roczku. Wpadło mu do głowy, żeby kupić Madzi jakiegoś misia, bo jak zdążył zauważyć, miała tylko jednego i niezbyt go chyba lubiła.
Przygotował kaszkę i rozprowadził ją po talerzu, by szybciej wystygła. W tym czasie Julia trochę nieporadnie przewinęła dzieciątko i bawiła je, siedząc na kocu rozłożonym na podłodze. Po kilku minutach wręczył jedzenie Julce, a sam usiadł obok, opierając Małą o swój brzuch. Dziecko potrafiło już siedzieć, opierając się o coś.
- Co za łasuch. Byłaś głodna, malutka? No otwórz buzię. Amm - Julia uśmiechała się do Madzi, karmiąc ją, jakby robiła to od zawsze.
- Będziesz wspaniałą mamą - Radek uśmiechnął się do siostry, kiedy skończyła karmić Madzię. Julka uśmiechnęła się do niego,a w jej oczach pojawiły się łzy. Radek zaśmiał się cicho. Jego siostra była teraz troszkę wrażliwa na punkcie różnych rzeczy. Przytulił ją, otarł zagubioną łzę i dał buziaka w policzek.
- Dziękuję. Kochany jesteś.
Bawili się z Małą, aż ta nie zasnęła. Co dziwne spała na łóżku, otoczona barykadą z poduszek. Wojtek mówił, że rzadko udaje jej się zasnąć poza nosidełkiem, więc musiała być naprawdę zmęczona.
- Kochane dziecko. Mam nadzieję, że nasze też nie będzie rozrabiać.
- Poczekajmy, aż zacznie chodzić. Później dowiemy się czy jest taka grzeczna - Radek dotknął rączki Madzia at objęła jego palec, ściskając go mocno. Zawsze dziwił się, że dzieci mają tak dużo siły.
Radek usłyszał ciche pukanie i poszedł zobaczyć, kto go nawiedził. Zdziwił się, kiedy przywitał go uśmiech Wojtka. Spojrzał na zegarek i nie mógł uwierzyć, że już prawie szesnasta.
- Przepraszam, że tak późno. Skoczyłem jeszcze do sklepu po rzeczy na obiad. Jestem ci go winny - uśmiechnął się do niego ciepło, odkładając zakupy na szafkę. - Nie tylko to z resztą.
Nim zdążył zareagować, Wojtek chwycił go delikatnie pod brodą i złożył na jego ustach pocałunek.
- A o tym, to już nie raczyłeś wspomnieć, co braciszku? - rozbawiony głos Julki sprawił, że Wojtek odwrócił się w jej stronę. Przerażony spojrzał na Radka, ale gdy ten kiwnął głową, uspokoił się. Rudzielec wiedział, o co mu chodziło - Julia mogła nie znać jego orientacji.
- Chyba pominąłem kilka szczegółów. Siostrzyczko, poznaj Wojtka. Wojtek, to jest moja bliźniaczka, Julia.
- Miło cię poznać - Wojtek ucałował jej dłoń, na co Julia aż rozwarła usta.
- Gdzieś ty go znalazł? Podaj adres, może się tam przejdę - zażartowała, a Radek lekko się zarumienił. Zabrzmiało to tak, jakby Wojtek był jego
Kiedy Resztka zabrał zakupy i udał się do kuchni, Julia przysunęła się do Radka i cicho szepnęła mu do ucha:
- Normalny? Nie wiem, gdzie ty masz oczy, ale ten facet to niezłe ciacho.

***

Amek nie mógł się już doczekać, kiedy będzie mógł znieść walizkę na dół. Nie mógł spać, wiec skończyło się na tym, że została mu jeszcze godzina do wyjścia, a on już siedział jak na szpilkach.
Postanowiwszy zrobić wszystkim śniadanie, zszedł na dół i zaczął wyciągać z lodówki potrzebne produkty. Po chwili leżały przed nim dwa talerze pełne różnorodnych kanapek. Kilka zapakował jako lunch dla siebie i rodziców.
Akurat kładł talerze na stole, kiedy do salonu weszła jego mama.
- Już gotowy? Dopiero wpół do szóstej.
- Wiem. Obudziłem się i nie mogłem zasnąć. Siadaj i jedz, zrobiłem dla wszystkich. - Postawił przed mamą kubek z kawą i przysunął jej pusty talerz.
- Kochane dziecko - dostał buziaka w policzek. Zdążył się już od nich odzwyczaić, ale mimo wszystko był to miły gest.
- O której wyjeżdżacie?
- Za godzinę mam być pod szkołą.
- Zdążysz? O której masz autobus?
- Spokojnie. Logan mnie podwiezie.
Jego mama zmarszczyła brwi i spojrzała na niego dziwnie.
- Amek... Czy ty coś do niego czujesz?
Amek zamarł z kanapką pomiędzy zębami. Jego mama zawsze potrafiła go zaskoczyć. Dawniej często rozmawiał z nią szczerze, jednak teraz nie był pewny, czy spodoba jej się to, co się z nim dzieje. Nawet jeśli on sam nie był pewny co to jest.
- Mamo...
- Ami, tylko nie próbuj kłamać. I tak będę wiedziała.
- Ale Mamo ja nie wiem. Ja po prostu nie mam pojęcia. Logan jest taki inny. Pomijając jego wygląd, a jest na co popatrzeć, zawsze wie o co mi chodzi, fajnie mi się z nim rozmawia, a nawet po prostu siedzi w ciszy. Ja na prawdę nie wiem czego chcę. On jest moim nauczycielem, ale wcale nie traktuje mnie jak ucznia. Bardziej jak przyjaciela, a nawet brata.
- W takim razie ty musisz zacząć traktować go jak nauczyciela. Amek, chcę dla ciebie jak najlepiej. Moglibyście narobić sobie kłopotów, a ani jemu, ani tobie nie są one potrzebne.
- Wiem, mamo, wiem. Mimo wszystko nie mogę przestać się z nim widywać. Po prostu zignoruję to coś - machnął ręką w swoją stronę.
- Szkoda, że nie porozmawialiśmy wcześniej. Teraz będziesz musiał spędzić z nim cztery dni w jednym pokoju.
- Jakoś sobie poradzę. - Wstał i udał się na górę. Ta rozmowa wcale mu nie pomogła. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że między nim a Loganem nic nie może się wydarzyć. Z resztą nawet nie było o niczym mowy. Nauczyciel patrzył na niego jak na zwykłego ucznia z którym trenuje do olimpiady.
Przed wyjściem mama zaczepiła gp jeszcze, życząc udanej wycieczki i obiecując, że jak wróci przygotują jego ulubione dania, by świętować rocznicę jego nowego życia.
Pięć minut później wyszedł z domu i stanął po drugiej stronie ulicy, by Logan nie musiał wjeżdżać na podjazd. Kiedy samochód stanął tuż przed nim, Amek wpakował walizkę na tyle siedzenie, a sam wpakował się do przodu.
Amek miał ochotę walnąć się w brzuch, w którym, kiedy tylko zobaczył Logana, zaczęło się dziać coś dziwnego.
- Hej, wyspany?
- Nie bardzo. Obudziłem się rano i nie mogłem zasnąć.
- To pewnie przez emocje. Nawet ja nie mogłem wczoraj zasnąć - Logan uśmiechnął się radośnie. - Nawet nie przypuszczałem, że może się zdarzyć taki cud.
- Co? Jaki cud?
- A taki, że nie będę musiał być w pokoju z Aleksandrą. Dziękuję Bogu, że twoi rodzice przyszli do szkoły. Ona przekabaciła jakoś dyrektorkę, żeby tak nas przydzieliła. Gdyby nie prośba rodziców jednego ucznia, musiałbym spędzić trzy noce owinięty mackami.
- Dalej się od ciebie nie odczepiła? Myślałem, że żenisz się z moją siostrą - Amek uśmiechnął się porozumiewawczo, nawiązując do malutkiego kłamstwa sprzed miesiąca.
- Odczepiła się. Nawet była na mnie obrażona przez jakieś dwa tygodnie. Potem jednak chyba uznała, że z Polą to tylko przejściowe i znów robi te swoje...
Logan zatoczył ręką nad kierownicą, robiąc śmieszną minę. Amek parsknął cicho śmiechem.
- Nie mam pojęcia, czy ta kobieta jest ślepa, czy jaka - kontynuował Logan.
Zajechali pod szkołę, gdzie powoli zbierali się już uczniowie. Wszyscy z bagażami, w świetnych humorach. Przecież tracili cztery dni szkoły na rzecz krótkich wakacji!
Maja podbiegła do nich, kiedy tylko zauważyła samochód. Dała Amkowi buziaka w policzek i posłała uśmiech Loganowi.
- Dzień dobry, panie Mikulski - powiedziała nazbyt poważnie, przez co zaczęli się śmiać.
- Dzień dobry, panienko. Nasza klasa już w komplecie?
- Brakuje tylko Oli, ale dziewczyny już do niej dzwoniły i będzie z pięć minut.
- To świetnie. Poczekamy na nią i lecimy do autokaru. Jeśli się pospieszy to zdarzycie zająć tył.
Pięć minut później siedzieli już w autokarze. Amek opowiadał Mai o swoich myślach dotyczących Logana, a ona słuchała uważnie, nie przerywając. Kiedy skończył, podsumowała wszystko jednym zdaniem:
- Olej wszystkich i go zdobądź.
Amka aż zamurowało. Spodziewał się karcącego spojrzenia, pouczeń i wypowiedzi jaki to on jest głupi, że zaczyna coś czuć do nauczyciela. Nie pomyślał jednak o czymś takim.
- Nie patrz tak na mnie. Widzę jak ci się oczy błyszczą, kiedy na niego patrzysz. Za każdym razem jak o nim mówisz to wstępuje w ciebie jakaś energia, która sprawia, że nawet mi się chcę uśmiechać. Co z tego, że jeszcze jest twoim nauczycielem. Za dziewięć miesięcy nim nie będzie. Pamiętasz co mówił Tomek? Musisz walczyć o swoje. Kamil też z początku wydawał mu się niedostępny.
Amek wrócił myślami do brata Mai i jego chłopaka. Spędzili razem bardzo udany wieczór. Po kinie udali się jeszcze do kawiarni, gdzie przegadali ponad dwie godziny. Okazało się, że Kamil i Tomek są super facetami, którzy kochają się nad życie. Amka aż coś ściskało w sercu, kiedy na nich patrzył.
- No nie wiem. Nawet nie jesteśmy pewni jego orientacji.
- Czyjej? - Logan pojawił się znikąd, przyprawiając Amka o palpitacje serca. Na szczęście Maja zachowała zimną krew.
- Takiego aktora. Krążą plotki, że teraz woli chłopców, a Amek usiłuje przekonać mnie, żebym im nie wierzyła. W sumie ma racje. To pewnie tylko dla rozgłosu.
Logan kiwnął głową z uśmiechem, widocznie akceptując takie wytłumaczenie. Kiedy jednak spojrzał na Amka, zmarszczył brwi.
- Wszystko okej? Jesteś trochę czerwony.
- Trochę mi gorąco – odburknął chłopak, wachlując się dłonią.
- To ściągnij kurtkę. Jeszcze trochę pojedziemy.
Amek nie ciągnął tematu, tylko się rozebrał. Maja śmiała się z niego pod nosem, a Logan poszedł uspokoić resztę klasy, która nieco dalej biegała między siedzeniami.
- Ach, już cicho bądź – Amek szturchnął przyjaciółkę i założył słuchawki. Głos Ryan'a Dolan'a rozbrzmiał w jego uszach, kiedy rozpoczęła się piosenka „Start Again”.
Jak się okazało Amek nie mógł zasnąć w domu, ale w autokarze nie stanowiło to problemu. Kiedy coś wbiło mu się pod żebra, syknął z bólu i otworzył oczy.
- Ała, może by tak mniej brutalnie.
- Łatwo powiedzieć. Budzę cię i budzę. Ruszaj tyłek, wysiadamy.
- Postój jest?
- Jaki postój? Spałeś dwie godziny. Jesteśmy już na miejscu.
- Co? - Amek rozejrzał się i dostrzegł jak inni wyciągają walizki z autokaru. Szybko się obudził i ubrał, po czym razem z Mają opuścił autokar.
Plusem tego, że się nie spieszyli było to, że nie musieli szukać swoich walizek. Tylko dwie zostały, więc chwycili je i poszli za tłumem trzecioklasistów.
Trzygwiazdkowy hotel, do którego weszli, na zewnątrz wyglądał bardziej obskurnie. Kiedy jednak weszli do środka, stwierdzili, że nie jest taki zły. Mimo, że nie wyglądał na nowoczesny, miał w sobie to coś, co pewnie przyciągało klientów. Górskie pejzaże na ścianach, małe, drewniane rzeźby i kolorowe kwieciste chusty na recepcji dodawały miejscu góralskiego klimatu.
Klucze do pokoi zostały sprawnie rozdane, o dziwo dzięki pani Kałaput, która szybko sporządziła listę i ustawiła niecierpliwych nastolatków. Okazało się, że całą grupą zajmują jedno piętro.
- Amek! - Logan pomachał do chłopaka kluczem. Ten od razu zostawił Maję ze współlokatorkami i udał się w jego stronę, przedzierając się przez niewielki tłum. Walizka cały czas haczyła o stopy lub bagaże innych, ale w końcu udało mu się znaleźć koło nauczyciela.
- Mamy jeden z dwóch pokoi dwuosobowych. Na samym końcu pierwszego piętra, po prawej. Idź pierwszy, bo ja muszę załatwić coś z właścicielem hotelu.
- Dobra, ale ja wybieram łóżko – Amek wyszczerzył się i wziął klucz, by chwilę później wspiąć się po schodach. W duchu dziękował, że mieli pokoje na pierwszym piętrze, bo mógł wejść po schodach z jednym tylko przystankiem.
Jako, że reszta była jeszcze na dole, mógł spokojnie odnaleźć właściwe pomieszczenie. Wszedłszy do środka, obejrzał nieduży pokoik. Nie było to nic niezwykłego, ale doceniał brak kurzu. Zajął łóżko znajdujące się dalej od drzwi i wsunął walizkę pod nie. Wcześniej wyciągnął tylko kosmetyczkę, by odłożyć ją do łazienki. Pomieszczenie mieściło tylko toaletę prysznic i umywalkę z zawieszonym nad nią lustrem.
Kiedy skończył oglądanie, usiadł na łóżku. Zdał sobie sprawę, że w ogóle nie wie, co mają dzisiaj w planie. Kiedy nad tym główkował, do pokoju wszedł Logan z torbą podróżną. Bez gadania zajął wolne łóżko, od razu się na nim kładąc. Dopiero po chwili spojrzał na Amka.
- Co tak patrzysz? - zapytał, kładąc się an boku, żeby móc patrzeć na chłopaka.
- Zastanawiam się, co będziemy dzisiaj robić.
- W sumie to nie dużo. Do dziesiątej macie czas wolny, a później idziemy na miasto. Obiad o czternastej, później zajęcia z obcokrajowcami i niespodzianka.
- Jaka niespodzianka?
- Jeśli ci powiem, to już nie będzie niespodzianka.
- A przyjemna chociaż?
- Raczej tak.
- W taki razie czy to będzie ognisko?
- Skąd wiesz? - Logan zmarszczył brwi zaciekawiony.
- Bo nie wspomniałeś o kolacji. Rozważałem jeszcze grilla ale rozwiałeś moje wątpliwości.
- Zero z tobą zabawy, wiesz? Nawet niespodzianki przejrzysz.
Amek zaśmiał się cicho, wstając. Poinformował Logana, że idzie odwiedzić Maję i ruszył na poszukiwania. Jak się okazało reszta kisiła się w pokojach cztero i sześcioosobowych. Kiedy znalazł w końcu Maję, poznał przy okazji jej trzy współlokatorki. Co prawda z jedną chodził do klasy, ale do tej pory jakoś z nią nie rozmawiał. Dwie kolejne chodziły do klas równoległych.
Maja posadziła go na swoim łóżku i wciągnęła do rozmowy z dziewczynami. Na szczęści temat makijażu zostawiły sobie na później i teraz dyskutowały o książkach. W tym temacie Amek całkiem dobrze się odnajdował, więc po chwili uzupełniał listy dziewcząt o kolejne utwory warte przeczytania. Sam zanotował sobie kilka ciekawszych tytułów w telefonie.
W końcu zaczęli grać w grę polegającą na zgadywaniu różnych reguł, według których reszta odpowiadała na pytania. Czas leciał im dosyć szybko i nim się obejrzeli szli już w kierunku miasta. Jedna z dziewczyn, Kasia, oderwała się od ich grupki, lepiej czując się ze swoimi znajomymi lecz szybko została zastąpiona przez chłopaka drugiej, Adama. W takim gronie zwiedzali kolejne uliczki, wchodząc do co poniektórych sklepów. Oczywiście nie obyło się bez sklepów z ubraniami. Raz nawet Amek został zmuszony do przymierzenia jakichś strasznie obcisłych spodni, które co prawda nieźle leżały na jego tyłku, ale za to krzyczały „jestem gejem!”.
Według Amka początek wycieczki był trochę męczący, ale za to w pełni udany. Zajęcia z Wietnamką i Brazylijczykiem prowadzone były w luźnej atmosferze, więc nikt nie narzekał, przyjmując te minimum wiedzy, które musiał. Coś za coś.
Ognisko zaczęło się koło siedemnastej. Było już chłodno, więc ci, którzy chcieli mogli zostać w środku, a reszta zbiła się wkoło wokół ogniska. Kiełbaski zostały rozdane kilka już skwierczało nad ogniem. Ktoś zaproponował piosenkę i większość zaczęła fałszować do discopolo lecącego z jednego z telefonów.
- Co powiecie na gitarę? Podobno właściciel jakąś ma – Logan podszedł do kręgu młodzieży. - Mogę wam coś zagrać.
- Umie pan grać? - zapytała jedna z dziewczyn.
- Coś tam umiem, choć większość to piosenki po angielsku.
- Niech nam pan zagra! - odezwało się kilka głosów, więc Logan zniknął, by udać się po instrument.
- Powiedz mi jeszcze, że ten facet ma cudowny głos, a się zakocham – szepnął Amek do Mai, która zachichotała cicho.
- Muszę cię rozczarować. Słoń mu na ucho nadepnął, choć gra nieźle. Kiedyś był u nas na zastępstwie z muzyki.
Amek odwrócił się, obserwując Logana idącego w ich stronę z futerałem na plecach.
- Cholera. Mam słabość do facetów z gitarą.
- Nie, ty masz słabość do tego konkretnego faceta – odparła Maja, śmiejąc się pod nosem.
Nauczyciel usadowił się obok nich, na niskim pieńku i wyciągnął gitarę. Pierwsze akordy zabrzmiały trochę nieczysto, ale kiedy Logan dostroił instrument i zaczął grać, Amek nie mógł powstrzymać uśmiechu. Oczywiście, musiała to być jego ulubiona piosenka. Nabrał powietrza i otworzył usta, zaczynając śpiewać. Zaskoczył tym nie tylko Maję i Logana, ale też samego siebie.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Nie wszystko stracone - Rozdział 6


Miłego czytania, Kochani <3

Wojtek poczuł gorące dłonie na swoim torsie i reszta z jego wątpliwości natychmiast się rozwiała. Zepchnął Radka z siebie, zaraz jednak samemu siadając mu na biodrach. Zobaczył szeroki uśmiech na twarzy leżącego biologa. Z powrotem złączył ich usta i wsunął ręce pod koszulkę mężczyzny, badając palcami szczupły brzuch. Chwilę później pozbył się zarówno jej, jak i swojej koszuli. Radek nie leżał po nim biernie, co chwilę drapiąc, masując lub gładząc jego skórę. W zamian Wojtek obdarowywał go coraz to nowymi pocałunkami. Nie mogąc się powstrzymać, zrobił Radkowi malinkę w okolicy obojczyka. Cichy jęk zmotywował go do dalszego działania.
Radek zaczynał się gotować od środka. Serce waliło jak młot, a w brzuchu motyle łaskotały go swoimi skrzydełkami. Teraz jednak bardziej skupiał się na swoim penisie, który właśnie został chwycony w dłoń tego cudnego mężczyzny, którego zaraz będzie mógł nazywać kochankiem. Jęknął głośno, wbijając paznokcie w plecy Wojtka.
Pieścił go powoli, nie spiesząc się i chłonąc widok męskiego, wijącego się pod nim ciała. Jakiś czas temu pozbyli się spodni i bokserek, więc teraz mógł w pełnej krasie podziwiać biologa. I jak cholera podobał mu się ten widok. Radek zawsze wydawał mu się chudym i drobnym mężczyzną i okazało się to prawdą. Tylko to, co sobie wyobrażał, choć nie miał pojęcia, kiedy to robił, znacznie różniło się od tego, co widział teraz. Mimo, że szczupłe, ciało pod nim było z pewnością męskie i seksowne.
Chcąc jak najszybciej znaleźć się w nim, Wojciech wsunął w niego jeden palec. Radek był niesamowicie ciasny, aż za bardzo.
- Radek, czy ty...?
Nie musiał kończyć zdania. Radek wiedział o co mu chodziło. Nabił się mocniej na jego palec, przyciągając do pocałunku.
- Nie, po prostu dawno tego nie robiłem.
Wojtek kiwnął głową i całując go z nowym zapałem, zaczął go rozciągać. Po chwili do pierwszego palca dołączył drugi, a później kolejny.
- Wystarczy. Wejdź we mnie – wyszeptał Radek prosto do ucha Wojtka, a temu nie trzeba było dwa razy powtarzać.
- Wiem, że to nie dobry moment, ale nie mam gumki.
Obaj nagle zamarli, uświadamiając sobie, co Wojtek powiedział. Ich oczy spotkały się w niemej rozmowie i przez kilka chwil badały się nawzajem. Atmosfera jednak wciąż była napięta, a podniecenie obu mężczyzn nawet na sekundę nie opadło.
- Jestem zdrowy – Radek ostatnio robił badania, by oddać krew, stąd miał pewność, że na nic nie choruje.
- Ja też – odetchnął Wojtek, przypominając sobie, kiedy ostatnim razem uprawiał seks. Było to jeszcze przed tym, kiedy przejął opiekę nad Madzią. Później jakoś nie było ani czasu ani okazji. Wtedy też zrobił sobie badania, by upewnić się, że niczym nie zarazi Małej.
W jednej sekundzie mężczyźni znów do siebie przylgnęli. Wojtek, nie mogąc dłużej wytrzymać, naparł penisem na niewielką dziurkę.
Radek jęknął, czując jak penis blondyna zaczyna go wypełniać. Czuł lekki ból, jednak nie zwracał na niego uwagi. Dotarło do niego właśnie, że po raz pierwszy od dawna ma to czego chce. Ukochanego mężczyznę, który właśnie się w nim znajdował. Jęknął ponownie, kiedy Wojtek wszedł w niego cały i zatrzymał się, by pozwolić mu się przyzwyczaić.
- Pocałuj mnie – szepnął Radek i zaraz poczuł na swoich ustach delikatny pocałunek. Poruszył lekko biodrami, dając znak, że wszystko jest dobrze, a Wojtek odpowiedział na ten ruch lekkim pchnięciem.
Pocałunek zamieniał się na pełen pożądania i namiętności, a wraz z nim przyspieszały ruchy bioder. Wojtek uderzył trochę z boku i poczuł jak Radek drży w jego ramionach. Ponowił ruch, mieszając ich oddechy w kolejnym pocałunku. Jęki ich obydwu mieszały się, a ruchy stawały coraz bardziej chaotyczne. Z każdy ruchem byli coraz bliżej granicy, aż w końcu Wojtek pchnął mocno, trafiając w czuły punkt i sprawdzając, że Radek jęknął mu w usta, zaciskając się i jego także doprowadzając do orgazmu.
Wojtek opadł na Radka, a ten zaplótł dłonie w dole jego pleców. Obaj dyszeli, wyczerpani po pełnym emocji zbliżeniu.
- Prysznic i spać? - zapytał Radek, kiedy już się trochę uspokoili.
- Mhm, chodźmy razem, będzie szybciej.
Mimo swoich słów, Wojtek, wciąż leżał na Radku, wpatrując się w jego twarz z wzajemnością. Obserwacja trwała dłuższą chwilę, aż w końcu rudzielec otrzymał czuły pocałunek i został pozbawiony, jego zdaniem, przyjemnego ciężaru.
Razem udali się do łazienki i wspólnym prysznicu, na którym się skończyło, udali się do łóżka. Żaden się nie zastanawiał, czy będą spać razem, bo obaj czuli, że druga strona tego chce. Kiedy więc leżeli wtuleni w siebie, Radkowi kompletnie odechciało się spać.
- Śpisz?
- Jeszcze nie.
- Pogadamy?
- Chcesz teraz rozmawiać o tym, co się stało? - Wojtek spojrzał na niego, kładąc się bokiem i przyciągając go do siebie.
- Niekoniecznie. Możemy pomówić o czymś innym.
- Na przykład o buziakach na dobranoc. Ja bardzo je lubię.
Wojtek aż zaniemówił. Radek powiedział to tak niewinnym i uroczym tonem, że nie mógł zrobić nic innego, niż parsknąć śmiechem.
- Ej no, nie śmiej się ze mnie. – Szturchnął go Radek, również jednak się uśmiechając.
- Dobrze, nie będę – odpowiedział Wojtek i musnął jego usta swoimi. Te delikatne, pełne wargi przyciągały go, od kiedy tylko ich zasmakował. Dla niego pocałunki były czymś niezwykle przyjemnym, a pocałunki z Radkiem w ogóle przekraczały wszelkie granice.
- To miał być buziak no dobranoc, a nie na początek seksu – Radek parsknął mu cicho w usta.
- To absolutnie twoja wina.
- Moja? A kto się do mnie wcześniej przysysał jak pijawka? To ty nad swoimi ustami nie panujesz. Bierzesz w nie wszystko, co popadnie – powiedział, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak zabrzmią te słowa. Wojtek spojrzał na niego, oblizując usta. Poruszył śmiesznie brwiami i powiedział:
- Skoro tak mówisz...
W odpowiedzi otrzymał cichy śmiech i buziak w czubek nosa. To było takie dziwne. Mimo, że z Hubertem był przez ponad dwa lata, nigdy się z nim tak nie czuł. Nie dostawał buziaków, bo jeżeli już, to całowali się z jego inicjatywy, a zazwyczaj po seksie szli po prostu spać. Nigdy nie zdarzało im się leżeć i gadać o głupotach. To było takie rozluźniające. Jego zły humor zniknął gdzieś, a wszystkie myśli krążyły tylko po tym jednym pokoju.
- Za karę chce jeszcze jednego buziaka.
- No nie wiem – Wojtek przewrócił oczami, udając, że się zastanawia. Kiedy jednak spojrzał ponownie w te psotne oczy, nie mógł się powstrzymać i cmoknął go w usta, zatrzymując się jednak centymetr przed nimi. Musnął pełne wargi jeszcze raz i ponownie się odsunął. Robił tak, dopóki Radek sam nie wpił się w jego usta i nie pogłębił pocałunku.
Poszli spać dopiero po kilku kolejnych pocałunkach, z których żaden nie prowadził do niczego więcej. Radek pełen obaw miał nadzieję, że rano wszystko nie okaże się tylko snem.

Amek westchnął, czekając przed gabinetem dyrektorki. Kiedy w końcu udało mu się przekonać rodziców, żeby puścili go na wycieczkę, oni musieli wysunąć swoje warunki. Rozmowa z dyrektorką była jednym z nich, drugim stały nadzór nauczycielski. Nie wyobrażał sobie jak będzie to wyglądać. Nauczyciel będzie chodził cały czas z nim i Mają? Nie będzie oponował, jeżeli padnie na Logana. Tak naprawdę podejrzewał, że i tak pewnie większość czasu spędzałby ich towarzystwie. Nie spodziewał się jednak, że kiedy rodzice wyjdą z gabinetu, usłyszy takie nowiny.
- Możesz jechać na wycieczkę. Dogadaliśmy się co do opieki jaką ci zapewnią.
- To super. Dzięki wielkie – Amek od razu szeroko się uśmiechnął.
- Jedyny warunek – Amek spojrzał an ojca z wyczekiwaniem – jest taki, że będziesz w pokoju z nauczycielem.
Serce Amka chciało wyskoczyć z piersi, kiedy tylko to usłyszał. Na wycieczkę jechało troje nauczycieli. Artystka, z którą raczej by go nie umieścili ze względów etycznych, chemik, na którego wszyscy mówili po prostu Eryk oraz Logan.
- Z którym? - Amkowi aż zaschło w gardle, kiedy czekał na odpowiedź. Nie wiedział, czy będzie w stanie spędzić te noce w jednym pokoju z Loganem. Mimowolnie jednak chciał, aby to jego imię padło z ust Rodzica.
- Z panem Mikulskim. Pani dyrektor zapewniła nas, że potrafi zachować spokój w każdej sytuacji i poradzi sobie, jeśli coś będzie się działo. Jest twoim wychowawcą więc pewnie znacie lepiej od innych nauczycieli. Szkoda, ze nie możemy go poznać, bo zaczyna dopiero za godzinę. Muszę wracać do pracy, więc leć na zajęcia.
Na usta Amka wpłynął uśmiech. Pożegnał się z rodzicami i udał na lekcje. W głębi duszy skakał z radości, choć rozum podpowiadał mu, że powinno być mu tak wesoło. Logan stawał się dla niego kimś znacznie więcej niż nauczycielem. Nie wiedział, co ma zrobić z tym, że za każdym razem jak na niego patrzył serce waliło mu jak młotem, a każdy jego uśmiech powodował rumieńce. W dodatku w jego umyśle cały czas błąkało się wspomnienie przytulającego go mężczyzny.
Otworzył klasę od geografii i kiwając nauczycielowi głową, usiadł obok Mai. Wcześniej rozmawiał z panem Kostką i powiadomił, że się spóźni. Geograf był jednym z normalniejszych nauczycieli, więc nie robił problemów, tylko normalnie prowadził lekcję.
- I co? - szepnęła Maja, kiedy nauczyciel patrzył w inną stronę.
- Jadę. - Zastanowił się, czy przekazać Mai wszystko czy poczekać do przerwy. Musiał się jednak z kimś tym podzielić. - Pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Że będę w pokoju z Loganem – powiedział i zamknął Mai usta, nim ta wydarła się na całą klasę. Uwolniła usta i spojrzała na niego groźnie.
- Jak to będziesz w pokoju z Loganem?! - jej szept przybrał na głośności, jednak dalej był słyszalny tylko dla niego.
- Mnie nie pytaj. To warunki rodziców.
- Czy oni zapomnieli, że ty...?- chrząknęła, na wypadek, gdyby ktoś jednak podsłuchiwał.
- Przestań, przecież on jest nauczycielem – powiedział jeszcze ciszej.
- Na którego widok się ślinisz. Oboje wiemy, że nie jest ci obojętny.
- No i co z tego. Między nami i tak niczego być nie może.
- No nie wiem.
Nim Amek zdążył się dowiedzieć o co jej chodzi. Zostali upomnieni i z cichym "przepraszam" zamilkli. Na przerwie Maja unikała odpowiedzi na pytania, więc musiał zadowolić sie niewiedzą. Później bardziej przejmował się angielskim, który zbliżał się nieuchronnie. Nie wiedzieć czemu się stresował. Skoro robił to teraz przed normalną lekcją, to co będzie przed wycieczką.

- Wojtek, wstawaj do cholery!
- Co się dzieje?! - Resztka zerwał się, patrząc zaspanymi oczami na Radka. Przez chwilę nie wiedział co on tu robi, ale później uderzyła w niego fala wspomnień wraz ze znajomym bólem głowy. Widok Radka sprawił, że od razu się obudził. Mężczyzna chyba nie zdawał sobie sprawy z tego jak wygląda.
Lekko przydługie włosy wyraziście rudego koloru roztrzepane były na wszystkie możliwe strony. Zielone oczy patrzyły na niego z lekką paniką, a nico opuchnięte, pełne wargi coś do niego mówiły. Dodatkowo niczym nie osłonięta klatka piersiowa mężczyzny przyciągała wzrok. Nie mógł przestać myśleć o tym, co kryło się pod kołdrą.
- Słuchasz ty mnie w ogóle?! - Radek trzepnął go w głowę i dopiero wtedy Wojtek skupił się na jego słowach.
- Nie bardzo. Możesz powtórzyć? - przetarł twarz, chcąc trochę bardziej się obudzić. - Która godzina?
- Właśnie usiłuję ci powiedzieć, że za dziesięć ósma! Powinniśmy byś już w szkole!
Wojtek przetworzył w myślach słowa Radka, po czym spojrzał na niego przerażony.
- Cholera! Madzia! Miałem być w domu o siódmej!
Resztka wyskoczył z łóżka i złapał za telefon, od razu wybierając numer do opiekunki.
- Halo? Pani Basiu, bardzo przepraszam, zaspałem. Mogłaby pani zostać jeszcze godzinkę? Naprawdę? Bardzo dziękuję. Będę jak najszybciej.
Radek przyglądał się jak Wojtek chodzi po pokoju tam i z powrotem zupełnie nagi. Jakby w ogóle nie zwracał na to uwagi. Nie żeby mu to przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Miał ochotę położyć się i patrzeć. I gdyby nie praca pewnie by to zrobił. W czasie, kiedy on sycił się widokiem, Wojtek zadzwonił jeszcze do szkoły, uprzedzając, że się spóźnią z powodu wypadku na autostradzie Na pytanie, jakie musiała zadać dyrektorka, odpowiedział, że spotkali się po drodze, więc zaoferował Radkowi podwózkę.
Bardzo chętnie by sobie dłużej popatrzył, jednak musiał się ubrać. Podobnie jak Wojtek, który wkrótce również założył wczorajsze ciuchy. Obaj byli gotowi o ósmej, jednak pozostało im jeszcze dojść do samochodu i pojechać do Wojtka.
- Ile masz dzisiaj lekcji? - Zapytał dyrektor, kiedy znajdowali sie już w samochodzie.
- Trzy w tym indywidualne w tym momencie. Ale mam nadzieję, że Więcek dalej jest chory i nie przyszedł.
- To masz jak w banku. Rozmawiałem wczoraj z jego rodzicami. Nie będzie go jeszcze przez tydzień. Z jakimi klasami masz?
- Z pierwszą A i trzecią C. A co?
- Masz jakieś materiały?
- Są w biurku. Co się tak wypytujesz – Radek spojrzał na Wojtka zaciekawiony. Ten zerknął na niego z niemrawym uśmiechem.
- Bo opiekunka nie może dłużej zostać, a ja nie mam z kim zostawić Madzi.
- Nie możesz wziąć jej ze sobą?
- Nie. Ostatnio to był wyjątek, nagła sytuacja, ale Aneta powiedziała, że to ostatni raz.
- I co ja mam zrobić? Nie iść do pracy?
- To tylko dwie lekcje. Poza tym to ja ustalam zastępstwa i nikt nie zauważy, że prowadzę za ciebie lekcje. Poza tym Aneta właśnie jedzie na jakiś występ i nie będzie jej przez dwie następne godziny. Ja mam do piętnastej, więc zdąży wrócić i zobaczy Madzię.
- Trzecia klasa ma kartkówkę, więc muszę być, ale możemy zrobić tak: weźmiemy Madzię do szkoły i ukryjemy w twoim gabinecie, a jak skończę, to wezmę ją do siebie.
- Dobra. Masz prawo jazdy?
- Mam.
- To dam ci swój samochód, żebyś nie musiał się tułać autobusem. Ja wrócę taksówką.
Zajechali właśnie pod niewielki jednorodzinny domek. Wojtek wyskoczył z auta i ruszył w stronę drzwi. Radek zrobił to samo, z wahaniem wchodząc do budynku. W progu zastał kobietę w średnim wieku, już gotową do wyjścia.
- Naprawdę przepraszam i dziękuję, że pani została.
- Nie ma sprawy kochanieńki, ale naprawdę muszę już lecieć. Może zdążę jeszcze na autobus.
- Podwieziemy panią. To po drodze, wiec nie ma problemu. Tylko ubiorę małą.
Wojtek nawet nie dał kobiecie zaprotestować i już zniknął, by po chwili wrócić z dzieckiem. Położył Madzię na jakby specjalnie do tego przygotowanej szafce. Widząc jego wysiłki, Radek westchnął i kazał mu zapakować rzeczy dziecka, samemu sprawnie zakładając maleńką kurtkę.
- Ma pan w tym wprawę – powiedziała przyglądająca się jego wyczynom kobieta.
- Mam małego kuzyna. Poza tym uwielbiam dzieci – odparł, zapinając radosną Madzię w nosidełku.
- Teraz tacy mężczyźni to skarb.
Radek uśmiechnął się do niej, a do przedpokoju wszedł Radek z dziecięcą torbą. Chwilę później byli już w samochodzie i jechali w stronę szkoły. Jakoś w połowie drogi pani Barbara wysiadła, dziękując za podwózkę. Wojtek jeszcze raz ją przeprosił i ruszyli dalej.
- Sympatyczna pani. Wydaje się dobrze zajmować Madzią – skomentował Radek, spoglądając na spokojnego malucha.
- Sama nie ma wnuków, ale dobrze chyba bardzo by chciała. Spotkałem ją ostatnio przez przypadek i zapytałem, czy nie mogłaby popilnować Madzi przez chwilę. Później jakoś tak wyszło, że zaproponowałem jej pracę. Chociaż jej nie potrzebuje, to chyba sprawia jej to przyjemność.
- W końcu znalazłaś dobrą opiekunkę.
- Mhm.
Nastała dłuższa cisza, ale nie przeszkadzała ona żadnemu z mężczyzn. Byli już nie daleko, kiedy Radek zaczął rozmyślać nad tym co się właśnie dzieje i co działo się zeszłej nocy. Większość z jego marzeń spełniła się w ciągu tych cudownych chwil. Nie mógł powstrzymać uśmiechu, który cisnął mu się na usta. Na razie nie dopuszczał do siebie myśli o tym, co będzie później. Każdy moment, który mógł przeżyć szczęśliwy, był na wagę złota, a on sam nie zamierzał tego kończyć. Woli już żyć w niepewności, niż usłyszeć, że to był tylko jednorazowy wyskok.
Zajechali pod szkołę trzydzieści pięć po ósmej, w tym samym momencie z auta wysiadał Logan. Radek poczuł jak lekko się rumieni. Miał ochotę wszystko powiedzieć przyjacielowi, chociaż ten nie wiedział nawet o jego uczuciu do Wojtka. Chyba, że się czegoś domyślał, co było nader prawdopodobne. Wyjaśniałoby to podejrzany uśmiech jakim ich obdarzył.
- Obawiam się, że chyba się już domyślił, co się działo – powiedział Wojtek rozpinając pas i patrząc na czekającego na nich mężczyznę.
- Czemu tak sądzisz?
- Bo zauważyłem, ze jest bardzo spostrzegawczy. Zwraca uwagę na ludzi i wie, że jestem gejem.
- Tak, raczej nic mu nie umknie.
Wysiedli z samochodu, a Radek wyjął z niego Madzię. Zrobił to dlatego, że był bliżej, ale kiedy się obrócił, zobaczył jeszcze szerszy uśmiech Logana. Coś czuł, że rozmowa go nie ominie.
Przywitali się i ruszyli do szkoły. Radek zatopił się w rozmowie z Loganem, który mimo znaczącego uśmieszku, który nie schodził mu z ust, nie poruszał tego łączącego ich związku. I choć Radek nie był pewien, czy takowy istnieje, był wdzięczny za tę dyskrecję. Logan skręcił do pokoju nauczycielskiego i nie komentował tego, że Radek poszedł do gabinetu Wojtka. Przecież on musiał tylko zanieść Madzię. Co prawda Wojtek sam by sobie pewnie poradził, ale chciał przebywać z nim jak najdłużej i sam przed sobą się do tego przyznawał. A Wojtkowi miał zamiar się do tego przyznać w najbliższym czasie. O ile wszystko nie skończy się tylko na tym, co było.
- Radek, ja...
- Nie! Stop. Nie będziemy o tym teraz rozmawiać – spanikował, kiedy usłyszał poważny ton Wojtka.
- Ale...
- Nie! Naprawdę pogadamy o tym potem, ok?
- Ja chcę tylko... - zanim Radek znów zdążył mu przerwać, zakrył mu dłonią usta. Uśmiechnął się mimowolnie. - Nie wiem, co myślisz, że powiem, ale chcę tylko dać ci kluczyki, żebym później nie zapomniał.
Kiedy skończył, wziął rękę i wręczył Radkowi klucze od samochodu.
- Dokumenty są w schowku.
- Aha. Dobra. Okej. Nie ma sprawy. To ja już będę szedł na lekcje.
Radek wyszedł z gabinetu lekko zarumieniony i udał się do klasy. Kiedy wszedł do środka, szybko zamknął za sobą drzwi i się o nie oparł. Docierało do niego to, co się wydarzyło. Najgorszy był jednak strach, który nie dawał o sobie zapomnieć. Co jeśli Wojtek zrobił to tylko, żeby zapomnieć o Hubercie? Teraz już nie był pewny, czy woli niewiedzę. W każdym razie rozmowa musiał poczekać co najmniej do wieczora bo teraz właśnie zadzwonił dzwonek na przerwę.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Nie wszystko stracone - Rozdział 5

Przepraszam :( Nie wstawiło się w nocy, nie wiem czemu :/ Miłego czytania ^^


Po szkole wrócił do domu autobusem. Zajęło mu to jakąś godzinę łącznie z czekaniem na niego. Musiał w końcu wrócić do robienia prawa jazdy. Tyle tylko, że w autobusach jeździł za darmo, dzięki zaświadczeniu o niepełnosprawności. Ale co z tego, skoro za leki płacili więcej? Nie mógł się już doczekać dnia, kiedy nie będzie musiał ich brać, choć zdawał sobie sprawę, że może ten dzień nie nadejść.
- Wróciłem! - krzyknął, kiedy tylko zamknął za sobą drzwi. Od razu udał się do kuchni, z której dolatywały cudowne zapachy. Ku swojemu zdziwieniu dostrzegł w niej babcię. Nie wiedział jej od kilku miesięcy, gdyż po śmierci dziadka postanowiła wyjechać do siostry, gdzie mogła odpocząć.
- Cześć kochanie. – Babcia odłożyła chochelkę, którą mieszała pysznie pachnącą zupę i podeszła do niego. Ucałował ją w oba policzki i mocno przytulił.
- Cześć, Babciu. Jak tam wyjazd? Nie wiedziałem, że wróciłaś.
- To była niespodzianka. Twój tata mnie dziś odebrał z lotniska. Miał wam nic nie mówić i widzę, że obietnicy dotrzymał.
- Widzisz, nie taki straszny ten twój zięć – zaśmiał się, nawiązując do uczuć, które z początku żywili do siebie jego tata i babcia od strony mamy.
Kiedy słyszał opowieści na ten temat, nie mógł powstrzymać śmiechu. Któż by pomyślał, że babcia potrafiłaby wymyślić takie złowieszcze plany, by pozbyć się przyszłego zięcia. Jego tata jednak nie był gorszy. Raz w odpowiedzi na bitą śmietanę w opakowaniu z pianki do golenia, podmienił babci peeling z olejkiem musztardowym, na prawdziwą rosyjską musztardę. Podobno wtedy rozpętała się prawdziwa wojna, którą koniec końców wygrała jego ukochana babunia. Zawarto pokój, a dwie wrogie strony zaczęły pałać do siebie dziwnym rodzajem sympatii. Ilekroć babcia była u nich, tata chodził jak na szpilkach. Atmosfera jednak stawała się bardziej ciepła, a żadne z poszkodowanych dziwnymi żartami nie brało sobie ich do serca. Oczywiście nikt nic nie niszczył, to były tylko nic nie szkodzące psikusy. Stało się to swego rodzaju tradycją i teraz kiedy babcia przyjeżdża, przez cały jej pobyt trwa ich prywatny prima aprilis. A on sam i jego mama, przynajmniej kilka razy dziennie płaczą ze śmiechu.
- Oj nie wiesz nawet jak się mylisz! Wiesz, co ten baran zrobił? Ja wychodzę z lotniska, a tam kilku policjantów grzecznie zaprasza mnie do radiowozu. Ten drań wynajął kolegę, żeby mnie aresztował. Swoją drogą, przejrzałam go w połowie drogi i też wywinęłam mu mały kawał. Chyba zapomniał, że sama kiedyś byłam policjantką. Dobrze, że się nie pomyliłam, bo za uprowadzenie radiowozu mogłabym trochę posiedzieć.
Amek nie mógł wytrzymać i zaczął się śmiać. Tylko jego babcia mogła wymyślić coś takiego. Nie wątpił w ani jedno słowo. Ta kobieta potrafiłaby obrabować bank i zrzucić winę na swojego psa, którego zresztą nie posiadała.
- Jesteś niemożliwa, babciu.
- Wiem, wiem. A teraz siadaj i wcinaj borowikową póki gorąca.
- Umieram z głodu – powiedział i kiedy pojawił się przed nim talerz pełen zupy, zaczął powoli jeść. Czemu to musiało być takie gorące.
- Powiedz mi, wnusiu, jak tam w nowej szkole. Są jakieś towary? - szturchnęła go babcia, a on zakrztusił się zupą.
- Uwielbiam jak zaczynasz używać slangu – powiedział, kiedy napad kaszlu się skończył.
- Dobrze mi idzie, prawda ziom? Ale tak na poważnie, poznałeś jakiegoś ślicznego chłopca?
Zarumienił się lekko i odwrócił wzrok. Babcia była pierwszą osobą, która poznała o nim prawdę i mimo, że była religijną osobą, akceptowała go i nie próbowała zmienić, jak na początku robili to rodzice. To właśnie ta kobieta nawrzeszczała na nich, że w ten sposób tylko ranią swojego syna i kazała przejrzeć na oczy.
Godzinę później, siedzieli w salonie. Amek opowiadał babci o wszystkim, co się działo w szkole, unikając jednak tematu, który usilnie chciała poruszyć. Jego babcia miała tą samą umiejętność, co mama – zawsze wiedziała kiedy kłamie i potrafiła podstępem wyciągnąć z niego prawdę.
- Czy ty naprawdę myślisz, że uda ci się uniknąć odpowiedzi na to pytanie?
- Ja wcale nie... - odetchnął z ulgą, kiedy z przedpokoju dobiegło go pukanie. - Otworzę.
- I tak się dowiem! - krzyknęła babcia, kiedy opuścił salon.
Otworzył drzwi, z zaskoczeniem patrząc na stojącego w progu Logana. W życiu by się nie spodziewał, że to jego tu zastanie.
- Cześć, przyszedłem oddać twoją zgubę – powiedział, pokazując mu klucze zawieszone na jednym z jego palców.
- Jak je znalazłeś? Właśnie miałem iść ich poszukać. Dziękuję.
- Leżały przy huśtawce. Musiały ci wypaść przy próbie samobójczej – uśmiechnął się Logan, a Amek parsknął.
- To wcale nie była próba samobójcza.
- No ja mam nadzieję – Amek usłyszał głos babci. Kiedy na nią spojrzał, dostrzegł szeroki uśmiech i doskonale wiedział, co on oznacza.- Zaproś kolegę do środka, a nie trzymasz w progu.
- Tak właściwie, to ja tylko przyniosłem zgubę – zaprotestował Logan, wycofując się nieco. Babcia spojrzała na niego smutno, kręcąc głową.
- Ależ tym bardziej powinieneś zostać. Odwdzięczymy się obiadem – Amek został spiorunowany przez babcię wzrokiem, więc odchrząknął i zrezygnowany zwrócił się do Logana:
- Zostaniesz?
- Chyba nie mam wyboru – uśmiechnął się i pozwolił się poprowadzić do środka. - Nazywam się Logan Mikulski, jestem nauczycielem Amka.
- Nauczycielem? Nic nie szkodzi – Amek niemal się przewrócił, słysząc słowa babci. Ta spojrzała na niego i uśmiechnęła sie przebiegle, czego Logan zauważyć nie mógł. - Nauczyciel, czy nie, obiad z nami zjeść możesz. Jestem babcią Amka, Czesława Grecka.
Amek odetchnął z ulgą. Co ta babcia wyprawia? Wiedział, że Logan jej się spodobał, ale nie spodziewał się, ze tak szybko zacznie swoją grę! I jak to nic nie szkodzi fakt, że Logan jest jego nauczycielem?!
- Miło mi panią poznać. - Logan uniósł brwi, z uśmiechem patrząc na pełną energii kobietę. Reakcja Amka trochę go zdziwiła. Nie miał pojęcia, o co tej dwójce chodzi.
- Mi również. Ja skończę drugie danie, a wy chłopcy porozmawiajcie sobie w salonie – pani Czesława zniknęła w kuchni, a Logan został poprowadzony do salonu.
- Wyczuwam jakiś podstęp. - Usiadł na kanapie obok Amka.
- U babci to normalne, nie zdziw się jak powie coś naprawdę dziwnego. Albo zada jakieś rozbrajające pytanie. Ta kobieta jest nieprzewidywalna.
- Ona? Wygląda na pełną energii staruszkę, a ty mówisz, jakby była groźna.
- Oj uwierz mi, jak jej podpadniesz, to koniec. Ale nie martw się, polubiła cię.
- Przecież nawet z nią nie rozmawiałem.
- I tak cię już przejrzała. Przed nią nic się nie ukryje – szepnął Amek, zerkając w stronę kuchni.
- Nie przesadzaj. Starsze panie to nie demony.
- O tym, to bym podyskutował. Ale może lepiej nie teraz, jeszcze usłyszy.
- Chłopcy, chodźcie po talerze! - usłyszeli krzyk z kuchni, więc Logan nie musiał odpowiadać, bo razem się tam udali.
- Amek będziesz jadł jeszcze zupy?
- Czy ja kiedykolwiek odmówiłem dokładki twojej zupy, babciu?
- W takim razie weź łyżki i widelce. Na drugie mamy lazanię.
- Uwielbiam lazanię – powiedzieli równocześnie Logan i Amek, a Czesława wbiła we wnuka znaczące spojrzenie. Na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech.
- W takim razie lećcie dzieciaki zastawić stół, a szybciej dostaniecie drugie.
Kiedy zanieśli wszystko do salonu, babcia przyszła z wazą pełną borowikowej.
- Mam nadzieję, że będzie ci smakować – powiedziała do Logana, a Amek machnął ręką.
- Skoro smakowała mu moja jajecznica, to nie masz się czym martwić – palnął i miał ochotę walnąć głową w stół.
- Ach tak, powiedz mi Loganie, gdzież to jadłeś jajecznicę Amka – zwróciła się do nauczyciela z przebiegłym uśmiechem. Amek miał wrażenie, że mężczyzna świetnie się bawi.
- Pani wnuk robi pyszne śniadania – Amek miał ochotę wylać mu gorącą zupę na kolana. Pewnie by to zrobił, ale nie chciał marnować zupy. Czemu ten facet nigdy nie wie, kiedy się zamknąć.
- Amek, mam nadzieję, że masz wolny wieczór, chciałabym, żebyś mi co nieco opowiedział.
- Chyba nie mam wyboru – mruknął Amek.
Poważnie zastanowiła go postawa Logana wobec aluzji jego babci. Nie możliwe było, żeby nie zrozumiał, co miała na myśli. Więc czemu wygląda jakby to wszystko go bawiło?
Logan miał ochotę wybuchnąć śmiechem. Dopiero upewnił się co do swoich podejrzeń. Wszystkie te spojrzenia i rumieńce Amka, które brał za ciekawość i nieśmiałość, jego wrażliwość i aluzje Mai. Pierwsze wrażenie okazało się być słuszne. Amek był gejem. Było to o tyle zabawne, że chłopak usilnie starał się to okryć, co sprawiało, że łatwiej było się domyślić. Jednak dało mu to do myślenia. Musiał trochę się pohamować w kontaktach z nim. Nie chciałby, żeby wyszło z tego coś niewłaściwego.
W trakcie posiłku Logan zrozumiał o co wcześniej chodziło Amkowi. Jego babcia zadawała mu pozornie nic nie znaczące pytania, jednak aby na nie odpowiedzieć, musiał sporo o sobie powiedzieć. Kiedy jednak zapytała o rodzinę, Logan nie do końca wiedział odpowiedzieć.
- Babciu, przykro mi, ale muszę na chwilę pożyczyć Logana. Nie rozumiem jednego zadania z angielskiego.
W mgnieniu oka Amek wstał i ciągnąc za sobą Logana, wmaszerował na górę. Nauczyciel uśmiechnął się delikatnie. Doskonale wiedział, że Amek chciał po prostu wybawić go od odpowiedzi na pytanie. Coś ciepłego rozlało mu się w okolicy serca, kiedy uświadomił sobie, że Amek zrobił to dla niego. Miał ochotę poczochrać go po włosach, tak jak kiedyś Willa.
- Dziękuję za ratunek – powiedział, kiedy znaleźli się za zamkniętymi drzwiami.
- Mówiłem, że babcia nie ma hamulców. Przesłuchuje wszystkich, jakby dalej była policjantką.
- A zastanawiałem się jakim cudem potrafi to robić tak niepostrzeżenie.
- Teraz musimy tu chwilę posiedzieć.
- Chyba tak. Dobrze pamiętam, że nie widziałem twojej zgody na wycieczkę? - Logan zmarszczył brwi, usiłując sobie przypomnieć kartkę z nazwiskiem Amka.
- Nie oddałem – Amek uciekł wzrokiem za okno, co było o tyle łatwe, że łóżko, na którym siedział, znajdowało się tuż obok. Logan zajął krzesło obrotowe stojące przy biurku.
- Możesz oddać jeszcze jutro, bo dopiero będę szedł do dyrektorki.
- Właściwie to nie wiem, czy pojadę. Rodzice martwią się o moje zdrowie. Porozmawiam z nimi dzisiaj.
- Chcesz, żebym pomógł?
- Na razie to chyba nie jest konieczne. Jeżeli nie dadzą się przekonać, to zaciągnę ich jutro do szkoły.
- Nie ma sprawy. Postaraj się, szkoda, gdybyś nie jechał.
Amek kolejny raz odwrócił wzrok. Logan powiedział to, jakby chciał, żeby Amek był na tej wycieczce. A jego serducho wprost skakało z tego powodu. Czuł, że nie jest zakochany, ale niewiele mu od tego brakuje.
- To ja się już będę zbierał. Muszę jeszcze uściślić kilka rzeczy co do wycieczki. Daj znać, co z rodzicami.
- Jasne. Uciekamy jak najszybciej, żeby cię babcia nie dorwała – szepnął Amek, kiedy wyszli już z pokoju.
Jakoś udało im się dotrzeć na dół bez spotkania Czesławy. Amek szybko pożegnał się z Loganem i już chciał wracać do swojego pokoju, kiedy z pod ziemi wyrosła jego babcia.
- Całkiem przystojny ten twój Logan. Powinien częściej nas odwiedzać.
- Babciu, to jest nauczyciel, nie może ot tak przychodzić na obiady. Poza tym nie jest mój.
- Tak, tak, tylko pamiętaj, żeby być dyskretnym. Lepiej, żeby nikt się o was nie dowiedział.
- Nie ma się o czym dowiadywać. To tylko mój nauczyciel! - Amek uniósł ręce w geście bezsilności.
- A jednak twój – babcia mrugnęła do niego, po czym jak gdyby nigdy nic udała się z powrotem do kuchni. Amek tylko westchnął i udał się do swojego pokoju.

Wściekły Wojciech wyszedł z hotelu, trzasnąłby drzwiami, ale te niestety otwierały się w reakcji na ruch, więc nie miał takiej możliwości. Recepcjonistka cofnęła się o krok, kiedy jak burza wpadł i wypadł z dużego holu. Miał tego dość. Dlaczego znów wszystko sypało mu się na głowę? Dzisiejszy dzień miał być cudowny, a wyszło wręcz przeciwnie.
Kiedy trzy dni wcześniej jego partner poinformował go, że wraca do kraju, prawie skakał z radości. Końcowa sesja miała odbyć się już w kraju, a dokładniej w Krakowie. Postanowił więc zrobić kochankowi niespodziankę i zaczekać na niego w pokoju hotelowym, który już był wynajęty. Jako, że był to hotel, w którym Hubert i reszta modeli wynajmowali pokoje nie pierwszy raz, bez problemu załatwił sobie wejście do pokoju.
Kolacja czekała już na stole, a cały pokój przystrojony był świeczkami, kiedy usłyszał głosy na korytarzu. Poprawił kołnierzyk koszuli i czekał na Huberta. Szczęk kluczy i skrzypienie drzwi poinformowały go o wejściu partnera. Coś jednak się nie zgadzało. Na początku nie wiedział, czy jego partner jest tak pijany, że obija się o ściany czy tak mocno się uderzył, że jęczy z bólu.
Po chwili jednak zaczął się gotować z wściekłości. Zrobił krok w przód, by wyjrzeć zza murku, oddzielającego pokój od przedpokoju i ujrzał dwóch mężczyzn w dość jednoznacznej sytuacji. Złożył ręce na piersi i czekał. W tej chwili targały nim mordercze instynkty, jednak nie miał zamiaru przerywać tej sceny. Poczekał, aż któryś z mężczyzn zorientuje się, że coś jest nie tak.
- Wojtek – szepnął przerażony Hubert, odpychając młodego chłopaka od siebie.
- Cześć. Cieszę się, że w końcu możemy się zobaczyć. Szkoda, że przez tak długi czas byłeś zajęty – zaakcentował ostatnie słowo, spoglądając na drugiego z mężczyzn. Nie kojarzył go, więc zapewne był to jakiś początkujący model.
- Wojtek, to nie tak...
- Wiem, że nie tak. Temu panu coś utknęło w gardle, a ty po prostu próbowałeś mu to wyciągnąć. Swoim językiem. Całkowicie to rozumiem, dlatego nie przywalę ci, tylko grzecznie powiadomię, że jeżeli jeszcze raz ujrzę cię na oczy, to przyrzekam, nigdy więcej nie będziesz mógł robić tego, co pewnie właśnie robić zamierzaliście. Nie pisz, nie dzwoń, a już na pewno nie próbuj przepraszać. To koniec. Dobrze wiedziałeś jaki jest mój warunek. A teraz żegnam. Możecie kontynuować, już mnie nie ma. I smacznej kolacji życzę.
Zachował spokój do momentu, w którym zamknęły się za nim drzwi. Później już nad sobą nie panował. Nawet nie pamiętał jak znalazł się w samochodzie. Dopiero tam trochę się opanował, nie chcąc spowodować wypadku. Zadzwonił na szybko do niani i dowiedziawszy się, że z Madzią wszystko w porządku, ruszył w drogę powrotną do domu. Mimo, że w czasie jazdy starał się o niczym nie myśleć, po godzinie, kiedy tylko opuścił pojazd, miał ochotę coś rozwalić. Ewentualnie się upić. Jako, że nie chciał wyżywać się na niewinnych, wybrał drugą opcję.
Ruszył w stronę wejścia do baru, kiedy na kogoś wpadł Warknął coś, wymijając tę osobę, ale niespodziewanie usłyszał znajomy głos.
- Wojtek?
Dopiero teraz Resztka przyjrzał się mężczyźnie, którego chciał staranować i dostrzegł w nim Radka.
- Wszystko w porządku? Wyglądasz jakbyś miał zamiar mnie pokroić.
- Mam, ale nie ciebie. Najpierw jednak muszę się upić. Masz pecha, bo nie lubię tego robić sam – odpowiedział, po czym pociągnął rudzielca do baru.
Radek nie stawiał oporu, będąc ciekawym powodu, dla którego widzi Resztę w takim stanie. Na ogół ten mężczyzna był oazą spokoju i opanowania.
Usiedli przy barze, a Wojciech od razu zamówił alkohol, nie tylko dla siebie, ale też dla Radka. Rudzielca zaskoczyło trochę to, że po chwili dostarczono mu jego lubiony drink. Nie zdążył jednak zauważyć, co zamówił jego towarzysz, gdyż ciecz od razu znalazła się w jego przełyku.
- Poproszę to samo. Razy dwa – powiedział do baristy, na co ten kiwnął głową.
- Ciężki dzień?
- W chuj ciężki.
- W takim razie proszę – przed Wojtkiem pojawiła się butelka wódki, którą zaraz chwycił, by nalać jej zawartość do szklanki. Barman odszedł, by obsłużyć kolejnego klienta. \
- Co się stało? Wszystko w porządku z Madzią? - Radek naprawdę martwił się o dziewczynkę. To był pierwszy powód takiego zachowania blondyna, jaki wpadł mu do głowy
- Tak, nic jej nie jest. Opiekunka jej pilnuje. Chodzi o Huberta. Powiem ci za chwile, a teraz pij, bo zamówiłem ci już kolejnego.
Radek nie bardzo wiedział, kim był Hubert, choć domyślał się, że chodziło o partnera Wojciecha. Dlatego też w kilku łykach wypił swojego drinka i krzywiąc się, odstawił szklankę na bar. Widząc to blondyn uśmiechnął się i pociągnął znów ze swojej szklanki.
- Zadam ci bardzo niedyskretne pytanie. Jesteś gejem?
Radek cieszył się, że już przełknął alkohol, bo teraz na pewno by się zakrztusił. Czuł jak rumieni się delikatnie, ale na szczęście w barze panował półmrok, więc Resztka nic nie zauważył. Nie miał pojęcia co odpowiedzieć, wiec postawił na prawdę. Nie miał nic do stracenia.
- Tak – potwierdził – dziwię się, że dopiero teraz to zauważyłeś.
- Miałem pewne podejrzenia. Skoro je potwierdziłeś, to nawet lepiej. Może zrozumiesz. Otóż mam... miałem partnera.
Na te słowa Radek wyprostował się lekko. Nie przerywał mu jednak.
- Ten sukinsyn mnie zdradził. I założę się, że nie pierwszy raz. Od kiedy przejąłem opiekę nad Madzią, owszem miałem mniej czasu, ale to jego wyjazdy służbowe nagle zaczęły się wydłużać. - Mężczyzna wziął kolejny łyk wódki. Czuł jak alkohol zaczyna krążyć w jego żyłach. - Chciałem zrobić mu niespodziankę. Czekałem na niego w hotelu i co zobaczyłem? Jak mój kochany partner wchodzi, wpychając język do gardła jakiegoś małolata! Nie cierpię tego. Zdrada to najgorsze, co można zrobić. Mógł mi to kurwa powiedzieć wprost. Czy to takie trudne?!
Gdyby Radek nie przytrzymał go w miejscu, pewnie by wstał i przy okazji przewrócił krzesło.
- Spokojnie, siedź w miejscu – Radek ścisnął jego ramię.
Dopiero teraz zauważył ile alkoholu wypił już Wojtek. Półlitrowa butelka była już prawie pusta. Jemu też powoli zaczynało się kręcić w głowie. Nie pił zbyt często, a jak już to w małych ilościach. Drinki, które tu podawali, mimo że pyszne, miały w sobie dużo procentów.
- Łatwo ci mówić. Mam ochotę komuś przywalić, albo chociaż upić się do nieprzytomności.
- Tak, a ja mam cię później odeskortować do domu? Mieszkasz po drugiej stronie miasta, a ani ja, ani ty nie jesteśmy w stanie prowadzić samochodu.
- W takim razie, póki jeszcze chodzę, idziemy.
Reszta zawołał baristę i ku zdziwieniu Radka, zamówił jeszcze jedną butelkę wódki. Zapłacił i bez słowa wstał, ciągnąc rudzielca za ramię do wyjścia.
Kiedy byli już na zewnątrz, Radek sam musiał chwycić Wojtka pod ramię, gdyż jego organizm chyba właśnie przypomniał sobie, że dosyć sporo wypił.
- Mogę wiedzieć, gdzie idziemy?
- Jak to gdzie? Do ciebie. Skoro tędy przechodziłeś, to musisz tu gdzieś mieszkać.
- Po co chcesz iść do mnie?
- A myślisz, że kupiłem to, żeby wypić w parku? Sam powiedziałeś, że do domu nie dojadę.
- Możemy ci zamówić taksówkę.
- Nie ma mowy. Opiekunka została na noc. Nie mogę stracić kolejnej, a jak mnie takiego zobaczy, to na pewno odejdzie. Jeszcze brakuje, żeby mi Madzie zabrali.
Radkowi zrobiło się żal Wojtka. Nie dość, że przeżywał cięższy okres z walką o prawa opieki nad Madzią, to jeszcze stracił partnera, którego, sądząc po zachowaniu, musiał kochać. Poczuł dziwny uścisk w gardle. Znał go. Zdawał sobie sprawę, że jest zazdrosny o Huberta i jednocześnie wściekły na niego, za to, że dołożył Wojtkowi cierpienia. Jednak w głębi duszy, skakał z radości. W końcu miał szansę zawalczyć o blondyna i nie zamierzał z niej rezygnować.
- Dobra, chodź tędy.
Byli już niedaleko od mieszkania Radka, więc nie zajęło im dużo czasu, by do niego dotrzeć. Weszli do środka po cichu, by nie obudzić sąsiadów. Chłodne powietrze i krótki spacer sprawiły, że Radkowi przestało się kręcić w głowie. Wojtek natomiast stał się mniej nerwowy. Teraz bił od niego smutek i zrezygnowanie.
- Mam dość – powiedział, siadając na kanapie i otwierając butelkę, którą niósł ze sobą całą drogę. Nawet nie zaprotestował, kiedy Radek wyjął mu ją z ręki.
Widząc depresję, jaka nagle zaczęła ogarniać Resztkę, Radek nalał przezroczystą ciecz do dwóch szklanek i zalał ją sokiem pomarańczowym.
- Masz, nie będę wspierał twojego jutrzejszego kaca.
- Dzięki. Za wszystko.
- Nie ma sprawy, ale śpisz na kanapie.
Resztka uśmiechnął się na te słowa. Radek usiadł przy nim i czekał. W końcu mężczyzna zaczął mówić. Świerk cierpliwie słuchał, nie przerywając. Miał przeczucie, że blondyn tego potrzebował. Z każdym kolejnym zdaniem dowiadywał się coraz więcej o wicedyrektorze. O tym, że wszystko zaczęło się sypać, kiedy jego siostra zmarła. O niezasługującym na nią szwagrze i Madzi, która została sama pod jego opieką. O problemach z prawnikami i samotności, którą odczuwał. Mówił nawet o Hubercie, żałując, że nie potrafi znaleźć wiernego partnera.
- Wiesz, mam teraz tylko Madzię. Rodziców nie liczę. Wydziedziczyli mnie, jak tylko dowiedzieli się o mojej orientacji. Cieszę się tylko, że nie są już w stanie wychować dziecka, bo pewnie zabraliby mi Małą. Szczerze mówiąc nawet nie wiem, jak ja sobie z tym wszystkim poradzę. Praca i opieka nad małym dzieckiem.
- Nie martw się, wszytko się ułoży. Proces o opiekę niedługo się skończy, a reszta sama się rozwiąże. Nie możesz się załamywać. Madzia cię potrzebuje. Pamiętaj, że ona też ma teraz tylko ciebie. Jesteś teraz dla niej ojcem, więc masz się trzymać w kupie. Każdy twój ruch może zmienić jej życie. Nie użalaj się nad sobą, bo inni mają gorzej. Takie właśnie jest moje motto i tobie też przydałoby się je zapamiętać.
Na podkreślenie swoich słów szturchnął Wojtka lekko w ramię. Ten pokiwał głową, rozmyślając nad jego słowami.
- Masz rację. Może ja straciłem siostrę, ale to Madzia nigdy nie spotka swojej matki. Jeśli tak na to spojrzeć, to moje problemy nie są takie straszne. Dzięki. Twój partner ma spore szczęście, że cię znalazł.
Radek wiedział, że tym razem Resztka zastrzegł czerwień na jego policzkach. Cóż poradzić, skoro usłyszał od ukochanego, że byłby świetnym partnerem.
- Chwilowo jestem sam. Właściwie to nie chwilowo – powiedział, starając się nie zarumienić jeszcze bardziej. Wojtek uśmiechnął się szeroko i odłożył szklankę na stół.
- Na to właśnie liczyłem – nim Radek zrobił cokolwiek, blondyn pochylił się nad nim i delikatnie pocałował, jakby oczekując, że ten go odepchnie, albo się odsunie.
Radek czując upragniony dotyk tych konkretnych ust, uświadomił sobie, że właśnie się od nich uzależnił. Całowały go tak delikatnie, a jednak stanowczo. To była jego jedyna okazja i miał zamiar ją wykorzystać. Co z tego, że nic z tego nie wyjdzie? Był tylko pocieszeniem i zdawał sobie z tego sprawę. Jednak nawet będąc tego w pełni świadomym, nie potrafił zrobić nic innego, niż odpowiedzieć na pocałunek z jeszcze większym zapałem. Teraz już nie wiedział, czy kręciło mu się w głowie z powodu emocji, czy alkoholu, ale podejrzewał, że to drugie także miało swój udział, bo w innym wypadku nie przysunąłby się do Wojtka jeszcze bliżej i nie pogłębił pocałunku.
Zatopił się w tym pocałunku całkowicie. Uwielbiał się całować, w przeciwieństwie do Huberta, który zawsze ograniczał taki kontakt do minimum, przynajmniej z nim, bo z innymi chyba nie miał takich problemów. Teraz jednak nawet Hubert zachował się gdzieś w pudełku z napisem "nie ważne". Liczył się tylko Radek i jego język, który niepostrzeżenie wtargnął do jego ust. Nigdy by nie przypuszczał, że ten nieśmiały rudzielec może być taki stanowczy. Poczuł jak Świerk przysuwa się bliżej i nie mógł się już powstrzymać. Przyciągnął go do siebie, a biolog bez wahania wdrapał się na jego kolana, siadając na nich okrakiem. Wojtek przygryzł lekko jego wargę i całkowicie przejął kontrolę nad pocałunkiem. Zobaczył, że Radek zamknął oczy, więc i on zrobił to samo. Skupił się na odczuwaniu przyjemności, która płynęła z niesamowitych ust. Czuł, że jego ciało domaga się więcej, a penis zaczyna budzić się do życia. Chwilę później przerwał pocałunek, ale nie odsunął się, nie mogąc rozstać z gorącem, bijącym od Radka. Ich przyspieszone oddechy mieszały się ze sobą, kiedy usiłowali trochę sie uspokoić.
- Chyba powinniśmy przestać – szepnął po chwili Wojtek, nie chcąc przerywać tej upojnej ciszy.
- Powinniśmy – odpowiedział Radek również szeptem, po czym z psotnym błyskiem w oku, znów wpił się w usta wicedyrektora. Jego ręce bez problemu odnalazły guziki koszuli i powoli je rozpinały. Nie chciał przestawać i miał nadzieję, że Wojtek też tego nie chce, bo odkąd tylko go poznał, nie potrafił uprawiać seksu z nikim innym.