poniedziałek, 16 listopada 2015

Nie wszystko stracone - Rozdział 3

Miłego czytania! :*

Przeklął cicho, wpatrując się w wiadomość. Czemu akurat teraz ten pieprzony prawnik nawalił? Musiał jechać do innego, by naprawić to, co tamten zepsuł i załatwić wszystkie papiery. Nie mógł jednak zostawić tu Małej. Niani też nie posiadał, gdyż jedną właśnie wylał za to, że kiedy dziecko płakało, ona oglądała sobie telewizję. Co miał robić? Madzi zabrać ze sobą nie mógł, bo w końcu udaje się do poważnej kancelarii. Cholera.
Kiedy Mała smacznie spała w kołysce, wyszedł z gabinetu. Rozejrzał się, a jego wzrok natrafił na rozwiązanie problemu. Słyszał kiedyś, że młody biolog uwielbia dzieci. Zdążył go już poznać i wiedział, że można na nim polegać. Od czasu do czasu wychodził gdzieś z grupą nauczycieli, w której był też Radosław Świerk. Nie zastanawiał się długo, tylko zawołał:
- Radek, chodź na chwilę. Masz teraz okienko, prawda?
- Tak, coś się stało? - Nie odpowiedział, tylko chwycił mężczyznę za ramię i delikatnie pociągnął do swojego gabinetu. Dyrektor zamknął za nimi drzwi, uważając, by przechodzący obok uczniowie, nie zajrzeli do środka.
- Mam do ciebie ogromną prośbę. – Resztka obrócił się w stronę swojego rozmówcy. Radek jednak już na niego nie patrzył. Z uśmiechem na ustach podszedł do kołyski i pogłaskał dłonią leżące w nim dziecko. Po chwili zmarszczył brwi i skierował wzrok na blondyna.
- Ona może tu być? Dyrektorka chyba tego zakazała.
- Powiedzmy, że trochę ustąpiła ze względu na sytuację.
- Więc, czego ode mnie potrzebujesz? - Rudzielec właśnie bawił małą, która otworzyła już zaspane oczka.
- Właściwie to potrzebuję ciebie – palnął, zanim zdążył się zastanowić. Nie był pewny co do orientacji Świerka. Na początku zdawało mu się, że Radek woli mężczyzn, jednak szybko pozbył się tego przeczucia. On sam był gejem i nie zaprzeczał, gdy ktoś go o to pytał. Dlatego wiedział, jak dwuznacznie to zabrzmiało.Szczególnie, że dla niektórych, nawet normalnie rozmawiając, geje usiłują się do kogoś "dobrać". Odchrząknął, kiedy Radek tylko spojrzał na niego z rozbawieniem i się uśmiechnął. - Chodzi o to, że muszę wyjść. Właściwie, to już nie powinno mnie tu być.
- Więc co tu jeszcze robisz? Idź, wezmę małą na siebie.
- Naprawdę? Jesteś wielki – miał ochotę go ucałować. Z wdzięczności oczywiście. Wszedł jeszcze na elektroniczny dziennik i wpisał Radkowi nieobecność na następnej lekcji. Tak się świetnie złożyło, że panna Kałaput miała okienko. Bez zahamowań wcisnął jej zastępstwo i wyłączył komputer.
- Nie wiem, czy zdążę w godzinę, więc zwolniłem cię z następnej lekcji. Jeszcze raz dzięki i rozgość się tu. A, i żeby nikt się nie dowiedział o Małej. Taki warunek od dyrektorki – podszedł do Radka i pocałował w czoło dziewczynkę, którą ten miał na rękach, po czym pożegnał się raz jeszcze i wyszedł.
Miał nadzieję, że Radek dobrze zaopiekuje się Madzią. Mimo, że znał go na tyle, żeby wiedzieć, że jest roztrzepanym, ale odpowiedzialnym rudzielcem, ciężko było mu powierzyć komuś siostrzenicę. Czuł się teraz bardziej jak jej ojciec. Od kiedy ten sukinsyn zwiał, podrzucając mu małą "na godzinkę", opiekował się nią codziennie, nie licząc tych dni, kiedy musiał wezwać nianię, bo coś ważnego mu wypadło. Jego szwagier dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Nigdzie go nie było, nikt nie wiedział, że zniknie, a jego znajomi milczeli. Nie rozumiał jak można zostawić własne dziecko. Gdyby nie był gejem, zapewne miałby ich gromadkę. Dlatego starał się o adopcję i w tym celu udał się do najlepszego prawnika w mieście. Nie mam mowy, żeby zostawił Madzię u ojca, jeśli w ogóle ten wróci. Co jeśli kiedyś znów zniknie, a Mała zostanie sama w domu? Przecież coś mogłaby sobie zrobić. W dodatku była dla niego pamiątką po siostrze, którą kochał całym sercem. Ledwo pozbierał się po jej śmierci. Kiedy po trzech miesiącach nieoczekiwanie dostał dziecko pod opiekę, widział w nim swoją siostrzyczkę. Ona także zawsze chciała mieć dzieci, ale niestety zdążyła tylko wziąć małą na ręce i zapewnić, że zawsze przy niej będzie. On to wszystko obserwował i nie mógł powstrzymać łez. Widział jak ulatuje z niej życie i nie mógł nic na to poradzić. Dlatego przyrzekł jej, że choćby nie wiadomo co, będzie pilnował, żeby Madzia była szczęśliwa. Był przekonany, że będzie jej z nim lepiej, niż z ojcem, którego jego siostra kochała, a on nie akceptował. Hazardzista, a teraz także alkoholik nie zasługiwał na jego siostrzyczkę, a co dopiero na Madzię.
Wszedł do kancelarii z postanowieniem, że nie wyjdzie stąd, póki nie zdobędzie praw do opieki nad siostrzenicą, a przynajmniej nie zrobi kroku w tę stronę.

Usiadł na kanapie z Madzią w ramionach. Dziewczynka zasnęła już jakiś czas temu, a on dalej rozmyślał o tym, co się stało.
Wojtek poprosił go o pomoc i miał ochotę skakać z radości. Powierzenie komuś dziecka nie jest łatwe, a Dyrektor zaufał właśnie jemu. Uśmiechał się do siebie jak głupi, kiedy ten wyszedł. Może był naiwny, w końcu mężczyzna nie miał innego wyjścia, ale jemu to wystarczało. Mógł coś dla niego zrobić, a przy tym spędzić czas z cudownym maleństwem.
Zakochał się w Resztce już pierwszego dnia, a przynajmniej takie miał wrażenie. Wojtek spodobał mu się od razu, a kiedy wyszli razem z Loganem, Sonią i Markiem, przekonał się, że ma także jego wymarzony charakter. Zdawał sobie sprawę, że mężczyzna też jest gejem, ale ten w ogóle się nim nie interesował. Na początku Radek dawał mu znać, że jest homoseksualistą, działając tak, że żaden heteryk nic by nie zauważył. Po jakimś czasie jednak dał sobie spokój. Głównie dlatego, że dowiedział się, że ma kogoś. W dodatku mężczyzna nie reagował na jego obecność w żaden sposób. Coraz rzadziej z nimi wychodził, aż w końcu ledwo co widywali się w szkole. Gdyby nie wiedział o jego siostrzenicy, kompletnie by się załamał. Może nie znał szczegółów, ale już sama świadomość, że to nie on był powodem jego nagłego oddalenia się od grupy, sprawiała, że nie czuł się tak bardzo odrzucony. Jednak mimo, że zrezygnował już nawet z nadziei, jego serce dalej należało do blondyna o niebieskich oczach. Na każde wspomnienie o nim, jego humor się pogarszał. Starał się tego nie okazywać, ale coraz gorzej mu wychodziło. Brakowało mu kogoś w życiu, a jego serce wybrało właśnie Wojtka. Samemu trzeba doświadczyć niespełnionej miłości, by wiedzieć co się wtedy czuje.
Teraz siedział i myślał o tym, co mężczyzna nieopatrznie powiedział. Nie oszukiwał się, że gdy to usłyszał, nic nie poczuł. Przez jedną głupią sekundę miał wrażenie, że wygrał na loterii. Zaraz jednak zrozumiał, o co chodziło mężczyźnie. Mimo to, nie potrafił powstrzymać uśmiechu. Tak bardzo chciałby, żeby Wojciech powiedział, że go potrzebuje jeszcze raz, tylko tym razem w zupełnie innym kontekście.
Nie chciał się ruszać, by nie obudzić dziecka. Miękka kanapa wcale mu nie pomagała w utrzymaniu oczu otwartych. W sumie kawy nie wypił, a świadomość, że ma przed sobą jeszcze wolną godzinę, z której zwolnił do Wojtek, sprawiała, że myślał tylko o ułożeniu głowy na leżącej obok poduszce.
W końcu postanowił się położyć i czuwać w razie, gdyby dziecko się obudziło. Tak też zrobił, kładąc się na plecach, a dziecko układając sobie na klatce piersiowej. Wiele razy spał tak z malutkim kuzynem i wiedział, że jeśli tylko dziecko ruszy rączką, natychmiast się obudzi. Nie musiał też się martwić o to, że się obróci, bo kiedy już zasypiał, budził się zawsze w tej samej pozycji. Było to o tyle uciążliwe, że jeżeli źle się ułożył, to potem chodził cały obolały, ale teraz się tym nie przejmował. Zamknął powieki i osunął się w płytki sen, który mimo wszystko był mu teraz niezmiernie potrzebny.

Otworzył drzwi do gabinetu, mając zamiar przepraszać do skutku. Okazało się, że zamiast godziny, spędził w kancelarii trzy. Radek powinien być już w domu, a tymczasem został zatrzymany przez jego siostrzenice.
Kiedy jednak wszedł do środka, stanął jak wryty, wpatrując się w przepiękny obrazek. Radek leżał na kanapie znajdującej się pod ścianą, z rozczochranymi włosami i zamkniętymi oczami. Na jego piersi smacznie spała Madzia, rączką ściskająca palec wskazujący lewej dłoni biologa. Prawa ręka ułożona była na pleckach dziecka, zabezpieczając je przed upadkiem.
Uśmiechnął się, nie mogąc powstrzymać ciepłego uczucia, które rozlało się w jego sercu. Odkąd tylko przejął opiekę nad Madzią, spała ona tylko i wyłącznie w kołysce. Próbował nosić ją na rękach, wozić w wózku, leżeć obok niej, ale dziecko ciągle płakało, chcąc zapaść w sen. A potrafiło to zrobić tylko w kołysce. Nie miał pojęcia jakim cudem teraz Madzia leżała na klatce piersiowej Radka i smacznie chrapała, śliniąc mu koszulkę. Sądząc po rozmiarze plamy, spali tak dość długo.
Postanowił wziąć dziecko i dopiero wtedy obudzić biologa. Podszedł cicho, odkładając po drodze torbę i sięgając po dziewczynkę. Złapał ją i już miał podnieść, kiedy biolog zerwał się, łapiąc dziecko obiema rękami. Oczy otworzył dopiero po chwili, kiedy w pokoju rozległ się płacz.
- Boże, nie strasz mnie tak. Myślałem, że spadła – odetchnął Radek, rozglądając się po pokoju ze zdezorientowaniem. W końcu jego wzrok wylądował na Wojciechu, który z rozbawieniem mu się przyglądał.
- Niezły refleks – powiedział, dalej trzymając płaczące dziecko między nimi. Nie mógł zrobić inaczej, bo Radek złapał nie tylko Madzię, ale także jego dłonie.
Kiedy rudzielec zorientował się, że trzyma także jego, odwrócił wzrok i cofnął ręce, upewniając się wcześniej, że dziecko jest trzymane.
- Taki odruch – mruknął i przetarł twarz. Blondyn cały czas go obserwował. Zaspany Radek miał w sobie coś... słodkiego? Przytulił dziewczynkę do piersi, uspokajając lekkim kołysaniem - Która godzina?
- Jakoś po trzeciej. Chyba powinieneś być już w domu. Przepraszam, że tak długo mi to zajęło.
- Nie szkodzi. Mała szybko zasnęła, ja zresztą też, jak widać – ziewnął szeroko, zerkając na Wojciecha.
Radek, mimo krótkiego snu, czuł się już lepiej. Widok Resztki po przebudzeniu stanowczo poprawił mu humor. Co ten mężczyzna z nim robił? Jeden jego uśmiech, jedno słowo, a Świerk już w duchu skakał z radości. Wiedział, że to wkrótce minie i dawny stan depresji powróci. Czerpał jednak przyjemność z chwili, która mogła nie powtórzyć się nigdy więcej.
- W takim razie w ramach podziękowania odwiozę cię do domu.
Radka zatkało. Gapił się na blondyna, nie dłużej niż powinien. Nie miał zamiaru marnować takiej szansy, więc kiwnął głową. Poza tym już nie raz zostawał z Wojtkiem sam na sam i nie było jakoś niezręcznie. Teraz trochę się denerwował, ale wziął swoje rzeczy i już chciał wychodzić, ale mężczyzna złapał go za rękę. Jego serce przyspieszyło, kiedy się odwrócił. Umysł podpowiadał mu sceny z filmów, które wyryły mu się w pamięci. Dopiero po chwili skarcił się w myślach. Przecież Resztka go nie pocałuje! Nie byli nawet przyjaciółmi, jedynie zwykłymi znajomymi z pracy.
- Sądzę, że powinieneś najpierw zdjąć koszulkę.
Sam nie wierzył w to, co słyszy. Do jasnej cholery. To już nie była jego wyobraźnia. Czy jego wymarzony kochanek chce go właśnie rozebrać?! W dodatku w szkole, gdzie jeszcze pałętało się pełno uczniów i nauczycieli. Zmarszczył brwi i szukał na twarzy blondyna jakiejś wskazówki. Wojtek przerwał ciszę, znów z rozbawieniem się uśmiechając.
- Nie bój się. Nie mam zamiaru cię rozbierać. Po prostu Madzia cię ośliniła.
  Zmrużył oczy, po czym spojrzał na swoją koszulkę. Faktycznie była na niej sporej wielkości plama, niedająca się niczym zakryć. Wojtek otworzył jedną z szuflad i wyjąwszy z niej czystą koszulkę, podał ją Radkowi. Ten przyjął ją z wdzięcznością i mruknął:
-Nie bałem się.
Szybko przebrał koszulkę i udał się za dyrektorem. Wyszli ze szkoły, udając się w stronę samochodu. Kiedy znaleźli się już w środku, Wojtek zapiął Małą w foteliku i ruszyli. Rozmawiali o neutralnych sprawach, od czasu do czasu milknąc. Kiedy byli już niedaleko, zadzwonił telefon. Wojtek sięgnął po niego, przełączając się na słuchawkę i odebrał połączenie.
- Hej kochanie – powiedział, a Radek wbił wzrok w okno, starając się wyglądać na niezainteresowanego rozmową. Jego humor prysł, kiedy przed oczami pojawił się obraz partnera jego ukochanego. Widział go raz w życiu i żałował, że w ogóle go spotkał. Nie było mowy, żeby kiedykolwiek zdobył serce Resztki, jeśli miałby rywalizować z modelem. Kidy dowiedział się, że Wojtek nie jest singlem, mocno nim wstrząsnęło. Niestety nie mógł nic na to poradzić. Serce nie sługa.
- W samochodzie. Wiesz już kiedy wracasz? - odezwał się po chwili ciszy. Radek słyszał przytłumiony głos jego rozmówcy, ale nie rozumiał słów. - Znowu? Miałeś być już dwa tygodnie temu. Porozmawiamy później, prowadzę. Pa, ja ciebie też.
Wyraźnie słyszał zdenerwowanie i smutek w głosie mężczyzny. Nie chcąc się wtrącać, dalej wpatrywał się w szybę.
- Przepraszam. - Resztka przetarł oczy gestem wyrażającym zmęczenie. - Trochę dużo się ostatnio dzieje.
- Nie ma sprawy – Radek uśmiechnął się sztucznie. Chciał jak najszybciej znaleźć się poza tym samochodem. - Możesz mnie wysadzić na następnym skrzyżowaniu? Chciałbym jeszcze skoczyć do sklepu.
- Jasne.
W ciszy dojechali do wskazanego miejsca, a Radek wysiadł, dziękując za podwózkę i szybko się żegnając. Skoro już był blisko, zaszedł do sklepu po kilka rzeczy i udał się do domu. Zastał go tam niespodziankę w postaci swojej siostry, która jak zwykle promieniała radością.
- Cześć Młoda, co tu robisz? - uściskał ją, uprzednio odstawiając zakupy na blat.
- Przyszłam zaprosić cię do nas na kolację – oznajmiła, wręczając mu kubek ciepłej herbaty, którą musiała przygotować już wcześniej.
- Jasne, a z jakiej to okazji? - upił łyk i zmrużył oczy z przyjemności. Uwielbiał wszelkiego rodzaju herbaty.
- Rafał chciał, żebyśmy powiedzieli to wspólnie, ale nie mogę tego przed tobą ukrywać. W końcu nam się udało. Jestem w ciąży.
Kiedy to usłyszał, odstawił kubek na blat i z ogromnym uśmiechem, wziął siostrę w ramiona. Okręcił się z nią dookoła i w końcu postawił na ziemi. Dziewczyna, mocno zarumieniona poprawiła rude włosy. Jako bliźnięta byli do siebie bardzo podobni. Te same płomienne włosy, wyraziście zielone oczy i piegi na nosie.
- Gratulacje. Nawet nie wiesz jak się cieszę – ucałował ją w oba policzki i przykucnął, przykładając ucho do jej brzucha.
- Radek, chyba jeszcze trochę za wcześnie – zaśmiała się dziewczyna, nie odpychając go jednak.
- Cii – uciszył ją i pogłaskał dłonią jeszcze płaski brzuch. - Rośnij szybko maleńki. Wujek czeka, żeby móc się z tobą pobawić.
- Nawet nie wiesz, jaki jesteś słodki – dziewczyna poczochrała go po włosach. Jej twarz wprost promieniała szczęściem. - Nie mam pojęcia dlaczego żaden facet jeszcze mi cię nie porwał.
- Nie gadajmy teraz o tym. Będę wujkiem! Natychmiast wychodzimy. Idę ci postawić największą porcję lodów jaką mają w Katarzynce!
- Ale ja...
- Żadnych ale. Daj mi nakarmić siostrzeńca lub siostrzenice! Jak będziesz taka chuda, to dziecko urodzi się za dziesięć lat. Albo z ciebie zostaną same kości. Musisz jeść! Masz ochotę na ogórki? Chyba mam jeszcze jakieś.
Dziewczyna roześmiała się i zgodziła na wizytę w kawiarence, odmawiając jednak ogórków. Pogrążenie w rozmowie przesiedzieli dwie godziny w Katarzynce i spożyli więcej lodów niż kiedykolwiek. W końcu jednak Rafał upomniał się o żonę i musieli się pożegnać.
- Dbaj o siebie! I pamiętaj, u mnie w lodówce zawsze znajdziesz ogórki! - krzyknął Radek na odchodne i z ponownie świetnym humorem, wrócił do mieszkania.

Pozostała część tygodnia i większość następnego minęła Loganowi na ciągłym sprawdzaniu prac. Jakimś cudem został wplątany w organizacje pięćdziesięciolecia szkoły i podejrzewał, że była to zasługa Soni, która została do tego losowana wraz z Ośmiornicą. Jako, że nie chciała cierpieć sama, wkręciła także jego oraz Marka, który podchodził do takich rzeczy z równie wielkim entuzjazmem co Logan.
W związku z tym, że siedział w szkole do późna, zostawało mu naprawdę mało czasu wolnego, w którym musiał jeszcze sprawdzić wszystkie testy, zrobione klasom na rozpoczęcie. A że każda klasa miała inny, nie szło mu zbyt szybko. Dlatego też nie miał czasu spotkać się z Amkiem i Mają, którzy przyjęli to z ulgą, bo jak się dowiedział Logan, także brali udział w pięćdziesięcioleciu. Oczywiście próba przypadała na wtorek, kiedy to mieli się spotkać. Kolejny tydzień jednak minął równie szybko, więc Logan przygotował im naprawdę trudne ćwiczenia. Do konkursu pozostały trzy tygodnie, a oni zrobili tylko to, co obejmowały lekcje w liceum. Słyszał o tym konkursie kilka plotek i podobno był naprawdę trudny. Musieli przerobić jeszcze sporo materiału, by pokonać organizatorów. Szkoła językowa jednak trochę przewyższała poziom zwykłego liceum, ale pokładał naprawdę spore nadzieje w Amku. Praca była indywidualna, ale w pierwszym etapie punty liczono razem, więc nie musieli ćwiczyć rzeczy, które już przerabiali. Liczyli na to, że jak jedno o czymś zapomni, to drugie będzie to pamiętać i na odwrót.
Próby do akademii odbywały się codziennie po lekcjach, więc nie pozostało im nic innego, niż spotkać się jeszcze później. Żadnemu z nich nie uśmiechało się siedzenie w szkole do osiemnastej, szczególnie w piątek, ale mieli dużego wyboru.
Amek i Maja jakoś doczołgali się do klasy od angielskiego i nie zwracając uwagi na to, że w klasie nie ma nauczyciela, usadowili się w pierwszej ławce i siedzieli w ciszy, oszczędzając siły na ćwiczenie z Loganem.
Amek przez przypadek kopnął w coś pod biurkiem i zanim zdążył zobaczyć co to, drzwi od sali otworzyły się, a do środka wpadł spanikowany Logan. Amek wyciągnął nogę z pod biurka i poruszał stopą, bo coś, zapewne sznurówka, zaczęło go uwierać.
- Ratujcie mnie – szepnął Logan, szybko podając im kartki. - Ona tu idzie.
Amek nie mógł powstrzymać uśmiechu. Przez cały tydzień widział jak Kałaput klei się do Logana i jak on usilnie próbuje przed nią uciekać. Nie mógł powiedzieć, że pani Aleksandra była brzydka, bo tak nie było, ale jemu wydawała się całkowicie sztuczna. Nie dość, że tona tapety na twarzy, to jeszcze ten sztucznie milusi głosik, kiedy zwracała się do Logana.
Złapał szybko za kartkę i zaczął mówić, co mu ślina na język przyniosła.
- Ale jeżeli tutaj postawimy trzecią formę, to co z drugą częścią zdania? - powiedział, kiedy tylko drzwi się otworzyły. - W takim wypadku powinniśmy tez pozmieniać to i to, ale w dalszym ciągu nie rozumiem dlaczego. Mógłby mi to pan wytłumaczyć?
- Och, masz teraz zajęcia? - wcięła się blondynka. - Przysiągłbym, że widziałam cię jak skręcałeś w tę stronę.
- Pan Mikulski siedzi z nami od końca próby, więc musiało się pani wydawać – powiedziała przesłodzonym głosem Maja. Artystka nawet nie zwróciła na nią uwagi.
- Skoro tak, to może wypuściłbyś tych biednych uczniów wcześniej i wybralibyśmy się na wczesną kolację?
Logan nie mógł uwierzyć, że jej macki owijają się na nim nawet przy uczniach. Czy ta kobieta nie potrafi zrozumieć żadnej z jego aluzji?
- Przykro mi, ale pan jest umówiony z siostrą Amka, więc nie będzie mógł przyjść – skłamała gładko Maja, a Logan i Amek popatrzyli po sobie. Maja wbiła łokieć w kolano kolegi, sprawiając, że się wyprostował.
- Właśnie Pola mówiła, że będzie czekać u mnie. Naprawdę się cieszyła z tej randki.
- Randki? - Aleksandra spojrzała na Amka z wściekłością. Humor od razu mu się polepszył. Dlatego też nie miał problemów z wymyślaniem dalszych części kłamstwa.
- Tak, swoją drogą, to dobrze, że ponownie się spotkaliście – powiedział już do Logana. - To naprawdę wielki zbieg okoliczności, że odnaleźliście się po tylu latach. Ale w końcu to nic dziwnego. Miłość pokona wszystko, a skoro byliście już zaręczeni...
- Zaręczeni?! Jak śmiałeś nic mi o tym nie powiedzieć?! Najpierw się do mnie kleisz, a teraz się okazuje, że masz jakąś zdzirę na boku? Nie zbliżaj się do mnie więcej! - krzyknęła oburzona i wymaszerowała z klasy.
Trójka znajdująca się w pomieszczeniu milczała, póki dźwięk obcasów stał się niesłyszalny.
- Czy wy też...? - zapytał Logan, unosząc zabawnie brwi. Uczniowie się roześmiali, a on po chwili do nich dołączył.
- Widzieliście jej minę? - zaśmiała się Maja, kiedy już się w miarę uspokoili.
- Ważniejsze jest to, w co wy żeście mnie wkręcili. Od kiedy mam narzeczoną?
- Od kiedy ja mam siostrę? - Amak zmarszczył brwi i uśmiechnął się do anglisty. - Przynajmniej masz wymówkę, może się od ciebie odczepi.
- Tak, tylko, żeby się nie wydało – mrugnął do nich i wygrzebał z torby kartki. - Dobra, dajcie mi te kartki, bo to sprawdziany dla pierwszaków.
- Właśnie trochę mnie zdziwił poziom tych ćwiczeń – zaśmiała się Amek i oddał Loganowi kartki, po czym wziął od niego inne.
- Zrobimy teraz do dwudziestego, resztę skończycie w domu i mi przyniesiecie. Bierzmy się do roboty i skończmy, póki jeszcze jest jasno.
Jak postanowili, tak zrobili, z tym, że kiedy wychodzili ze szkoły, powoli się ściemniało. Zaczynało się już robić zimno, co nie było zbyt dziwne, zważywszy, że wielkimi krokami zbliżał się październik. Za trzy tygodnie, tuż przed akademią na pięćdziesięciolecie miała odbyć się wycieczka integracyjna, nad którą Logan miał sprawować pieczę. Na jego nieszczęście jechała jeszcze pani Kałaput i Eryk, będący dość nieogarniętym chemikiem.
- Chodźcie, podwiozę was – zaproponował Logan, a dwójka uczniów wsiadła do samochodu, chcąc oszczędzić sobie spacerów po zimnie.
- Dzięki. Jakoś nie uśmiechało mi się iść samej po ciemku przez miasto.
- To w sumie moja wina, powinienem się z wami umówić na jakąś wcześniejszą godzinę.
- Przestań, przez tą rocznice, żadne z nas nie ma czasu – wtrącił Amek. Jakoś tak odruchowo wsiadł na miejsce z przodu, tył zostawiając Mai. Dlatego też teraz zobaczył lekki uśmiech na twarzy nauczyciela.
Te dołeczki w jego policzkach fascynowały go od pierwszego razu, gdy je zobaczył. Za każdym razem nie mógł oderwać od nich spojrzenia. Niejednokrotnie Maja zwracała mu na to uwagę. Tym razem jednak mocno uszczypnęła go w bok, robiąc to na tyle dyskretnie, że Logan nie zauważył jaki był powód głośnego "Ała", które wyrwało się Amkowi.
- Coś się stało?
- Nic, nic. Mógłbyś wysadzić mnie za stacją? Muszę skoczyć do cioci po wełnę.
- Po co ci wełna? - zapytali równocześnie, a Maja uniosła ręce w błagalnym geście.
- Naprawdę muszę wam tłumaczyć, do czego służy wełna? Będę robić na drutach. Zima się zbliża. Jak będziecie grzeczni to może wam rękawiczki wydziergam.
Maja wyszła z samochodu, dziękując za podwiezienie i patrząc na Amka znacząco. Kiedy odjeżdżali, jego telefon zawibrował. Na ekranie wyświetliło się imię Mai. Nie gap się. Zarumienił się lekko. Przecież nie było tego aż tak bardzo widać. A nawet jeśli, to przecież patrzenie nie jest niczym złym, prawda? No chyba, że gapisz się na swojego nauczyciela. Wtedy stanowczo jest.
Dalej jechali w względnej ciszy. Z radia leciały jakieś znane kawałki, a Logan nucił je cicho. Amek czuł się lekko skrępowany i starał się w ogóle nie spoglądać na nauczyciela, któremu cisza między nimi zdawała się nie przeszkadzać.
- Co ci jest?
- Hmm? - Amek wyrwany z rozmyślań, przeniósł wzrok na kierownicę.
- Gapisz się w to okno, jakbyś coś nowego tam widział.
- Zamyśliłem się po prostu.
- Czyżbyś się zakochał?
Amek zakrztusił się śliną i odkaszlnął kilka razy. Zakochał? Może i Logan nie był brzydki, a wręcz przeciwnie, ale żeby od razu miał się w nim zakochać? O czym on w ogóle myśli? Przecież Logan jest jego nauczycielem! Nim zdążył odpowiedzieć, Mikulski w przebiegłym uśmiechu ukazał swoje dołeczki. Że też akurat teraz musiał na niego spojrzeć.
- Powiedz, podoba ci się Maja?
Amka na chwilę zatkało. Maja? Wszystko stało się jasne. Logan nie podejrzewał nawet, że jest gejem. Odetchnął z ulgą, co nie uszło uwadze czarnowłosego.
- Nie. Jest naprawdę ładna, ale całkowicie nie w moim typie. Poza tym jesteśmy przyjaciółmi.
- I to są wszystkie powody? - Logan uśmiechnął się złośliwie, nie mogąc sobie odpuścić małej przyjemności płynącej z zawstydzania chłopaka. Domyślał się, dlaczego Maja go nie interesuje. Amek w ogóle nie potrafił się kryć ze swoją orientacją. Nie miał jednak zamiaru uświadamiać mu, że choćby się domyśla, więc szybko dodał: - Nie podoba ci się żadna inna dziewczyna.
Kolejny raz jego tętno zaczynało zwalniać. Dostanie palpitacji serca przy tym facecie.
- Cóż, na razie nikt nie zwrócił mojej uwagi. No, może poza jedną osobą, ale ona jest nieosiągalna – przyznał, chcąc uniknąć podejrzeń. Poza tym była to po części prawda. Logan był przystojny i choćby chciał, nie mógł tak po prostu tego zignorować. Nawet nie wiedział, że kiedykolwiek spotka faceta idealnie w swoim typie. Szkoda tylko, że okazało się, że ten ideał jest jego nauczycielem. Musiał się pilnować, żeby zbyt często o nim nie myśleć. Nic dobrego nie wyszłoby z nieszczęśliwej miłości.
- Próbuj, może się uda. Lepsze to, niż bycie samemu – powiedział Logan, biorąc sobie do serca swoją własną radę. Stanowczo zbyt długo był sam. Coraz częściej brakowało mu kogoś, kto przywitałby go po powrocie do domu i porozmawiałby z nim przed snem. Najbardziej brakowało mu tego głupiego 'dobranoc', którego nie słyszał odkąd stracił brata. Od tamtej pory był sam. Nawet nie myślał o tym, żeby kogoś mieć. Dopiero niedawno zaczął się zastanawiać, czy nie czas, by znaleźć kogoś, z kim mógłby spędzić resztę życia, albo chociaż kilka nocy.
- Jedź – Amek szturchnął nauczyciela, kiedy światło zmieniło się na zielone, a ten dalej nie jechał. - Wiem, że ja się zamyślam, ale wolałbym, żebyś ty za kierownicą tego nie robił.
Logan tylko uśmiechnął się i przejechał kilkaset metrów, by zatrzymać się przed domem Amka. Ten szybko się pożegnał i wysiał, udając pod drzwi.
Kiedy Logan wrócił do domu, było już całkowicie ciemno. Zapalił światła i przygotował sobie prostą kolację. Chwilę później stał pod prysznicem i rozkoszował się gorącym strumieniem wody. Przez cały tydzień nie miał czasu odetchnąć, więc teraz mimo zmęczonych oczu, cieszył się chwilą spokoju. Senność jednak szybko zwyciężyła, więc wyszedł spod prysznica i założywszy tylko bokserki, udał się do sypialni. Jego telefon zawibrował lekko, więc spojrzał na wyświetlacz. Kliknął zieloną słuchawkę, mimo, że nie poznawał numeru.
- Tak, słucham?
- Cześć, tu Amek. Maja przesłała mi twój numer. Chciałem się tylko zapytać o jedną rzecz. Nie przeszkadzam?
- Nie, właśnie się kładę, ale pytaj.
- Dobra. Chodzi mi o zadanie dwudzieste trzecie. To zdanie o Adison i Amandzie. Nie mogę dojść do tego, jaki czas ma tam być użyty. Z jednej strony dałbym tam Present Perfect Continuous, ale coś mi tam nie pasuje.
- I dobrze, że nie, bo byłoby źle. Pamiętasz ten przykład z początku lekcji? Robiliśmy coś podobnego. Tam też zrobiłeś błąd. Chyb coś o zwierzętach tam było.
- Ten o małpach. Aha! Więc dlatego mi się tu mieszało! Już wszystko wiem, dzięki.
- Nie ma sprawy, dzwoń, jakbyś czegoś nie wiedział.
- Okej, resztę sobie zostawię na jutro. Już nie przeszkadzam. Dobranoc – powiedział cicho, a Logan się uśmiechnął. A dopiero co chciał usłyszeć to słowo.
- Dobranoc, Amek.
Rozłączył się i zamknął oczy. Telefon wciąż spoczywał w jego ręce, ale nie miał siły go odłożyć. Nawet się nie zorientował, kiedy sekundy zamieniły się w minuty, a on odpłynął w sen, po raz pierwszy od bardzo dawna bez pomocy tebeltek.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Nie wszystko stracone - Rozdział 2

 Dziękuję za komentarze :) Cieszę się, że Wam się podoba ^.^ 
Co do imion i nazwisk to tak po prostu mi się pojawiły w głowie. Nazwiska Logana nie zmienię, bo jako jedyne ma dla mnie znaczenie. Powiedzmy, że jest uhonorowaniem osoby, którą podziwiam :)
Betowała Margarita :*
Miłego czytania <3


Westchnął i otworzył oczy, rezygnując z dalszego snu. Słońce świeciło mu prosto w oczy, gdyż wieczorem zapomniał zaciągnąć żaluzje. Ciekawe, czemu jego budzik jeszcze nie dzwoni. Sięgnął po telefon i przeklął cicho. No tak, jego też zapomniał nastawić. Na szczęście pozostało mu jeszcze dziesięć minut do wyjścia.
Wstał i szybko wyciągnął z szafy jakieś ubrania. Nienawidził tych spodni, ale trudno. Nie miał czasu, by wybrzydzać. Minutę później był już na dole, w pośpiechu jedząc zostawione przez mamę kanapki. Rodzicielka wyszła jakąś godzinę temu, jak co dzień udając się do pracy. Była pielęgniarką, pracującą w pobliskiej przychodni. Ojciec za to pracował w firmie wykańczającej wnętrza.
Po krótkim pobycie w łazience, złapał za plecak i ruszył w stronę drzwi, wcześniej połknął tabletki, które od pewnego czasu były ważnym elementem jego poranków. Warknął na swoje sznurówki, gdyż jak zwykle, kiedy się spieszył, nie chciały się zawiązać. Spojrzał na zegarek i przeklął. Znów będzie musiał szybko iść. Dobrze, że przystanek znajdował się niedaleko. Otworzył drzwi i wyszedł przez bramkę oddzielającą podwórko od chodnika. Czym prędzej przeszedł przez ulicę i ruszył w stronę przystanku. Trochę szybszy krok niż zazwyczaj na szczęście nie spowodował u niego zadyszki. Los jednak chyba zaczął sobie z niego pogrywać, bo kiedy był jakieś sto metrów od przystanku, autobus wyjechał zza zakrętu. Nie było opcji, by mógł do niego dobiec. Po takim odcinku znów mogłaby powtórzyć się sytuacja z wczoraj. Już miał zrezygnować i wrócić do domu, aby tam poczekać godzinę na następny, gdy nagle koło niego zatrzymał się samochód.
- Historia lubi się powtarzać. – Usłyszał rozbawiony głos. Uśmiechnął się tylko i przytrzymał drzwi, które mężczyzna pchnął od środka. Pokręcił głową i wsiadł do samochodu. Nie mógł przecież odrzucić takiej okazji.
- Dzień dobry – przywitał się i zapiął pas.
- Cześć – odpowiedział mu nauczyciel. - Coś cię te autobusy nie lubią.
- Najwyraźniej czymś im podpadłem. - Uśmiechnął się, zerkając na mężczyznę. Wydawał się być całkiem w porządku, choć w ogóle nie miał tej aury nauczyciela. Czarne włosy, zamiast ułożone w jakiś elegancki sposób, rozrzucone były na różne strony. Chłopak miał wrażenie, że nie tylko on dzisiaj zaspał. Szczególnie, że oczy mężczyzny były lekko podkrążone i co chwile się przymrużały. Najbardziej jednak rozbawiło go coś innego.
- Tylko nie zaśnij przed kierownicą – wyrwało mu się. Na chwilę zapomniał, że rozmawia z nauczycielem. No ale przecież mężczyzna sam chciał, żeby zwracać się do niego normalnie. Ku swojej uldze usłyszał cichy śmiech.
- Wybacz. O północy przypomniałem sobie, że nie sprawdziłem testów, tak więc raczej się nie wyspałem. I oczywiście wyłączyłem nieświadomie budzik. Latałem po mieszkaniu jak głupi.
- Mam być szczery? - Mężczyzna spojrzał na niego, marszcząc brwi, po czym kiwnął głową. - To widać. Szczególnie, że wczoraj nie wyglądałeś jakbyś bał się grzebienia. Te guziki też przydałoby się równo zapiąć.
Mina Mikulskiego sprawiła, że Amadeusz zaczął się głośno śmiać. Logan przekrzywił lusterko i przejrzał się, po chwili do niego dołączając.
- Cieszę się, że nie zdążyłeś na ten autobus. Wyobraź sobie te miny, gdybym tak wszedł do szkoły.
- Nie byłoby tak źle. No może troszkę. W tej fryzurze wyglądasz... - Zamknął usta, gryząc się w język. Cholera, co to miało być? Prawie powiedział nauczycielowi, że wygląda uroczo!
- Wyglądam jak? - dopytał brunet, patrząc na niego przez chwilę.
- Zabawnie. - Amek przełknął ślinę, uśmiechając się. Odetchnął, kiedy mężczyzna odpowiedział tym samym, skupiając się na prowadzeniu.
Zajechali pod szkołę kilka minut później. Amek nie odzywał się zbyt często. Po ich wymianie zdań, pogrążony był we własnych myślach. Dalej nie mógł zrozumieć, jakim cudem prawie wyjawił swoją orientację. Dla niego tajemnicą nie było, że woli mężczyzn, ale inni wcale nie musieli o tym wiedzieć. W sumie tylko kilka osób zdawało sobie z tego sprawę. Więc co było w tym rozczochranym szarookim, że prawie się przed nim wygadał? Przecież zawsze uważał na swoje słowa.
- Wszystko okej? - zapytał Logan, przepinając guziki w koszuli.
- Tak, tak, czemu pytasz? - Popatrzył na niego wyrwany z rozmyślań. Na twarzy mężczyzny zobaczył rozbawiony uśmiech.
- Bo stoimy na parkingu już jakiś czas, a ty się patrzysz w szybę, jakbyśmy dalej jechali.
Amek rozejrzał się i ze zdumieniem spostrzegł, że Logan ma rację! Burknął coś niewyraźnie, podziękował za transport i wysiadł. Logan zrobił to samo, zdążywszy już doprowadzić się do porządku. Chociaż jego włosy chyba wcale nie chciały zmieniać swojego ułożenia, bo tylko trochę się ulizały.
- Nie ma sprawy. Przecież mam po drodze. Nie myślałeś o tym, żeby zrobić sobie prawo jazdy?
- Robiłem, ale choroba mi przerwała. Tak jakoś wyszło, że nie miałem okazji kontynuować. Może niedługo znów spróbuję.
- Na pewno byłoby ci łatwiej. Jeden autobus na godzinę jakoś nie sprzyja podróżowaniu po mieście.
- A żeby pan wiedział. - Weszli już do budynku, więc chłopak powrócił do bardziej formalnego zwrotu. Dzięki Loganowi był jednym z pierwszych uczniów, którzy zjawili się w szkole, ale i tak ktoś mógł usłyszeć ich rozmowę.
- Muszę lecieć. Do zobaczenia na angielskim – powiedział brunet i skręcił do pokoju nauczycielskiego.
Nie mając innego wyjścia Amadeusz udał się pod swoją salę. Jak się okazało, już ktoś tam stał.
- Hej – przywitała się Maja, podchodząc do niego z uśmiechem. Odpowiedział jej tym samym. Mimo, że znał ją jeden dzień, to naprawdę polubił tą małą blondynkę. Od razu złapali wspólny język i coś czuł, że to nie było tylko pierwsze wrażenie.
- Czy mi się wydawało, czy przyjechałeś z Loganem? - zapytała, a on zdziwiony na nią spojrzał.
- Loganem? Czyli naprawdę wszyscy poza szkołą traktują go jak kolegę?
- Tak. To dosyć dziwne, ale sam to zaproponował. Nie odbiegajmy od tematu i mi powiedz, dlaczego on cię przywiózł.
- Autobus mi zwiał, a on mieszka niedaleko i mnie zgarnął z pobocza.
- I tak po prostu cię rozpoznał? Przecież widział cię przez dwie godziny.
- Nie całkiem. Podwiózł mnie też wczoraj. – Dziewczyna spojrzała na niego i uniosła brwi. Zaśmiał się cicho. Chyba znalazł przyjaciółkę. - Nie patrz się tak na mnie.
- Nie patrzę się tak, ale uważaj. O ile się nie mylę, to nie ma dziewczyny, a z jego wyglądem oznacza to, że albo rozrzuca brudne skarpety po całym domu, albo jest gejem.
- A co to ma do mnie? - zapytał. Dziewczyna tylko spojrzała na niego znacząco. Czy ona...?
- Dokładnie. Mnie nie oszukasz. Mój brat jest homoseksualistą – powiedziała, a on rozejrzał się wokół. Nikt nie był na tyle blisko, żeby mógł ich usłyszeć. Nachylił się i z pełną powagą wyszeptał:
- Czytasz w myślach? - Maja spojrzała na niego jak na idiotę i zaczęła się śmiać. Po chwili do niej dołączył.
- Maja?
- Hmm? - Dziewczyna zajęta była szukaniem czegoś w plecaku.
- Nikt o tym nie wie. Czy mogłabyś...?
- Zachować to dla siebie? Nie ma sprawy.
- I naprawdę nie czytasz w myślach? - Ciche parsknięcie spowodowało, że się uśmiechnął. - Tak tylko pytam dla pewności.
- Nie, nie czytam. Po prostu jesteś przewidywalny. A jeśli chcesz, żeby ludzie się nie domyślili, to nie gap się tak na chłopaków.
- Ja się gapię? - Amek spojrzał na nią zdumiony.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Na razie można to wytłumaczyć tym, że jesteś nowy, ale i tak jest to podejrzane.
- Dzięki za radę. Czego ty szukasz w tym plecaku? - Maja wyciągnęła już chyba wszystkie książki jakie przyniosła do szkoły, ale dalej czegoś jej brakowało.
- Szukam... A jest! - Wyciągnęła dotykowy telefon z zawieszką w kształcie jednorożca. Szatyn zaśmiał się na jego widok. - Czego chcesz? Jest słodki, nie podoba ci się?
- Wiesz może i jestem homo, ale jednorożce i tęcze wcale mnie nie kręcą.
- Hahaha – zaśmiała się sztucznie dziewczyna. - Lepiej mi podaj swój numer, matole.
- Matole? Czym ja cię tak uraziłem, co?
- To było takie pieszczotliwe określenie.
- Wiesz, jeszcze wczoraj miałem cię za nieśmiałą i cichą osóbkę – powiedział, odbierając jej telefon i zapisując w niej swój numer.
- Cóż poradzić. Jakoś nie mam ochoty otwierać się na wszystkich. Niektórzy są po prostu irytujący. – Dziewczyna wzięła do ręki swój telefon i zaczęła w nim grzebać.
- To cieszę się, że ja do tej grupy nie należę.
Przed klasą zaczęło pojawiać się coraz więcej osób, aż w końcu zadzwonił dzwonek. Razem z Mają zebrali się z parapetu, na którym siedzieli i stanęli przy drzwiach. Chłopak z ulgą przyjął propozycję wspólnego siedzenia z Mają i po chwili obydwoje znaleźli się w sali geograficznej. Nie były to ulubione zajęcia Amka, przynajmniej w poprzedniej szkole. Nauczyciel jednak okazał się być całkiem w porządku, a on nawet rozumiał treść lekcji, więc nie było najgorzej.
- Pan Kostka jest jednym z fajniejszych nauczycieli. Jak czegoś nie zrozumiesz to możesz przyjść na zajęcia i ci wytłumaczy. W pierwszej klasie do niego chodziłam, bo w gimnazjum prawie niczego nas nie nauczyli.
- Mam podobny problem. Tyle, że zaległości jeszcze z liceum. - Chłopak skrzywił się na wspomnienie lekcji ze starej szkoły. Geografka była naprawdę stuknięta.
- Nie martw się. Nadrobisz.
Poszli na kolejną lekcję, którą okazała się być etyka. Przypominała ona lekcję religii, bo uczniowie w ogóle nie słuchali starszego pana z tytułem magistra. W całkiem dobrych humorach po przegadanej godzinie udali się na boisko, gdzie można było spędzić przerwę śniadaniową.
- Maja! - Amek odwrócił się, słysząc jak ktoś woła jego koleżankę. W ich stronę biegła nieco wyższa od Mai dziewczyna. Włosy miała zafarbowane na czerwono, a w uszach kilka kolczyków. Z tego co zdążył zauważyć Amek, nim rzuciła się na szyję blondynki, nosiła też jaskrawoniebieskie soczewki.
- Dusisz mnie. Puszczaj – zaśmiała się Maja i wyplątała z ramion czerwonowłosej. Ta spojrzała na Amka ze zdziwieniem, posyłając Mai znaczące spojrzenie. Dziewczyna westchnęła i przedstawiła ich sobie.
- Gab, to jest Amek. Amek, poznaj Gabrielę.
- Cześć. Więc to ty jesteś tym tajemniczym chłopakiem. – Uśmiechnęła się dziewczyna i uścisnęła jego rękę.
- Co we mnie takiego tajemniczego to nie mam pojęcia. - odpowiedział szatyn i zaraz po tym został złapany za rękę przez Maję.
- Pogadacie sobie później. Chodźmy wreszcie usiąść, bo głodna jestem. Gab, gdzie masz Pawła? - zagadała, ciągnąć ich do cienia.
- Został na korytarzu. Artystka go złapała i przetrzymuje, próbując zmienić jego podejście do przedmiotu.
- Artystka? - zapytał Amek, siadając na trawie pod drzewem.
- Aleksandra Kałaput. Nasza nauczycielka od zajęć artystycznych. Zobaczysz na następnej lekcji – wyjaśniła Maja, pogrążając się w rozmowie z koleżanką. Widać było, że się dogadują, co było o tyle dziwne, że wyglądały jak swoje przeciwieństwa. Spokojna, zwyczajna dziewczyna, jaką na pierwszy rzut oka była Maja i szalona, rozrywkowa Gabrysia.
Po chwili dziewczyny wciągnęły Amka w rozmowę i skończyło się na tym, że jednak nie zdążyli zjeść. Mimo to w dobrych humorach udali się na lekcje. Gab szybko się pożegnała, a Amek dowiedział się, że jest ona o rok od Mai młodsza, co znaczyło, że od niego o dwa. Był przekonany, że jest na odwrót, ale pozory mylą.
Amek na własnej skórze dowiedział się, dlaczego dziewczyny tak nie lubiły pani Kałaput. Pierwszy rzut oka i już wiedział, że jemu także nie przypadnie do gustu. Jedynym co sprawiło, że nie uciekł z tej sali, kiedy tylko ta jędza zaczęła z nim rozmowę było to, że na następnej lekcji miał angielski. Nie rozumiał jakim cudem mogła mieć taki talent plastyczny i wokalny. Musiał przyznać, że w swoim zawodzie była całkiem dobra, jednak wyczuwał w niej stereotyp pustej barbie. A takie osoby były jego zdaniem najgorsze.
Z ulgą wyszedł z klasy, kiedy tylko zabrzmiał dzwonek. Nie mógł uwierzyć, że w tej szkole jest nauczycielka, która z tak widoczną pogardą patrzyła na uczniów. Oczywiście nie wszystkich, ale on chyba w szczególności nie przypadł jej do gustu.
- Co to było? - Odetchnął z ulgą, kiedy w ciszy pokonali drogę do sali językowej.
- Witaj w moim świecie. Ta baba nie cierpi mnie od samego początku i nie ma to nic wspólnego z przedmiotem. W zeszłym roku wygrałam konkurs plastyczny, a ona w zamian wlepiła mi pałę za nie przyniesienie projektu. Jak miałam go przynieść, skoro byłam na rozdaniu nagród?
- Widzę, że nie lubisz jej tak jak i ja. – zaśmiał się Amek. - Cieszmy się, że to tylko jedna lekcja w tygodniu.
- Nie ważne.
Pogadali jeszcze przez chwilę, jednak jako, że przerwa była pięciominutowa, szybko zastał ich dzwonek. Weszli do klasy, a Amek mimowolnie uśmiechnął się do nauczyciela.
- Cześć wam – szepnął do niego i Mai, po czym przywitał się formalnie z klasą. Wyglądało to tak konspiracyjnie, że obydwoje nie mogli powstrzymać śmiechu. Na szczęście reszta uczniów jeszcze też się nie uspokoiła.

* * *
- Cicho tam – powiedział Logan do klasy, zerkając na Amka. Chłopak dalej się uśmiechał, a nauczyciel miał ochotę odpowiedzieć tym samym. Na policzkach szatyna pojawiały się dołeczki, kiedy tylko wyginał wargi w uśmiechu.
Otrząsnął się z tych myśli. Skąd niby wiedział o tych dołeczkach? Czyżby wcześniej mu się przyglądał? Odrzucił te myśli od siebie i skupił się na prowadzeniu zajęć. Tak jak zwykle to robił, pod koniec lekcji rozdał uczniom zadania. Na koniec semestru przeglądał prace i dawał kilka ocen uczniom, którym stopnie się wahały. Posłał kartki klasie, omijając jednak zdezorientowaną dwójkę z pierwszej ławki. Nakazał reszcie pracować, po czym usiadł i zaczął grzebać w biurku.
- Proszę pana, jeszcze my. – szepnęła Maja, uśmiechając się do Logana. Ten tylko uniósł do góry palec, każąc jej czekać, po czym z szuflady wyjął zieloną teczkę.
- Dla was mam coś innego. – Popatrzył na nich mrużąc oczy. Automatycznie Amek także to zrobił, dzięki czemu nauczyciel mógł dostrzec wyzwanie w brązowych oczach. Zobaczył też coś, czego nigdy by się nie spodziewał. Znał to coś i lekko zszokowany, nie mógł oderwać od niego oczu. Spojrzenie, jakim obdarzył go chłopak wyrażało zainteresowanie i to nie tylko przedmiotem.
Odchrząknął. Przecież mógł się mylić. Znał tego chłopaka trochę ponad dobę. Wręczył im kartki z trudniejszymi zadaniami.
Nie minęło jednak kilka minut, a zobaczył jak ktoś podsuwa mu kartkę przed nos. Szybciej niż wczoraj?
- Skończyłeś? - zapytał, ponownie spoglądając w oczy chłopaka. Ten uśmiechnął się i kiwnął głową. Dalej jednak spoglądał na Logana, który usiłował to zignorować i skupić się na sprawdzaniu kartki. Maja szturchnęła łokciem Amka, mówiąc "nie gap się tak" i pewnie myśląc, że Logan jej nie słyszy. Mimowolnie się uśmiechnął, po czym spojrzał na nich. Amek patrzył gdzieś za okno, a jego policzki pokryte były intensywną czerwienią.
Wrócił do poprawiania pracy, z zapałem szukając błędów, których nie było wiele. Trzy mało ważne pomyłki wcale nie obniżały poziomu wiedzy chłopaka. Oddał szatynowi pracę i patrzył jak chłopak usiłuje poprawić swój błąd. Coś mu chyba nie pasowało, bo poprawiwszy dwie pomyłki, wstał i podszedł to niego, pokazując kartkę.
- Nie rozumiem. Wiem, że to jest źle, ale naprawdę nie mogę znaleźć nic, co by mi nie pasowało – powiedział cicho, stając obok Logana i pokazując mu miejsce.
- Bo jeśli czytasz to na głos to pasuje. Dla wszystkich byłoby zrozumiałe, ale nie możesz tak napisać. To słowo używane jest tylko w języku potocznym.
Chłopaka chyba olśniło, bo pochylił się nad biurkiem i ołówkiem skreślił słowo, aby napisać kolejne. Mikulski spojrzał mu przez ramię, po czym uśmiechnął się, kiwając głową. Amek wrócił na swoje miejsce i zaczął coś cicho tłumaczyć Mai, która chyba sobie z czymś nie radziła. Uciszył innych uczniów, którzy nie rozmawiali na tematy związane z lekcją i czekał na dzwonek. Ten rozbrzmiał po kilku minutach, dając uczniom upragnioną, piętnastominutową przerwę.
Amek i Maja zostali jako ostatni. Dziewczyna oddała Loganowi swoją kartkę, a Amek zaczął zbierać te pozostawione przez kolegów na ławkach. Zaskoczyło to mile nauczyciela, bo przecież o nic nie prosił. Kiedy wszystkie prace leżały na jego biurku, chłopak oparł się o swoją ławkę.
- Myślałem nad tym, kiedy moglibyśmy się spotykać. Pasowałby wam poniedziałek na siódmej lekcji? - Spojrzał na Amka, który kiwnął głową, a następnie przeniósł wzrok na Maję, która z niemrawą miną spoglądała na nich obu.
- Ja nie mogę. W poniedziałki są próby orkiestry. - Logan spojrzał na nią zdziwiony.
- Grasz na czymś? – zapytał równocześnie z Amkiem.
- Na flecie.
- Nie wiedziałem. - Logan przyjrzał się swojemu podziałowi godzin. - To co powiecie na wtorek o piętnastej?
- Mamy wtedy w-f, o ile się nie mylę – odpowiedziała Maja, szukajac w pamięci planu lekcji. - Myślę, że pani Wrona mogłaby mnie zwolnić z lekcji. Ostatnio miałam małą kontuzję, więc i tak na razie nie ćwiczę.
- Ja mam czas – powiedział szatyn, a Logan kiwnął głową.
- Więc uzgodnione. Porozmawiam z panią Wroną, a wy idźcie na lekcje. Kończycie za godzinę?
- Tak, po historii.
Po krótkim pożegnaniu uczniowie poszli w swoją stronę, a on skierował się do pokoju nauczycielskiego. Już skończył zajęcia na dzisiaj, więc nigdzie mu się nie spieszyło. Ktoś go zawołał, więc spojrzał w kierunku wnęki, w której znajdowała się sala biologiczna. Uśmiechnął się, widząc młodego nauczyciela idącego w jego stronę.
- Radek, już wróciłeś? - Podał mu dłoń, a drobniejszy mężczyzna ją uścisnął. Był od niego kilkanaście centymetrów niższy, miał rude włosy i kilka piegów na nosie. Do tego szczupła sylwetka i zielone oczy, które odejmowały mu lat.
- Tak. Wczoraj na konferencji udało nam się sporo załatwić i dzisiaj nie było mnie tylko na dwóch lekcjach. Idziesz do pokoju?
- Ty też?
- Taa, koniecznie muszę napić się kawy.
- Ty? Wydawało mi się, że jej nie cierpisz.
- Bo nie cierpię, ale na poprzedniej lekcji trochę mi się przysnęło i uczniowie budzili mnie wskaźnikiem – zaśmiał się sam z siebie, co udzieliło się także Loganowi.
- To się nie dziwie, że chcesz tę kawę. Resztka był z wami na konferencji?
- Nie. Podobno wziął wolne, żeby zabrać małą do lekarza. Dzisiaj widziałem jak z samego rana zamykał się w gabinecie. Wyglądało to trochę dziwnie.
- Co jak co, ale on łatwo nie ma. Zajmować się takim małym dzieckiem. Jak ona się nazywała?
- Madzia – odparł biolog bez chwili wahania. Logan zauważył, że nieco posmutniał. Od jakiegoś czasu, kiedy tylko wspominał o wice dyrektorze, Radek jakoś markotniał.
- Wszystko w porządku? - Rudzielec tylko sztucznie się uśmiechnął i pokiwał głową. Nie zdążył go dopytać, bo drzwi od gabinetu Resztki otworzyły się. Mężczyzna rozejrzał się dookoła i dostrzegłszy ich, skinął głową. Wyglądał na zdenerwowanego. W końcu westchnął i zawołał Świerka.
- Radek, chodź na chwilę. Masz teraz okienko, prawda?
- Tak. Coś się stało? - Logan zauważył, że biolog stara się nie patrzeć wprost na dyrektora i coś mu w tym wszystkim nie pasowało. Chyba musiał poważnie porozmawiać z przyjacielem.
Jako, że został sam, ponieważ Radek wszedł do gabinetu za dyrektorem, udał się do pokoju, gdzie w spokoju mógł napić się kawy. Na jutrzejszej godzinie wychowawczej musiał powiedzieć uczniom o wycieczce, którą razem z dyrektorką zaplanował pierwszego dnia szkoły. Wszystkie klasy trzecie w jednym ośrodku zapowiadały się być totalną masakrą, ale on się tym nie przejmował. Po co się martwić czymś, na co nie miał wpływu? Choćby truł im o regulaminie na każdej lekcji, oni i tak przemycą alkohol i będą się wymykać z pokoi. Chodziło tylko o to, żeby nie zrobili nic głupiego, czyli przede wszystkim – zero seksu. Wycieczka miała się odbyć za miesiąc, na początku października. Po kłótni przy wyborze miejsca, stanęło na wyjeździe w góry. Zakopane cieszyło się dobrą opinią, a gorące źródła i narty były idealnym kompromisem. Problemem była tylko nieprzewidywalna pogoda, ale mieli nadzieję, że akurat im się uda. Dodatkowo zaplanował zajęcia z osobami z różnych krajów, więc nie obejdzie się bez edukacji.
Spojrzał na zegar i umył kubek, postanawiając wcześniej wrócić do domu. Nie było sensu siedzieć tu, skoro i tak jest sam.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Nie wszystko stracone - Rozdział 1

Dziękuję za komentarze :) Może i to opowiadanie nie będzie tak zaskakujące jak poprzednie, ale postaram się nie być zbyt przewidywalna ^.^ Cieszę się, że spodobał Wam się prolog :) 
Wielkie dzięki dla Margarity, która betuje opowiadanie :*
Miłego czytania!
PS: Kocham Was <3

Westchnął, pocierając dłonią oczy. Od dwóch godzin siedział i poprawiał pierwsze w tym roku sprawdziany swoich uczniów. Wynikało z nich, że przez wakacje w jego klasie pojawiło się znacznie więcej idiotów niż zazwyczaj. Dopiero trzeci dzień szkoły, a on już rozpaczał nad wynikami egzaminów, które miały odbyć się za dziewięć miesięcy.
Bycie nauczycielem języka angielskiego było nie lada wyzwaniem w jednej z polskich szkół. On sam mimo wszystko uwielbiał to robić. Pozwalało mu to wrócić do czasów, gdy mieszkał z rodziną w Ameryce. Kiedy jeszcze w ogóle miał rodzinę.
Logan Mikulski był w połowie Polakiem. Jego ojciec wyjechał do Ameryki w poszukiwaniu swojego miejsca i tam je znalazł. W ramionach Emmy Wilson, która skutecznie powstrzymała go przed dalszą podróżą i jakimś cudem sprawiła, że dobrowolnie dał się związać węzłem małżeńskim. Tak też na świat przyszedł on, a siedem lat później także jego brat.
Zawsze byli kochającą się, normalną rodziną. Oczywiście były kłótnie i spory, ale zawsze szybko się kończyły, a oni powracali do szczęśliwego życia. Do czasu. Kiedy Logan miał dziewiętnaście lat, do drzwi domu zapukał policjant, który oznajmił mu, że jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym, mającym miejsce zaledwie kilkaset metrów od ich domu.
Matka nie miała zbyt dużej rodziny. Jedyny wuj, niepełnosprawny z powodu wypadku przy pracy, pomagał im jak mógł. Załatwił Loganowi pracę i pomógł w zdobyciu praw do opieki nad bratem. Zostawał z nim, kiedy on najpierw szedł do szkoły, a później biegł do baru, by zdobyć pieniądze na utrzymanie najbliżej mu osoby. W ten sposób chłopak zdobył wykształcenie i kiedy wuj zmarł z powodu powikłań po zapaleniu płuc, sprzedał dom, który był za duży dla dwóch osób, po czym zabrał wszystkie rzeczy i razem z bratem przyleciał do Polski - kraju, który zawsze pozostawał w sercu staruszka. Niestety ojciec nigdy nie miał pieniędzy na zabranie ich wszystkich do swojej ojczyzny, więc Logan nie poznał żadnych jego bliskich. Kiedy został sam, wielokrotnie szukał krewnych ojca, ale niestety nikogo nie udało mu się znaleźć.
Przebywając już w Polsce, kupili mieszkanie i żyli na oszczędnościach, póki Loganowi nie udało się znaleźć pracy. Will poszedł do szkoły i wszystko zaczęło się powoli układać. Radzili sobie we dwójkę, będąc nie tylko braćmi, ale też przyjaciółmi. Aż do pewnego dnia, kiedy na własne oczy ujrzał, jak William biegnie w jego stronę, machając na przywitanie, a zza zakrętu wyjeżdża pędzący samochód.
Tamtego dnia jego serce pękło po raz kolejny, poszerzając dziurę, która powstała po śmierci rodziców.
Od tamtej pory Logan skupił się na pracy. Jego życie polegało na wstawaniu rano, siedzeniu w szkole przez dziewięć godzin, wbijaniu do głów licealistów choć kawałka wiedzy i kontynuowaniu pracy w domu. Wymyślał coraz to nowsze testy, tematy zajęć, organizował warsztaty i korepetycje. Robił wszystko, by nie siedzieć samemu w domu. Za miesiąc minie rok od tamtego wydarzenia, a pokój Williama nadal wyglądał tak, jak rok temu. Nie chciał na nowo otworzyć rany, która dopiero zaczynała się goić. Cóż, za dużo powiedziane. Ona dopiero przestała krwawić. Nie miał sił zrobić nic, oprócz wycierania tam kurzu od czasu do czasu. A każda wizyta w tym pomieszczeniu skutkowała okropnym kacem następnego dnia.
Ponownie westchnął, zbierajac porozrzucane po biurku testy. Ułożył je klasami i schował część do teczki. Resztę postanowił sprawdzić jutro, bo w końcu nic lepszego do roboty nie miał.
Poszedł do kuchni i zagrzał sobie mleka. Zawsze pili je z Willem, przed tym jak kładli się spać. Poszedł do sypialni i chwycił za tabletki, które zawsze stały przy łóżku. Choćby nie spał przez tydzień i tak bez nich nie zmrużyłby oka. Wziąwszy dwie, położył się, starając o niczym nie myśleć. Długo jeszcze przewracał się z boku na bok, aż w końcu tabletki zaczęły działać. Zamknął zmęczone oczy i odpłynął do krainy snów, jak co dzień mając nadzieję, że choć przez chwilę wróci do swojej rodziny.

Wysoki mężczyzna o czarnych jak noc włosach, które wypadałoby już skrócić, szedł opustoszałymi korytarzami. Jego szare oczy ślizgały się po antyramach, które, odkąd zaczął tu pracować, zdobiły jasnopomarańczowe ściany. Jak zwykle w pokoju nauczycielskim zjawił się jako pierwszy. Od razu wstawił wodę do czajnika elektrycznego. Wyciągnął stojące w szafce kubki i nasypał do każdego odpowiednią ilość i rodzaj kawy. Oprócz niego tylko dwie osoby piły poranną kawę w szkole, więc nie miał problemu z zapamiętaniem jaką preferują.
O wpół do ósmej zalał napoje wrzątkiem i dolewając sobie mleka do gorzkiej kawy, usiadł na fotelu. Trzy... Dwa... Jeden.
- Logan! Nie uwierzysz, co się stało! - Do pokoju wpadła jego najbliższa koleżanka, którą śmiało mógł nazwać przyjaciółką. Była ona szatynką z pasemkami w różnych kolorach brązu i żółci. Sonia Płatek była dosyć niska, przez co prawie nie było jej widać pośród tłumu licealistów. Gdyby nie założyła nieodłącznych obcasów, nawet on ze swoim wzrostem by jej nie dostrzegł. A metr dziewięćdziesiąt to wcale nie było mało.
- Tak, tak, zaraz mi powiesz, ale najpierw idź ściągnij tę reklamówkę, którą przywlokłaś tu pewnie sprzed swojego domu – powiedział rozbawiony, wskazując na kawałek zrywki, który nabił się na jej szpilkę. Kobieta westchnęła i pozbyła się plastiku.
- To wyjaśnia dlaczego ludzie się tak dziwnie na mnie patrzyli. A już myślałam, że pomalowałam tylko jedno oko – zaśmiała się kobieta.
Była dwa lata starsza od niego, ale zachowaniem nie różniła się zbytnio od swoich uczniów. Można rzec, że nawet niektórych przebijała. Wiecznie zakręcona, rozgadana i śmiejąca się ze wszystkiego, ale potrafiąca dostrzec smutek i rozgoryczenie nawet pomimo maski. Kiedy się poznali, powiedziała do niego coś, co mocno utkwiło mu w pamięci. "Chciałabym, żebyś się uśmiechnął. Nie tak jak teraz, ale tak od serca. Pamiętaj o tym, co cię spotkało, ale żyj dalej". Znali się wtedy zaledwie godzinę, a ona przejrzała go na wylot i pocieszyła, nawet nie wiedząc, co jest powodem jego smutku.
- Wracając do tematu, to nie uwierzysz co się stało! Widziałam dzisiaj rano Eryka. Szedł razem z Ośmiornicą na przystanek, co jest o tyle dziwne, że mieszka na drugim końcu miasta.
- Myślisz, że oni.. no wiesz? - zapytał Logan unosząc brwi.
- Myślę, że nasza Ośmiornica i wokół niego owinęła swoje macki – skrzywiła się na wspomnienie koleżanki z pracy. - Swoją drogą zaraz powinna tu być.
Kiedy wypowiedziała te słowa, do sali weszła nauczycielka zajęć artystycznych. Jak zwykle jej blond włosy były idealnie ułożone, ciuchy pasowały do siebie pod każdym względem, a twarz pokryta była grubą warstwą makijażu, z pod której nie wystawał nawet maleńki fragment skóry. Kiedy tylko go zobaczyła, zignorowała wchodzącego za nią chemika, z którym widocznie spędziła noc, zamrugała zalotnie i ruszyła w jego kierunku.
- Ocho, uważaj na przyssawki – szepnęła Sonia, łapiąc za swój kubek z kawą i uciekając w stronę nauczyciela geografii, który właśnie wszedł do pokoju.
- Cześć Logaan – przedłużyła samogłoskę, zapewne chcąc go tym zauroczyć. On tylko parsknął w myślach. Żadne damskie zagrywki na niego nie działały. Szkoda, że ta tutaj nie mogła tego pojąć.
- Cześć. – Z grzeczności odpowiedział, jednak nie miał zamiaru prowadzić z nią rozmowy. Okazywał to całym sobą. Szkoda tylko, że komunikacja niewerbalna była dla tej istoty czymś zupełnie nieznanym.
- Tak sobie pomyślałam, że może wyszlibyśmy gdzieś dzisiaj po pracy. Znam bardzo dobrą włoską restaurację.
- Niestety nie mam czasu – powiedział, wkładając ogromną ilość sarkazmu w pierwsze słowo. Jednak Aleksandra Kałaput zdawała się tego nie zauważać.
- Mikulski! Miałeś mi dać tę mapę, pamiętasz? - Spojrzał lekko zdziwiony w stronę geografa, ale później dostrzegł obok Sonię, która patrzyła na niego porozumiewawczo. Normalnie kochał tę kobietę.
- Tak, tak, przyniosę ci ją do klasy. Wybacz, ale muszę iść - powiedział i odkładając pusty kubek do zlewu, ruszył do drzwi. Sonia udała się za nim, podobnie jak Marek Kostka, wspomniany nauczyciel geografii i druga osoba, której codziennie rano robił kawę. Będąc już za drzwiami odetchnął z ulgą. - Dzięki za ratunek.
- Nie ma sprawy. Za kawę ci się należał - zaśmiał się Marek. Był on jakieś dziesięć centymetrów niższym od niego szatynem.
Idąc, Logan słuchał jak Sonia informuje kolegę o poczynaniach pani Ośmiornicy. Nazywali ją tak, od kiedy Mikulski pierwszy raz ją spotkał, a ona cały czas się do niego kleiła. Cudem uratowała go nieznajoma, którą była Sonia. Zażartowała wtedy, żeby uważał, bo pani Kałaput niczym ośmiornica owija macki wokół ofiar. Od razu ją polubił, podobnie jak Marka, którego mu przedstawiła. Z racji tego, że był nowy, zakolegował się także z innym nowym nauczycielem. Był to biolog, który rozpoczynał dopiero swoją pracę, a co za tym idzie, był świeżo po studiach. Radek Świerk także wpasował się do ich grupy.
Można powiedzieć, że zazwyczaj trzymali się w czwórkę. Czasami jeszcze dołączał do nich wicedyrektor, jednak zazwyczaj miał zbyt dużo roboty, by choćby wyjść z nimi na drinka. Rozumieli to, szczególnie, że w wakacje przejął opiekę nad półroczną siostrzenicą. Nikt do końca nie wiedział dlaczego, ale nie dociekali. Matka dziewczynki zmarła zaraz po porodzie, a ojciec opiekował się nią samotnie, lecz z niewiadomych przyczyn pod koniec roku szkolnego dziecko trafiło do wujka.
- Logan, tak w ogóle to wiesz, że masz nowego ucznia w klasie?
- I czemu jak zwykle dowiaduję się o tym ostatni? - westchnął cierpiętniczo. Będzie musiał iść skserować karty pracy, chyba, że ktoś raczy nie przyjść. Najwyżej wyśle kogoś na początku lekcji.
- Nie marudź. Dyrektorka złapała mnie jak już cię nie było i kazała przekazać.
- I nie mogłaś zadzwonić?
- Jakoś mi to wyleciało z głowy. - Kobieta podrapała się po karku, uśmiechając się przepraszająco. - W każdym razie chłopak jest o rok starszy. Podobno bardzo chorował i dlatego opuścił szkołę. Jego wyniki były raczej przeciętne, ale tu się ucieszysz. Był laureatem jakiejś ważnej olimpiady z angielskiego.
- Powiesz mi wreszcie jak się nazywa?
- Amadeusz Sęk, o ile się nie mylę.
- Dzięki. Będę leciał. Muszę włączyć ten cholerny komputer. Kiedy w końcu kupią nam nowy sprzęt?
- Niestety nie w najbliższym czasie. Ośmiornica zagarnęła kasę na jakieś sztalugi i materiały do kostiumów.
- To sobie jeszcze trochę poczekamy – westchnął i odszedł w stronę swojej sali. Nie żegnał się z resztą, bo zapewne zobaczą się na następnej przerwie. Obrócił się jeszcze, by zobaczyć, jak Marek uśmiecha się szeroko do Sonii. Już od jakiegoś czasu miał wrażenie, że tych dwoje krąży wokół siebie. Musi w końcu pogadać o tym z Lili, jak często nazywał panią Płatek. Ona wprost tego nie cierpiała.
Kiedy w końcu ten stary grat się uruchomił, było już po pierwszym dzwonku, a co za tym idzie, uczniowie stali pod klasą, chcąc jak najbardziej wydłużyć przerwę. Kiedy jednak zabrzmiał drugi dzwonek, chcąc, nie chcąc, musieli wejść do klasy. Logan zauważył nowego ucznia, wchodzącego na szarym końcu. Był dosyć wysoki, miał może sto osiemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, ciemno brązowe włosy i nieco jaśniejsze oczy. Nauczyciel uśmiechnął się, dostrzegając obok niego drobną dziewczynę. Maja była naprawdę sympatyczną, choć trochę nieśmiałą osobą. Młody ma szczęście, bo widać było, że go polubiła. Jest zatem w dobrych rękach.
Maja jak zwykle na jego lekcjach usiała w pierwszej ławce przed biurkiem, a Amadeusz podążył za nią, siadając tuż obok. Logan przywitał się z klasą i zaczął sprawdzać obecność na tym złomie. Niestety, mimo, że posiadał swojego laptopa, to tę czynność musiał wykonać na tym starym pudle. Zanim pomyśleli o elektrycznych dziennikach, mogliby kupić nowe komputery. Na szczęście prezentacje i wszystko inne miał zapisane u siebie.
- Amek, posiadasz już książkę? - zapytał cicho, a chłopak spojrzał na niego zdziwiony.
- Tak, tak, wszystko mam.
- To dobrze. Zostań chwilę po lekcji, jeśli możesz.
Po tych słowach zaczął prowadzić normalną lekcję. Po przerobieniu całego materiału, jaki miał zaplanowany, rozdał karty pracy. Kilku osób nie było, więc nie musiał wysyłać nikogo by je skserować. Polecił uczniom robić zadania i zastrzegł przy tym, że jeżeli ktoś zrobi to na odwal się, to oceni kilka przypadkowych prac. W jego klasie nie było osób, które nie potrafiłyby rozwiązać tych kart pracy, choć nie były one zbyt proste. W końcu to klasa językowa, więc niech się wysilą. Dla utrudnienia wplótł w zadania kilka pułapek, na których zawsze większość lub wszyscy się potykali.
Do dzwonka zostało dziesięć minut, kiedy pierwsza kartka wylądowała na jego biurku. Ku jego zdziwieniu należała ona do nowego ucznia.
- Jesteś pewny? - Uniósł brew, uśmiechając się krzywo. Zwykle po tym uczniowie zabierali kartki, żeby jeszcze raz je przejrzeć. Amek jednak tylko wzruszył ramionami i delikatnie się uśmiechnął. Logan zobaczył w jego oczach iskierkę wyzwania i prawdę mówiąc, zaczął go ten chłopak intrygować. Albo był zbyt pewny siebie, albo bardzo dobry z angielskiego.
- Ja też już skończyłam, proszę pana. - Maja uśmiechnęła się.
- Po tobie to się akurat tego spodziewałem – odpowiedział uśmiechem i wziął do ręki karty pracy. Część testową sprawdził równocześnie na obu kartkach. Uśmiechnął się, nie znajdując żadnego błędu. Wygląda na to, że zyskał naprawdę dobrego ucznia.
Kontynuował sprawdzanie, znajdując kilka drobnych błędów u Mai. Złapała się w jedną pułapkę, ale reszta błędów zrobiona była raczej przez pośpiech i nieuwagę. Zjedzenie literki nie było dla niego błędem i uczniom także je darował. Chyba, że ktoś to robił notorycznie. Zaskoczeniem dla niego była jednak druga z prac. Prawie idealna. Oprócz jednego słowa, które sam zastąpiłby innym. Nakreślił ołówkiem kilka słów i oddał prace uczniom. Nie chciał przeszkadzać klasie. Zawsze tak robił. Zaznaczał tylko obszar, w którym uczniowie sami znajdywali swoje błędy.
Patrzył jak Amek czyta jego podpowiedź i po chwili klepie się w czoło. Skreślił słowo, dopisał coś i z powrotem oddał mu kartkę, patrząc na niego pytająco. Nauczyciel uśmiechnął się, widząc poprawną odpowiedź. Niedługo pobliska szkoła organizuje konkurs i chyba właśnie znalazł osobnika, który weźmie w nim udział.
Kiedy zabrzmiał dzwonek, uczniowie szybko się ulotnili. Nie licząc dwójki z pierwszej ławki. Maja już chciała ich zostawić, ale Logan poprosił, żeby została.
- W ósemce niedługo będzie organizowany konkurs z angielskiego i chciałem się was zapytać, czy wzięlibyście udział? Z innych klas trzecich raczej nikt nie będzie chętny, a potrzebujemy do tego dwuosobowego zespołu. Amadeuszu, wiem, że jesteś nowy, ale dowiodłeś, że zaległości raczej nie masz. Nagrody są naprawdę fajne, a konkurs przyda się wam na świadectwie. W klasie trzeciej mogę go wziąć pod uwagę, jeżeli chcielibyście mieć szóstki na koniec.
Maja uśmiechnęła się szeroko i od razu zaczęła kiwać głową jak szalona, na co Amek spojrzał na nauczyciela z przerażeniem w oczach. "Czy ona tak zawsze?", zdawały się pytać jego oczy. Logan uśmiechnął się rozbawiony. Coś czuł, że ta dwójka naprawdę będzie jego ulubieńcami.
- Dobrze Maju. Wiem, że jesteś chętna, tylko przestań kręcić tą głową, bo zaraz coś ci strzeli. - Miał ochotę poczochrać ją po głowie, ale niestety w szkole musiał ograniczyć takie gesty. Zwrócił się więc do drugiego ucznia. - A ty?
- Jasne. To może być fajna zabawa. I gdyby pan mógł nie używać mojego pełnego imienia, to byłbym wdzięczny – powiedział, śmiesznie marszcząc nos. Logan po raz kolejny nie mógł powstrzymać uśmiechu.
- Nie ma sprawy. W takim razie postaram się znaleźć jakiś dzień, w którym moglibyśmy się spotkać i poćwiczyć. A teraz lećcie, bo zastanie nas tu dzwo…- W tym momencie rozległ się pierwszy dzwonek, wołający uczniów na lekcje.
Wszyscy troje zaczęli się śmiać. Maja, wraz z nowym kolegą, pożegnali się i wyszli z klasy, a Logan, dalej się uśmiechając, zaczął sprawdzać prace reszty uczniów. Miał teraz okienko, więc spokojnie zdąży to zrobić i wypić jakąś herbatę.
Wychodząc ze szkoły westchnął żałośnie. Chociaż ten dzień zaczął się przyjemnie, to kolejne lekcje już takie nie były. Klasa sportowa denerwowała go niemiłosiernie, choć jakoś sobie z nią radził. W dodatku Ośmiornica przyczepiła się do niego na najdłuższej przerwie i miał wrażenie, że zamierzała go zgwałcić na korytarzu pełnym licealistów. Okazało się też, że Radek musiał jechać z dyrektorką na jakąś konferencję, a on przejął jego lekcje. Co prawda dzięki temu Maja i Amek znów trochę go rozweselili, ale dwie klasy w jednaj sali na wolnej lekcji, to najgorszy koszmar każdego pedagoga. Mimo wszystko wolałby zostać w szkole, niż jechać do pustego domu. Niestety już i tak został godzinę dłużej.
Wsiadł do swojego samochodu i powoli wyjechał z parkingu. Dojeżdżał właśnie do pobliskiego przystanku, kiedy dostrzegł chłopaka, szybkim krokiem zmierzającego w stronę autobusu. Ten jednak szybko odjechał, a szatyn oparł się o barierkę, ciężko oddychając. Logan zajechał na przystanek, chcąc dowiedzieć się, czy nic mu nie jest. Wyglądał naprawdę blado.
Kiedy wysiadł, uświadomił sobie, że przecież zna tego chłopaka. Podszedł do Amka, kładąc mu rękę na ramieniu.
- Wszystko w porządku?
- Tak, tak. Chwilkę – powiedział jego uczeń, starając się oddychać powoli. Wyglądało, jakby sprawiało mu to dużą trudność. W końcu po minucie, trochę się uspokoił.
- Lepiej? Chcesz wody? - Kiedy chłopak skinął głową, Logan podszedł do auta i wyjął z niego butelkę wody. Podał ją Amkowi, na co ten podziękował i wypił trochę. Kiedy wróciło mu trochę kolorków, Logan zadał nurtujące go pytanie. - Czemu nie jesteś na lekcjach? Coś ci się stało?
- Nie. Po prostu mamy teraz wychowanie fizyczne. Jestem zwolniony z tych lekcji. Miałem operacje i jak pan widział, nie mogę się męczyć. Nawet jeśli zwieje mi autobus kursujący co godzinę. – Chłopak uśmiechnął się krzywo i podrapał po głowie. - Naprawdę nic mi nie jest. Przepraszam za kłopot.
- Żaden kłopot. Mam zamiar odwieźć cię do domu. Jeśli chciałeś jechać dziewiętnastką, to mieszkasz w mojej okolicy, a w tym stanie nie mam zamiaru cię puścić samego.
- Nie trzeba, naprawdę. Poczekam na kolejny autobus.
- Będziesz tu siedział przez godzinę? Zaraz chyba zacznie padać.
Amadeusz spojrzał na niebo, a później na nauczyciela. W tym momencie w oddali błysnęła pierwsza błyskawica.
- Wsiadaj. – Logan uśmiechnął się, widząc minę chłopaka. On też nie lubił moknąć. Amek westchnął i ponownie przeprosił za sprawianie problemów, po czym usiadł na miejscu pasażera. Mikulski usiadł za kierownicą, odpalając samochód. Odjechał w idealnym momencie, bo jakiś autobus właśnie skręcał na przystanek.
- Często nie możesz złapać oddechu? - zapytał brunet, chcąc uniknąć niezręcznej ciszy.
- Tylko jeśli zbyt szybko idę, a o bieganiu nawet nie wspomnę. Ze szkoły na przystanek jest kawałek, więc chciałem iść szybciej, żeby zdążyć na autobus. Powiedzmy, że jestem trochę niecierpliwy – zaśmiał się zakłopotany. - Dziękuję panu za podwiezienie. Nie wiem jak bym tam wytrzymał.
- Nie ma sprawy. Mógłbyś przestać mówić "pan"? - Nastała chwila ciszy, więc Logan spojrzał na chłopaka. Wyglądał na lekko zdziwionego. No tak. Mogło zabrzmieć to troszkę dziwacznie. - Wychowałem się w Ameryce, a jak wiesz w angielskim nie używa się tego zwrotu w ten sposób. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jakie to wkurzające. Przez całe życie zwracałem się do nauczycieli i innych na "ty", a form grzecznościowych używałem tylko kiedy o kimś mówiłem. Tu cały czas uczniowie mówią do mnie "proszę pana". Oczywiście w szkole to jest konieczne, ale poza nią pozwalam im mówić do mnie normalnie. Zapytaj Mai. Powiedzmy, że znajduje się to w mojej umowie przedmiotowej. Tylko nie wygadaj się przed dyrektorką. Ona nie cierpi tego punktu i kazała mi go stamtąd wyciąć – zaśmiał się, przypominając sobie rozmowę, którą kiedyś z nią przeprowadził.
- Więc jak mam się do pa... ciebie zwracać? - Amek chyba walczył z przyzwyczajeniem, marszcząc zabawnie brwi.
- A, prawda. Jeszcze się nie przedstawiłem. Logan Mikulski. – Wystawił w jego stronę prawą rękę, a chłopak ją uścisnął. - Mów jak chcesz, tylko proszę cię, omiń tego "pana".
Błaganie w jego głosie było na tyle wyczuwalne, że Amek parsknął śmiechem, po chwili nauczyciel do niego dołączył. Byli już niedaleko osiedla, na którym mieszkał Logan. Chłopak zaczął kierować go właśnie w jego stronę. Cały czas rozmawiali, dopóki szatyn nie wskazał niedużego, morelowego domu, znajdującego się kilkaset metrów od jego bloku.
- Długo tu mieszkasz? Jakoś cię nie kojarzę.
- Wprowadziliśmy się miesiąc temu, ale nie wychodziłem zbyt często. Rodzice są troszkę przewrażliwieni na punkcie mojego zdrowia. Wcześniej mieszkaliśmy w centrum, ale wiesz, zanieczyszczone powietrze i wieczny hałas. Tak więc trafiliśmy tutaj.
- To wyjaśnia te samochody z meblami. – Pstryknął palcami, przypominając sobie zastawioną drogę przed miesiącem. Chłopak pokiwał głową i wysiadł, jeszcze raz dziękując za transport. Pożegnali się, a Logan poczekał, aż Amek wejdzie do domu i dopiero wtedy odjechał. Jego sumienie nie dałoby mu żyć, gdyby chłopak zemdlał gdzieś po drodze.
Zatrzymał się minutę później na parkingu osiedlowym i z trochę lepszym humorem udał do swojego mieszkania.