poniedziałek, 20 października 2014

Rozdział IV

Wstawiam kolejny rozdział :) Dziękuję za wszystkie komentarze i przypominam, że poszukuję Bety ! Życzę miłego czytania :) Mam nadzieję, że Wam się spodoba :D

Jechaliśmy już pół dnia i strasznie mi się nudziło. Następną noc mieliśmy spędzić w dużym mieście położonym u stóp góry, przez którą musieliśmy przejechać. Zostały nam jeszcze jakieś cztery godziny drogi, a ja już nie mogłem usiedzieć na miejscu. Ave chyba też rozpierała energia, bo od dłuższego czasu skakała po powozie, usiłując złapać jakąś wyimaginowaną ofiarę.
Elin siedział na przeciwko mnie, od jakiejś godziny czytając książkę. Nie mając nic innego do roboty usiadłem koło niego i zajrzałem mu przez ramię. Książka była napisana delikatnymi zawijasami, które bardzo często widywałem w pokoju mamy. Nie miałem pojęcia, dlaczego Elin czyta książkę akurat w tym języku.
- Co robisz?
- Sprawdzam co czytasz.
- Przecież i tak nie znasz naszego pisma.
- To jest wasze pismo?
- Tak, jest inne niż wasze, więc tego nie przeczytasz - Elin uśmiechnął się złośliwie.
Wyjąłem mu z rąk książkę i przyjrzałem się znajomym literom. Z uśmiechem satysfakcji zacząłem czytać na głos.
- ”Delikatnie musnął ustami jego obojczyk, kładąc go na satynowej pościeli. Ściągnął swoją koszule, aby móc poczuć rozgrzane ciało na swojej skórze. Kocham Cię - szepnął i pocałował swojego kochanka w opuchnięte od pocałunków usta…”
Ze zdziwieniem spojrzałem na Elina, którego twarz przybrała kolor dojrzałego pomidora. Szybko wyrwał mi książkę i popatrzył na mnie z osłupieniem.
- Czy ta książka jest tym czym myślę, że jest? - zapytałem ledwo powstrzymując się od śmiechu.
Może Elin był twardym i groźnym facetem, ale nie przeszkadzało mu to czytać romansów. Nie żebym się z niego nabijał, sam czasami lubiłem pomarzyć przy jednej z książek mojej mamy. Elin jednak nie wyglądał na faceta, który czyta takie książki, w dodatku z postaciami o takiej samej płci.
- Jak ty…
- Wychodzi na to, że znam wasze pismo - wzruszyłem ramionami, a na mojej twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek. - A teraz powiedz mi, co to za ciekawą książkę czytasz?
- Nie twój interes - warknął rozdrażniony. - Jeśli ktokolwiek się o tym dowie, całe Ignem będzie trąbiło o naszej małej sytuacji w łazience.
- Nie zrobisz tego - zarumieniłem się nieznacznie.
- Nie będę miał nic do stracenia.
- Dobra, niech Ci będzie - wróciłem na swoje miejsce i nie mogąc się powstrzymać znów się uśmiechnąłem.
- I kto by pomyślał, że straszny Ignis czyta takie książki.
- Zamknij się.
Przez kolejne pół godziny jechaliśmy w ciszy. Elin schował swoją książkę, najwyraźniej nie chcąc jej czytać przy mnie, a ja zastanawiałem się, czy mój towarzysz woli mężczyzn. To by wyjaśniało jego zachowanie w łazience, ale nie to, jak ja sam na niego zareagowałem. W końcu zmęczony ciszą i rozmyślaniem wyciągnąłem bukłak z wodą i zacząłem ćwiczyć.
- Co robisz tym razem? - Elinowi chyba też się nudziło, bo z zaciekawieniem przyglądał się niedużej bańce wody wiszącej pomiędzy nami.
- Ćwiczę. - odpowiedziałem i zacząłem dzielić wodę na malutkie kropelki. 
Po chwili cały powóz wypełniony był wiszącą w powietrzu wodą. Połączyłem kilka z nich i przeleciałem nimi przed nosem Ave. Wiewiórka od razu rzuciła się na kulę wody, ale w porę usunąłem ją z poza jej zasięgu. Przeleciałem kulką nad głową Elina, na co zwierzątko szybko wskoczyło na jego głowę. Widok był przekomiczny. Wybuchnąłem śmiechem starając się nie upuścić wody. Dla Elina najwyraźniej nie było to takie śmieszne, bo z szybkością światłą wyciągnął rękę w stronę wiewiórki. Ta jednak dalej zainteresowana wodną kulką w porę uskoczyła przelatując przez wodę. Elin już posłał mi dziwne spojrzenie i wstał, aby się do mnie zbliżyć w niewiadomym celu. Byłem jednak pewny, że wcale nie chcę go poznać, więc dziękowałem niebiosom, że w tym momencie powóz się zatrzymał, dzięki czemu mogłem uciec, zostawiając zdezorientowanego towarzysza w środku.
Nie minęła chwila, a przy moim boku pojawiła się Ave, biegnąca w stronę niewielkiej polanki przy drodze. Biegiem ruszyłem za nią, wyczuwając za sobą wściekły pościg.
- Już nie żyjesz, Rybko! - krzyczał Elin szybko mnie doganiając.
- Zobaczymy jeśli mnie złapiesz! - odwróciłem się pokazując mu język i posyłając w jego stronę śnieżkę. Nim jednak trafiła celu zamieniła się w wodę i wyparowała.
- Osz ty - Elin posłał w moją stronę małą kulę ognia, którą szybko zalałem wodą.
- Tylko tyle potrafisz? - zapytałem złośliwie wysyłając kolejną porcje śnieżek.
- Chcesz wojny, to masz - uśmiechnął się do mnie podstępnie wyparowując śnieg kulami ognia.
Wokół niego zaczęły tańczyć płomienie, roztapiające biały puch. Po chwili Elin stał na suchym kawałku ziemi.
- Dawaj! - miałem ochotę pokazać mu, że nie jestem taki słaby za jakiego mnie uważa.
- Żeby nie było, że nie ostrzegałem! - zaczął biec w moją stronę zostawiając za sobą ziemistą ścieżkę. Śnieg na polanie wyparowywał lub zamieniał się w wodę. Kazałem więc wodzie zza Elina zebrać się w falę i uderzyć z tyłu, w tym samym  czasie tworząc identyczną z przodu. Najpierw natarłem tą z przodu, czego Elin się spodziewał, ponieważ stworzył dużą tarczę z ognia, tym samym odsłaniając swój tył. Kiedy brunet zajęty był osłoną przed jedną falą z tyłu zalała go druga, mocząc od stóp do głów. Na mojej twarzy pojawił się uśmieszek, który zniknął po tym jak zobaczyłem minę Elina. Mężczyzna również się uśmiechał, z tym, że jego ciało zostało otoczone przez płomienie, właśnie z wielką szybkością zmierzające w moją stronę. Nie mając wielkiego wyboru rzuciłem się w wielką zaspę, która całkowicie przemoczyła moje ubranie.
Tak więc po chwili cali przemoknięci wracaliśmy do zdezorientowanego woźnicy, z tym, że nim doszliśmy ubranie Elina było już suche, a moje, mimo, że wyciągnąłem z niego całą wodę, nadal lodowate.
- Ale i tak wygrałem - powiedziałem zadowolony z siebie.
- Jeżeli zwycięzcą można nazwać kogoś, kto trzepie się jak osika.
- Przynajmniej nie oberwałem falą wody - pokazałem mu język.
- Gdybym tylko chciał już dawno byś spłonął. Niestety mam cię dostarczyć całego do Ignem.
- Ale fali się nie spodziewałeś - nie dawałem za wygraną.
- Uznajmy, że wygrałeś - westchnął Elin starając się nie roześmiać. - Widok twojego tyłka, wystającego z zaspy, wynagradza mi tą niewielką przegraną.
-  Spadaj - mruknąłem, a policzki delikatnie mnie zapiekły.
Wsiedliśmy do powozu, a po zapewnieniu woźnicy, że możemy jechać, ruszyliśmy  wyboistą drogą. Ave ułożyła się na moich kolanach i poszła spać. Po tym małym treningu ja także byłem zmęczony, ale było mi zbyt zimno, żebym mógł zasnąć. Opatuliłem się więc ciaśniej płaszczem i czekałem, aż się trochę ogrzeję.
Mimo, że siedziałem tak jakieś dwadzieścia minut i tak było mi potwornie zimno. Spojrzałem na Elina, który spał już od dłuższego czasu i modliłem się, aby się nie obudził. Jak najciszej usiadłem obok niego i oparłem się o jego bok. Ciepło drugiego ciała docierało do mojej skóry nawet przez kilka warstw materiału. Wtuliłem się w niego bardziej, przekładając rękę przez jego tors i rozkoszując się ciepełkiem, poszedłem za Morfeuszem do jego krainy.
Obudziło mnie delikatne głaskanie po policzku. Leżałem na bardzo wygodnym łóżku wodnym delikatnie się kołysząc. Było mi cieplutko i wygodnie, więc nie otwierając oczu odwróciłem głowę w drugą stronę. W odpowiedzi usłyszałem melodyjny dźwięk, coś jakby… śmiech?
Gwałtownie otworzyłem oczy i spojrzałem w górę, wprost na Elina, który pół leżał, pół siedział opierając się o ściankę powozu. Uśmiechał się rozbawiony patrząc na moje nie do końca budzone oblicze, prawie w całości leżące na nim.
- Trzeba było powiedzieć, że ci zimno, a nie pchać te lodowate łapki pod moją koszulkę - powiedział starając się brzmieć poważnie.
Popatrzyłem na niego bez zrozumienia, dopiero po chwili orientując się, że moje ręce znajdują się na jego torsie. Wyciągnąłem je gwałtownie, przez co przechyliłem się w bok i runąłem na podłogę, pozostawiając swoje nogi na fotelu. Tym razem Elin nie zdołał się powstrzymać i śmiejąc się podniósł mnie z podłogi.
- Chodź, Rybko, jesteśmy już na miejscu.
Nie odzywając się ani słowem poszedłem za nim i po chwili znaleźliśmy się w przytulnej gospodzie. Elin załatwił pokój i po chwili brałem już ciepły, dzięki Elinowi, prysznic. Narzuciłem na siebie ciuchy i bez sił opadłem na pościel, przed zaśnięciem myśląc, że Elin jest dużo wygodniejszy niż moje łóżko.


Rano od razu po wstaniu i zjedzeniu śniadania w gospodzie, ruszyliśmy w dalszą drogę. Elin opowiadał mi o życiu w Ignem. W sumie nie różniło się ono od życia w Aquem, prócz tego, że zamiast Aquarina rządził Igne. Więcej różnic było w naszych kulturach. Podczas gdy u nas mężczyźni nosili krótkie włosy, w Ignem wielu z nich miało włosy dłuższe od kobiet. Nosili oni także kolczyki, robione najczęściej po zawarciu stałego związku, przypieczętowanego przez Igne. Taki związek trwał, dopóki władca nie udzielił pozwolenia na jego zakończenie, co zdarzało się bardzo rzadko. Dlatego też długo rozważano zawarcie oficjalnego partnerstwa. Po ceremonii para otrzymywała identyczne kolczyki, które symbolizowały wieczną, szczerą miłość.
- A jak jest w Aquem?
- Trochę inaczej. Po zawarciu związku para wykonuje takie same tatuaże w tym samym miejscu. Na przykład moja mama ma delfina na obojczyku.
- A co jeśli ktoś che się rozstać.
- Nic. W Aquem związki są dożywotnie.  Dopiero kiedy ktoś umrze, druga osoba może znaleźć innego partnera, choć rzadko się to zdarza.
Elin wyglądał na zaskoczonego, ale nic nie odpowiedział.  Przez resztę drogi rozmawialiśmy o podobieństwach i różnicach między naszymi miastami. Elin zapytał mnie o szkołę i rodziców, ale szybko zmieniłem temat. Nie dopytywał się, więc ja nie drążyłem tematu jego rodziny, bo najwyraźniej on też nie chciał o niej rozmawiać. Nie chciał mi też powiedzieć czym się zajmuje.
Podczas rozmowy czas szybko leciał, więc zdziwiłem się, kiedy zatrzymaliśmy się przed kolejną gospodą. Bez problemów zdobyliśmy pokój i zapasy, które powoli nam się kończyły. Poszedłem do łazienki pierwszy, wcześniej prosząc Elina o nagrzanie wody. Szybko umyłem się i wyszedłem z łazienki. Stanąłem wpatrując się w plecy Elina stojącego przodem do okna. 
Od prawej łopatki do połowy jego pleców ciągnęła się długa, blada blizna. Wyglądała na starą, ale nie zdążyłem się przyjrzeć, bo Elin najwyraźniej mnie usłyszał i szybko naciągnął na siebie koszulę.
- Co ci się stało? - nie mogłem się powstrzymać przed zadaniem pytania, co najwyraźniej nie spodobało się brunetowi.
- Nie twój interes. Nie musisz wszystkiego wiedzieć! - zaskoczony tym atakiem stałem w miejscu, podczas gdy mój towarzysz szybko zgarnął rzeczy i potrącając mnie łokciem zniknął za drzwiami łazienki.
Otrząsnąłem się i wszedłem pod ciepłą pościel. Mimo, że im dalej jechaliśmy, tym temperatura była wyższa, nadal nie przekraczała zera stopni.
Ułożyłem się wygodnie, przytulając do leżącej obok Ave. Nie potrafiłem zrozumieć Elina. Raz mi groził, raz dokuczał, a innym razem pokazywał ten swój uśmiech Casanovy. Czasami to można by dojść do wniosku, że facet ma rozdwojenie jaźni. Nie było sensu usiłować go zrozumieć.
Wydawało mi się, że nie będę mógł zasnąć, jednak kilka minut po tym, jak moja głowa opadła na poduszkę, odpłynąłem starając się nie myśleć o pewnym dziwnym osobniku.

Następnego dnia Elin od rana chodził nabuzowany. Starałem się jak mogłem schodzić mu z drogi, aby nie oberwać, więc spotkaliśmy się dopiero w powozie. Ave jak zwykle ułożyła mi się na kolanach.
Nie rozmawialiśmy zbyt wiele. Na wszelkie moje pytania, bądź próby rozpoczęcia rozmowy Elin reagował atakiem. W końcu nie wytrzymałem i nawrzeszczałem na niego, wygarniając mu, że nie ma powodu do wkurzania się na mnie i że ma przestać mnie ignorować. A jak nie chce mi o czymś mówić, to niech nie mówi i nie zachowuje się jak obrażony arystokrata. Skończyłem wciągając głośno powietrze i patrząc na niego gniewnie.
Elin chyba chciał coś powiedzieć, lecz kiedy tylko otworzył usta, powóz gwałtownie podskoczył, zakręcił w lewo i stanął. Po chwili drzwi się otworzyły, ukazując niskiego woźnice.
- Dalej chyba nie pojedziemy - powiedział ze skruchą, usilnie unikając wzroku Elina.
- Dlaczego? - spytałem, uprzedzając tym pytaniem towarzysza. Dopiero wtedy mężczyzna podniósł wzrok z nad swoich butów i spojrzał na mnie z obawą. Posłałem mu uspokajający uśmiech, na co mężczyzna trochę się rozluźnił.
- Musiała tu niedawno spaść lawina, która zablokowała drogę. Z naszymi końmi nie przejedziemy. Gdyby to były wierzchowce z Aquem, pewnie dalibyśmy radę, ale nasze konie nie są przy.. - mężczyzna wyraźnie chciał kontynuować swoją wypowiedź, jednak to nie spodobało się Elinowi. Chrząknął znacząco, uciszając woźnice i wyskakując z powozu. Nie mając nic innego do roboty wyszedłem za nim z obudzoną już Ave na ramieniu.
Przed nami, na drodze leżała wielka kupa usypana z brył śniegu. Drzewa bliżej szczytu góry, po której jechaliśmy, do połowy przykryte były białym puchem. Woźnica miał rację, lawina musiała spaść niedawno, ponieważ śnieg na wierzchu dalej nie był ubity.
- Jak pan widzi, panie Elinie, dalej nie damy rady pojechać. Proponuję zawrócić i okrążyć górę z drugiej strony - kierowca powozu utkwił wzrok w górze śniegu.
- Nie mamy na to czasu, za tydzień musimy dotrzeć na miejsce. Odsuńcie się, roztopię ten cholerny śnieg. - mężczyzna podszedł bliżej, rozstawił nogi i wyciągnął przed siebie ręce.
- Czekaj - powiedziałem szybko. - To nie jest dobry pomysł. Jeśli to zrobisz, możesz wywołać kolejną law...
Brunet tylko spojrzał na mnie kpiąco, po chwili posyłając w stronę śniegu falę ognia.  Zgodnie z moimi przypuszczeniami, w śniegu utworzył się tunel, który po chwili zasypany został jeszcze większą ilością śniegu, spadającego z góry. Mężczyzna jednak dalej się nie poddawał, zwiększając ilość płomieni. Sytuacja jednak nic się nie zmieniła. No może oprócz tego, że pod stopami, zacząłem wyczuwać delikatne drżenie. Popatrzyłem spanikowany na Ave, która równie dobrze jak ja, wiedziała co za chwilę się stanie.
Pędem przebiegłem odległość dzielącą mnie od Elina, który dalej ciskał w śnieg płomieniami i nie zważając na to, że jego ręce znajdują się w ogniu, mocno pociągnąłem go za dłoń, odczuwając jedynie delikatne ciepło. Zaskoczony nie stawiał zbytniego oporu dzięki czemu w porę udało nam się odbiec. Tuż za naszymi plecami spadła bryła lodu, powodując, że śnieg odrobinę się przesunął. Kolejne odłamki spadały z góry, tworząc nie pierwszą tego dnia lawinę.
Byliśmy w połowie drogi do powozu, kiedy przed nami upadł kawał ubitego śniegu wielkości konia. Przestraszony spojrzałem w górę widząc jak tony białego puchu pędzą w naszą stronę. Nie było szansy, żeby udało nam się dotrzeć do miejsca, w którym stał powóz, chroniony przez skały.
- Biegnij! - krzyknąłem, choć i tak robił to najszybciej jak potrafił. - Ave, ty też! - wiewiórka popatrzyła na mnie z wahaniem, ale posłusznie skoczyła na ziemie, od razu nas wyprzedzając.
Poczekałem, aż biała fala będzie tuż przy nas i nie wiedząc do końca co robię, stanąłem  wypychając ręce w górę i  zaciskając powieki. Nie mogłem pozwolić, aby Ave i Elinowi coś się stało. Może za nim nie przepadałem, ale na pewno nie życzyłem mu śmierci. Mimowolnie przygotowałem się na uderzenie, lecz nic takiego nie nadeszło.Otworzyłem oczy, widząc jak Elin z Ave dobiegają w bezpieczne miejsce. Udało się. Czując jak opuszczają mnie siły, spostrzegłem, że stojąca w miejscu lawina, powoli zaczyna opadać. W ostatnim przebłysku świadomości, zauważyłem tylko niedowierzające spojrzenie Elina. Później świat zniknął, zastąpiony hukiem spadającego śniegu i bezgraniczną ciemnością.

poniedziałek, 13 października 2014

Rozdział III

W południe staliśmy z Max’em i Angeliką przed czekającymi powozami, żegnając się z rodziną. Kiedy wszyscy odeszli pożegnaliśmy się ze sobą, życząc powodzenia i wsiedliśmy do osobnych powozów. Mimo, że znałem ich niecały dzień, smutno było zostawiać kogoś, kto jak dotąd był mi najbliższy przyjaciela.
Nie musiałem długo czekać, gdy do powozu wszedł Elin wraz ze swoim podręcznym bagażem. Skinąłem mu głową na przywitanie, na co on po prostu mnie zignorował. Coś we mnie zawrzało, ale postanowiłem nie zwracać na to uwagi. Jeśli on chce udawać, że mnie nie ma, ja będę udawał, że on nie istnieje.
Ruszyliśmy z lekkim opóźnieniem. Przez pierwsze dwie godziny podróży trwałem w swoim postanowieniu i usilnie ignorowałem spojrzenia swojego towarzysza. W końcu jednak nie wytrzymałem.
- No co? - burknąłem przyłapując go po raz kolejny na wpatrywaniu się we mnie.
- Nic - odpowiedział tym samym tonem, kierując wzrok za okno. Po chwili jednak kontynuował. - Gdzie ona jest?
- Kto? - w pierwszej chwili nie miałem pojęcia o czym mówi. - Ave? Tutaj - sięgnąłem ręką do kaptura, wyciągając z niego oburzoną wiewiórkę. Rudowłosa szybko zeskoczyła na moje kolana, układając się wygodnie do snu.
Na jej widok mężczyzna się uśmiechnął. Z bliska dostrzegłem dołeczki, które pojawiły mu się w policzkach. Elin był przystojnym, brązowookim mężczyzną, wyższym ode mnie o jakieś dziesięć centymetrów. Jego ciało, w przeciwieństwie do mojego, było umięśnione i wysportowane. Włosy związane miał w kucyk tuż nad karkiem.
- Dlaczego masz długie włosy, Rybko? - zapytał, tracąc zainteresowanie zwierzątkiem.
- Nie mów do mnie “Rybko” - warknąłem wytrącony z równowagi. - Nie twoja sprawa.
- Nie widziałem, żeby ktoś inny miał długie włosy, a wprost przeciwnie, można by was wziąć za jakichś mnichów. Zastanawiam się dlaczego, Rybko? - na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek.
- Taka tradycja. - odburknąłem odwracając twarz w stronę okna i tym samym ucinając rozmowę. Elin jednak dalej się nie poddawał.
- Więc czemu nosisz ze sobą wiewiórkę? Kolejna tradycja?
- Ave nie jest zwykłą wiewiórką. To moja przyjaciółka. I bardzo nie lubi, gdy się ją lekceważy - na potwierdzenie moich słów zwierzątko cicho prychnęło i popatrzyło ze złością na towarzysza naszej podróży.
- To lepiej się zamknę, zanim załaskota mnie swoją kitką na śmierć - powiedział kpiąco, znów wlepiając swoje spojrzenie w wiewiórkę. Ta najwyraźniej wkurzona, także utkwiła w nim swoje ślepka. pogłaskałem ją uspokajająco. Jeśli ten debil jeszcze raz obrazi ją lub mnie, nie dość, że pozwolę jej się na niego rzucić, to jeszcze przez przypadek obleje go lodowatą wodą.
Pochyliłem się do przodu, zbliżając swoją twarz do jego.
- Może Ave jest wiewiórką, ale pod żadnym pozorem nie waż się jej obrażać. Jest mądrzejsza niż ci się zdaje i tak jak ja z chęcią dowaliłaby pewnemu bufonowi.
- Posłuchaj - nasze twarze dzieliło jakieś pięć centymetrów.- Nie obchodzi mnie ten twój futrzak. Jeśli choćby się do mnie zbliży na obiad zjemy przepyszny gulasz z upieczonej wiewiórki. A ty sobie nie pozwalaj. Może i nie padłeś podczas tej udawanej walki, ale nie myśl sobie, że masz jakąś szanse mnie pokonać. Nie użyłem nawet ćwiartki swoich umiejętności.
“To tak jak ja” pomyślałem, unosząc kąciki ust. Może i Elin jest silny, ale nie ma pojęcia, że ja też nie jestem początkujący.
- Spróbuj ją tknąć, a przypadkiem utopisz się pod prysznicem. - zmrużyłem gniewnie oczy i cofnąłem się na oparcie, zerkając za okno.
Na zewnątrz powoli robiło się ciemno. Słońce niedawno skryło się za wysokimi górami oddzielającymi Aquem od innych miast. O ile dobrze się orientowałem byliśmy niedaleko niewielkiej wioski, w której podróżni mogli odpocząć i uzupełnić zapasy.
Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy. Gdy zapadła noc wjechaliśmy do małego miasteczka, gdzie jak się dowiedziałem mieliśmy zostać na noc.
Wszedłem z Elinem do gospody, wcześniej schowawszy Ave do kaptura. Budynek nie wyróżniał się spośród innych. Miał dwa piętra, z czego na pierwszym znajdował się bar, w którym siedziało kilka osób popijających alkohol.
Podeszliśmy do lady, gdzie Elin zapłacił za pokój, po czym weszliśmy po schodach na górę. Szybko odnaleźliśmy pomieszczenie i weszliśmy do środka.
Było już ciemno, więc mój towarzysz machnął ręką, zapalając świece rozstawione po pokoju. W niewielkim pomieszczeniu znajdowały się dwa łóżka i szafa. Widok z okna wychodził na ciemną w tej chwili ulicę. W pokoju znajdowały się drzwi prowadzące zapewne do łazienki.
Nie zwracając uwagi na Elina wyciągnąłem ciuchy na zmianę i z cichym “Idę się myć” zamknąłem drzwi od łazienki. Jak w każdej gospodzie, w łazience znajdowała się tu tylko toaleta i kran, oraz dwie miski stojące na metalowej kratce.
Szybko się rozebrałem, odkręciłem wodę i nie kłopocząc się użyciem miski od razu stworzyłem z niej bańkę nad swoją głową. Wziąłem szybki prysznic, dokładnie myjąc włosy i po chwili starłem z ciała zimne krople. Zmarznięty wyszedłem z łazienki już ubrany i wpełzłem pod kołdrę. Elin popatrzył na mnie zdziwiony, ale po chwili zniknął w łazience.
Przesunąłem Ave, która nie wiadomo kiedy rozłożyła się na mojej poduszce i ułożyłem się wygodnie, przytulając twarz do ciepłego futerka.
Byłem już bliski odpłynięcia do krainy Morfeusz, kiedy z łazienki dobiegły dźwięk spadających misek po chwili zastąpiony głośnym uderzeniem ciała o posadzkę w akompaniamencie głośnych przekleństw Elina. Niewiele myśląc zerwałem się z łóżka i wbiegłem do łazienki, od razu tego żałując.
Powietrze ciepłe było od gorącej wody, którą mój towarzysz ogrzał pewnie za pomocą swojej mocy. Na podłodze pełno było ciepłej cieczy, przez co niemal od razu poślizgnąłem się i poleciałem przed siebie.
Elin próbował właśnie wstać z posadzki, kiedy mnie zauważył. Nie miał czasu na przemyślenie sytuacji, gdyż po chwili obaj leżeliśmy na podłodze. Albo raczej Elin leżał na niej, a ja na nim.
- O cholera - jęknął i spojrzał mi w oczy z perwersyjnym uśmieszkiem. - Jak chciałeś się ze mną wykąpać, trzeba było powiedzieć, a nie rzucać mi się w ramiona.
Momentalnie spaliłem buraka, dalej leżąc na nim i wpatrując się w jego twarz oddzieloną od mojej kilkucentymetrową warstwą powietrza. W bursztynowych oczach błyskały iskierki rozbawienia. Zapatrzyłem się na jego usta, wygięte w zadziornym uśmiechu, mając ochotę ich dotknąć. Na tę myśl dałem sobie mentalnego kopniaka.
- Spadaj - warknąłem i zacząłem więc się wiercić, usiłując się podnieść, jednak śliska podłoga wcale tego nie ułatwiała. Elin zatrzymał mnie, kładąc dłonie na moich biodrach.
- Matko Boska przestań się wiercić - spojrzałem na mężczyznę pode mną i zaniemówiłem.
Elin miał lekko zaróżowione policzki i rozchylone usta. Patrzył gdzieś w bok usilnie unikając mojego spojrzenia. Dopiero teraz zauważyłem, że zmieniłem pozycję, jedno kolano opierając między jego nogami i przy każdym ruchu ocierając się o coś twardego.
- Czy to..- otworzyłem szeroko oczy równocześnie głęboko wciągając powietrze.
- Nie waż się tego mówić - mężczyzna w końcu spojrzał na mnie tym razem ze złością. - Gdybyś się tak nie wiercił i uważał czego dotykasz, nic takiego by się nie stało.
Nie wiedząc co zrobić, jak oparzony chciałem wstać, jednak przez ręce Elina tylko przeturlaliśmy się na drugi koniec łazienki. Tym razem to on wylądował u góry.
- Ała..- jęknął, rozcierając łokieć. - Tak bardzo chcesz nas połamać?
Jego ręce znajdowały się po obu stronach mojej głowy, przez co moją i tak już czerwoną twarz zalała nowa fala rumieńca. Miałem teraz doskonały widok na jego klatkę piersiową. Przy każdym ruchu ładnie wyrzeźbione mięśnie drgały, przyciągając do siebie moje spojrzenie. Z niewiadomych powodów nagle zaczęło mi się rozbić gorąco.
- Ehkm - odchrząknąłem cicho zaniepokojony dziwnym uczuciem w dole brzucha. - Nie żeby mi było jakoś niewygodnie, ale złaź ze mnie. - Delikatnie pchnąłem jego klatkę piersiową, czując jak mięśnie przyjemnie napinają się pod palcami. Zaraz, przyjemnie? Chyba mi się mózg przegrzał od tej ciepłej wody.
Elin z dziwnym uśmieszkiem wstał opierając się o ścianę i bez wstydu ukazując mi się tak, jak go Pan Bóg stworzył. Nie mogąc się powstrzymać omiotłem go całego spojrzeniem i znów pokryłem się niechcianą czerwienią.
Jak najszybciej wstałem i znów omal nie upadłem. W ostatniej chwili Elin przyciągnął mnie mocno do siebie i pomógł złapać równowagę. Jego członek wpijał mi się w brzuch, a ręce oplatały mnie w talii. Coś w moich spodniach zaczęło się budzić do życia. Szybko się wyrwałem i wybiegłem z łazienki, zatrzaskując za sobą drzwi. Słyszałem cichy śmiech Elina, po chwili zagłuszony przez plusk wody.
Wskoczyłem pod kołdrę umyślnie ignorując swój nabrzmiały problem. “Jakim cudem do tego doszło. Jak, pytam się jak, mógł mnie podniecić widok faceta, w dodatku takiego jak Elin!? Przecież ja go nawet nie lubię! Jest wredny, wkurzający i ciągle mi dokucza, więc jakim cudem? A ten jego uśmiech.. Agrr.. z chęcią starłbym mu go z tej przystojnej buź.. Zaraz.. co? Jaka znowu przystojna buźka? Aaa!Chyba coś mi zaszkodziło.”
Zmęczony zbyt dużą ilością emocji wtuliłem się w Ave i zmusiłem się do snu.

Obudziłem się cały zziębnięty. W pokoju nie było śladu Elina, ale z łazienki docierał do mnie dźwięk lejącej się wody. Powróciły wspomnienia z wczorajszego wieczora, a moja twarz pokryła się czerwonym rumieńcem. Wstałem z łóżka, wciąż opatulony pościelą i wyjrzałem przez okno. Za szybą pokrytą szronem delikatnie sypał śnieg. Było jakieś piętnaście stopni na minusie, co dla przeciętnego mieszkańca oznaczało ciepły dzień. Tylko, że ja nie byłem zwyczajnym mieszkańcem,ale takim, który lubuje w ciepłym słoneczku i temperaturze najlepiej przekraczającej dwadzieścia pięć stopni.
Nie mogłem powstrzymać ciekawości, co czeka mnie w Ignem. Mama i siostra podczas pożegnania wyglądały na zmartwione, tym, że opuszczam miasto. Mimo, że starały się tego nie okazywać, czułem, że będą się o mnie martwić. Przed wyjściem mama powiedziała mi tylko, że tata byłby dumny, co bardzo mnie zdziwiło, jako, że nigdy o nim nie mówiła. Nie wiem nawet jak miał na imię. Ilekroć próbowaliśmy z Reachel ją o to zapytać, zmieniała temat, od razu smutniejąc. Domyślałem się, że pewnie nie żyje, dlatego nigdy nas nie odwiedzał. Jedyne co pamiętam to widok wysokiego mężczyzny, stojącego nad moim łóżeczkiem. Nie mogę sobie przypomnieć jego twarzy. Wiem tylko, że było mi ciepło, kiedy był w pobliżu. Nie jestem pewny, czy to prawdziwe wspomnienie, czy tylko sen.
Odwróciłem się słysząc skrzypienie otwieranych drzwi. Z sąsiedniego pomieszczenia wyszedł mój towarzysz ubrany w szerokie spodnie. Zerknąłem na jego brzuch, przypominając sobie dotyk falujących mięśni pod palcami. Szybko odwróciłem wzrok usiłując znów się nie zarumienić.
- Jeśli masz zamiar się kąpać zrób to szybko, zostawiłem ci trochę ciepłej wody.
Rzuciłem kołdrę na łóżko i poleciałem do łazienki, po drodze mrucząc ciche podziękowanie. Szybko rozebrałem się i stanąłem na kratce, rozkoszując się gorącym prysznicem.
Po dziesięciu minutach wyszedłem z  łazienki z zadowoloną miną. Elin już czekał w płaszczu i z bagażem w ręku. Szybko spakowałem swoje rzeczy i obudziłem Ave, która z chęcią weszła pod moje ubranie przytuliła się do nagrzanego wodą ciała.
Niedługo później znów siedzieliśmy w powozie, jadąc w stronę miasta ognia.

poniedziałek, 6 października 2014

Rozdział II

- Cześć, jestem Max - owy blondyn z Uroczystości Wyboru wyciągnął do mnie rękę.
- Arael - uśmiechnąłem się do niego i uścisnąłem rękę.
- Nie kojarzę cię. Chodziłeś z nami do szkoły? - zapytał zaciekawiony. Cóż rzadko się zdarza, żeby spotkać nieznajomego w Aquem. No, chyba, że kogoś takiego jak ja.
- Właściwie to nie. Z pewnych powodów uczyłem się w domu - posłałem mu spojrzenie typu “ Nie pytaj”. Najwyraźniej zrozumiał, bo na dłuższą chwilę zamknął usta.
Siedzieliśmy właśnie przed pokojem, znajdującym się w tym samym budynku, w którym miała miejsce Uroczystość Wyboru. Po tym, jak dowiedzieliśmy się, że zostaliśmy wybrani, zaprowadzono nas do zamkniętego zazwyczaj korytarza. Na jego końcu znajdowały się jedne, jedyne drzwi, za którymi razem z Wyrocznią i Aliquid zniknęła Angelika - szatynka, która tak jak my została wybrana. Siedziała tam już od jakichś dziesięciu minut, a ja zaczynałem się już porządnie denerwować. Od Wyroczni dowiedzieliśmy się tylko, że tam zostaniemy przydzieleni do miast ognia, ziemi i powietrza.
-Niewiarygodne, prawda? Nie dość, że dowiedzieliśmy się, że mamy moc, to jeszcze wysyłają nas poza miasto - z radością oznajmił mój rozmówca. - Mam tylko nadzieję, że trafię do Aer lub Terram. Jakoś nie uśmiecha mi się żyć pośród władających ogniem.
- Dlaczego? Ten Elin nie wygląda na strasznego - palnąłem nim zdążyłem się ugryźć w język.
- Nie, wcale. Tylko chciał nas wzrokiem zabić - parsknął z politowaniem Max. - Jak cię otoczy takich dziesięciu, to ciekawe co zrobisz. Stary, powiedz mi co może jeden Aquer, który dopiero co dowiedział się, że ma moc? Nic, co najwyżej możesz ich wodą ochlapać.
- Czemu mam im coś robić? Przecież nie będą wrogo nastawieni.
- Taa, a pierwszej nocy obudzisz się w płonącym domu.
- Nie rozumiem.
- Jak możesz nie rozumieć? Któreś z nas trafi do Ignem. Od lat nie zadajemy się z ludźmi ognia, myślisz, że bez powodu? Pewnie palą nas na stosie, albo robią sobie cel do rzucania kulami ognia.
- Przesadzasz - odparłem, udając, że nic z jego wypowiedzi do mnie nie trafia. A trafiało, a nawet bardzo. Moja kochana wyobraźnia podsunęła mi iście wspaniałe wizje mojej śmierci. Potrząsnąłem głową próbując pozbyć się tych głupich domysłów.
Kiedy dowiedziałem się, że zostałem wybrany, zacząłem się zastanawiać do jakiego miast chciałbym trafić. Czułem, że nie bardzo pasuję do Terram, miasta ziemi. Myśl o Aer też nie powodowała u mnie radości. Za to Ignem wywoływała u mnie ciekawość i coś na kształt dziwnego przyciągania. Może to dlatego, że nigdy nie słyszałem historii o mieście ognia. O Aer i Terram można było dowiedzieć się od powracających z nich transferów. Z Ignem za to nikt nigdy nie wrócił, ponieważ nikogo tam nie wysyłano.
Dodatkowe wątpliwości budził u mnie Elin. Może Max podkoloryzował trochę swoją opowieść, ale było w niej ziarenko prawdy. Ignis nie zabijał wzrokiem każdego napotkanego Aquera, ale z pewnością nie darzył nas ani zaufaniem, ani sympatią. Kiedy już decydowałem, że chcę trafić do Ignem, przed oczami pojawiał mi się Elin, za każdym razem powodując wątpliwości.
Drzwi otworzyły się z cichym trzaskiem wypuszczając z pokoju Angelikę. Była nieco biała na twarzy, ale poza tym chyba nic jej nie dolegało.
- I co? Gdzie cię przydzielili? - Max od razu stanął obok niej.
- Nie wiem. Powiedzą nam kiedy obaj wyjdziecie. Max twoja kolej - zwróciła się do kolegi, który z wahaniem wszedł do pokoju, zamykając za sobą drzwi.
- Jesteś blada, wszystko dobrze? - zapytałem niedawno poznaną dziewczynę.
- Tak, nic mi nie jest. To tylko stres - uśmiechnęła się do mnie słabo. - Nie mam pojęcia jak wypadłam.
- Co się tam działo? - zapytałem, nie mogąc powstrzymać ciekawości.
- Nic strasznego, ale lepiej, żebyś przekonał się sam. Znaczy w sumie to było trochę straszne, ale nic mi się nie stało, więc ty też przeżyjesz.
- A myślałem, że to ja jestem mistrzem dodawania otuchy - uśmiechnąłem się lekko.
Pod moją koszulką coś się poruszyło i omal nie dostałem zawału. Dopiero po chwili przypomniałem sobie o Ave. Wiewiórka zaczęła się niespokojnie wiercić, przez co prawie wybuchnąłem śmiechem. Szturchnąłem ją lekko i zaraz tego pożałowałem, bo mściwe pazurki delikatnie podrapały mnie w miejscu, gdzie mam największe łaskotki. Nie wytrzymałem i zacząłem cicho chichotać.
- Co ci jest? - Angelika spojrzała na mnie jak na totalnego wariata. Starałem się opanować, ale ogon Ave po raz kolejny pomiział mnie po brzuchu.
- T-to nic… Tylko… Ave przestań! - zwierzak niezadowolony moim tonem głosu, zaczął się wspinać po koszuli. Po chwili z za mojego kołnierzyka wyłoniła się ruda główka.
- Czy to jest…Wiewiórka? - tym razem to Angelika prawie spadła krzesła starając się stłumić napad niekontrolowanego śmiechu. Kiedy w końcu się uspokoiła, na jej twarzy cały czas plątał się szeroki uśmiech.
- Dobra już cicho, bo cię usłyszą - skarciłem ją przyciszonym głosem.
- Będę cicho jak tylko mi powiesz po co ci wiewiórka - znów zachichotała.
- To jest Ave. Uparła się żeby przyjść - usiłowałem wyciągnąć zwierze zza kołnierza, ale Ave najwyraźniej onieśmielona towarzystwem, przyczepiła się do koszuli i ani śmiała puścić. - Ave wyłaź stamtąd albo przerobię cię na potrawkę - wiewiórka popatrzyła mi w oczy jakby oceniając, czy mówię prawdę i widząc moją całkowitą powagę, wgramoliła się na moje ramię.
- Jaka śliczna, mogę pogłaskać? - Angelika popatrzyła na mnie z błaganiem.
- Nie wiem czy ci pozwoli, ale możesz spróbować. Chodź, Ave. - zwierzątko wskoczyło mi na dłoń i powąchało rękę Angeliki. - No idź.
Wiewiórka śmiało wskoczyła na kolana Angeliki i zadowolona z pieszczot zwinęła się w kłębek. W tym momencie otworzyły się drzwi. Spojrzałem na Angelikę z niemą prośbą.
- Idź popilnuję jej - dziewczyna nawet na mnie nie spojrzała, zajęta głaskaniem zwierzaka.
Minąłem się w drzwiach z Max’em, który choć miał nieco dziwną minę, wyglądał na całego. Ruszyłem więc nieco szybciej. Przed zamknięciem drzwi usłyszałem jeszcze tylko rozbawiony głos Max’a.
- Czy ty trzymasz na kolanach wiewiórkę?
Odetchnąłem głęboko dopiero teraz dostrzegając wpatrzone we mnie pięć postaci. Szybko rozejrzałem się po pokoju.
Było to niewielkie pomieszczenie z białymi ścianami, w którym jedynymi meblami był podłużny stolik, przy którym siedziała Christina, Andre, Elin i Aquarin, oraz dwa krzesła ustawione naprzeciwko siebie. Na jednym z nich siedziała wyrocznia, przed którą wisiała kula z mętnej wody.
- Usiądź - poprosiła staruszka. Wykonałem polecenie, wpatrując się w wodę z obawą.
Kobieta wsadziła do niej jedną rękę, gestem prosząc mnie o to samo. Zawahałem się i zanurzyłem dłoń w cieczy. Od razu wyczułem umysł Wyroczni. Było inaczej niż podczas Uroczystości Wyboru. Wtedy wiedziałem tylko co kobieta chce zrobić z wodą, a teraz miałem wrażenie, że gdybym tylko chciał, mógłbym wniknąć w jej myśli.
- Posłuchaj mnie uważnie i staraj się nie okazywać emocji. - w mojej głowie rozbrzmiał głos staruszki. - Wybrałam ciebie, ponieważ nie możesz tu zostać. Wiesz dlaczego? Nic nie mów, po prostu pomyśl - poinstruowała, widząc, że otwieram usta.
- Z powodu mojej mocy? Zawsze myślałem, że dlatego będę musiał zostać. - odpowiedziałem w myślach.
- Tak, z powodu mocy. Od kiedy o niej wiesz?
- Od ośmiu lat. - staruszka pokiwała lekko głową.
- Wiedziałam, że to w końcu nastąpi. Posłuchaj, kiedy wejdziecie do drugiego pokoju, nie możesz ukazać swojej pełnej mocy. Za każdym razem podnoś ręce. Jeśli Aquarin się dowie jaką mocą dysponujesz, każe ci zostać. Nie może się dowiedzieć. Nigdy. Trafisz do Ignem, to najbezpieczniejsze rozwiązanie. A teraz musimy kończyć, bo się domyślą - ręka Wyroczni zaczęła wysuwać się z wody.
- Czekaj! Dlaczego ja? Przecież jest tyle Aquerów! Dlaczego sam odkryłem swoją moc? I dlaczego do Ignem?
- Ponieważ zrodziłeś się z połączenia, które nie miało prawa zaistnieć i ponieważ ogień nie może ci nic zrobić. Nie martw się, spotkamy się wkrótce, musisz tylko mi na to pozwolić. A teraz idź i nie mów nikomu o tym, czego się dowiedziałeś.
Wyrocznia wyciągnęła suchą dłoń z wody i wstała. Po chwili zrobiłem to samo, starając się ukryć emocje. Kobieta skinęła głową, nakazując mi podążać za sobą.  Wyszliśmy przez drzwi, na które wcześniej nie zwróciłem uwagi.
Pomieszczenie, do którego weszliśmy było dwa razy większe od poprzedniego. Ściany nosiły ślady uderzeń. Na środku sali płonęło ognisko, a po jego prawej stronie stała górka usypana z kamieni i ziemi. Po jednej ze ścian spływała woda, tworząc coś w rodzaju wodospadu.
- Wybierz z czym chcesz walczyć - pokierowała mnie Wyrocznia, wcześniej posyłając znaczące spojrzenie.
- Ogień - powiedziałem bez zastanowienia, a ledwie dostrzegalne skinięcie głową, potwierdziło, że poprawnie wybrałem.
- Elinie mógłbyś?
Mężczyzna ruszył, zatrzymując się dopiero tuż przed ogniskiem. Jego ubrania powinny zająć się ogniem, nic takiego jednak się nie działo. Kątem oka dostrzegłem, że wszyscy oprócz naszej dwójki wycofali się pod ścianę.
- Spróbuj się obronić - na twarzy Elina pojawił się lekceważący uśmiech. Z niewiadomych powodów miałem ochotę zedrzeć mu go z twarzy. Powstrzymywały mnie słowa wyroczni. Będę miał okazję to zrobić, jeśli się powstrzymam. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu, który najwyraźniej zdenerwował Elina, bo ten sięgnął go ognia i wyciągnął z niego… płomień.
Patrzyłem jak zaczarowany, jak ogień w jego rękach formuje się w kulę, po czym szybko przecina powietrze, pędząc w moją stronę. W ostatniej chwili odskoczyłem  w bok, sięgając ręką w stronę wodospadu. Kazałem wodzie uformować się w coś na kształt tarczy, ustawiając ją w kierunku Elina. Ten zaczął ruszać ręką, jednak nic się nie działo. Nic o prócz tego, że kula ognia, którą wcześniej rzucił, zawróciła i pędziła prosto na mnie, o czym dowiedziałem się dopiero słysząc syk parującej wody za plecami. Nie miałem pojęcia skąd się tam wzięła chroniąca mnie woda . Spojrzałem w stronę Aquarina i Wyroczni, jednak ani jedno, ani drugie nie wyglądało jakby mi pomagało.
- Nie śpij, Rybko - usłyszałem drwiący głos Elina, a kiedy się odwróciłem, ujrzałem kolejny płomień w jego ręce.
Tym razem jednak ogień nie uformował się w kulę, a w coś na kształt bardzo dużego węża. Węża ziejącego ogniem, należałoby dodać. Tak więc przede mną stanął właśnie smok stworzony z ognia, przy którym moja tarcza wodna, wyglądała jak duża kałuża. Ruszyłem biegiem w stronę wodospadu, chcąc sprawiać pozory początkującego. Siła świerzo upieczonego Aquera zależy od odległości od wody. Wiedziałem to z własnego doświadczenia, stanąłem więc pod ścianą i udając ogromny wysiłek kazałem wodzie ułożyć się w podobnego smoka, trochę mniejszego. Uznałem, że mieści się to w skali umiejętności jakie powinienem mieć mój przeciętny rówieśnik.
Ognisty smok ruszył do przodu, po kilku metrach spotykając swoją wodną wersję. Stwory zderzyły się, powodując, że sala wypełniła się gorącą parą. Po chwili oba zniknęły, a co za tym idzie, widoczność w pomieszczeniu ograniczyła się do kilku metrów. Nie miałem pojęcia gdzie znajduje się mój przeciwnik, kazałem więc wodzie otoczyć się ze wszystkich stron.
Nagle w pokoju zerwał się wiatr, który zwiększył pole widzenia, wywiewając parę przez małe okienko znajdujące się przy suficie. Spojrzałem na Elina i uśmiechnąłem się rozbawiony. Najwyraźniej mamy podobne pomysły, bo mój przeciwnik stał, otoczony ze wszystkich stron ogniem.
- Wystarczy - Aquarin przeszywał nas zaciekawionym spojrzeniem.
Zacząłem oddychać szybciej i pochyliłem się udając zmęczenie. Chyba wyglądałem dość przekonująco, bo Aliquid powietrza i ziemi popatrzyli na mnie ze współczuciem. Tylko Elin przyglądał mi się podejrzliwie z nieodgadnioną miną.
- Dziękuję za pokaz - zwrócił się do Ignisa. - Araelu, jestem pewny, że poradzisz sobie jako transfer - na twarzy Wyroczni przez sekundę widniał nikły uśmiech. - Teraz proszę, zaproś resztę do środka.
Wróciliśmy do białego pomieszczenia, a kiedy ja wyszedłem do Max’a i Angeliki, reszta zajęła swoje miejsca.
- Chodźcie, wołają nas. - uśmiechnąłem się do nowych kolegów. - Ave chodź tutaj.
Wiewiórka w sekundę znalazła się na moim ramieniu, po czym weszła z powrotem pod koszulę.
W trójkę, albo raczej w czwórkę wróciliśmy do małego pokoju, wszyscy z niecierpliwością czekając na werdykt.
Wyrocznia stanęła przed nami trzymając w ręce trzy medaliony. Były one znakiem  Aliquid. Każdy medalion był inny. Wyrocznia sama je tworzyła i choć nie raz zastanawiano się w jaki sposób, nikt nie miał o tym bladego pojęcia, nawet sam Aquarin. Według legend, medalion zwiększa naszą moc, chroni od złego, a nawet pomaga znaleźć przeznaczoną nam osobę. Dzieciom opowiada się, że jeżeli dwa medaliony pasują do siebie, oznacza to długie, szczęśliwe życie, nie tylko z partnerem, ale także z dziećmi, które niewątpliwie urodzą się z tak idealnego związku. Co prawda nikt nie wierzy w te historie, ale nikt także nie zaprzecza, że są prawdziwe, nie chcąc odbierać dzieciom marzeń.
- Angeliko - wezwała dziewczynę wyrocznia. Kiedy ta podeszła, staruszka włożyła jej na szyję jeden z medalionów, po czym szepnęła na ucho krótką przepowiednię. I choć w nie także nikt nie wierzy, każdy zapamiętuje swoją na całe życie. - Od jutra zamieszkasz w Terram. Niech twoja moc ci służy i pozwoli wypełnić przepowiednię. - Wyraźnie wzruszona dziewczyna powróciła na swoje miejsce.
- Maksymilianie - zdenerwowany chłopak podszedł do Wyroczni, a ta powtórzyła wcześniejsze czynności. - Twoim przeznaczeniem jest życie w Aer. Niech twoja moc ci służy i pomoże czynić dobro - chłopak z ulgą się wycofał, spoglądając na mnie ze współczuciem.
- Araelu - wystąpiłem śmiało naprzód, zatrzymując się przed Wyrocznią. Kobieta założyła mi na szyję medalion w kształcie półksiężyca z wystającym półokręgiem i zbliżyła się do mnie. Pochyliłem się by móc usłyszeć jej cichy głos. Ze zdumieniem wsłuchiwałem się w przepowiednię, próbując ją zrozumieć. Wyrocznia skończyła mówić i odsunęła się. - Niech twoja moc ci służy i pomoże wypełnić postawione przed tobą zadanie. - Dokończyła staruszka, pozwalając mi wrócić na miejsce.
Aquarin wstał, chcąc zabrać głos, Wyrocznia jednak powstrzymała go ruchem ręki.
- Teraz twoja kolej. Podejdź Ave. - wpatrywałem się w Wyrocznie z osłupieniem, podobnie jak stojący przy mnie Max i Angelika. Pozostali z niezrozumieniem kierowali na nią pytający wzrok, który po chwili przeniósł się na moją koszulę, z pod której wyszła ruda wiewiórka.
Ave zeskoczyła na ziemię i bez strachu weszła na dłoń wyroczni. Spojrzałem na Aliquid i ledwo powstrzymałem śmiech na widok ich min. Aquarin z otwartymi ustami, przecierał oczy, Andre miał minę, jakby zobaczył ducha, Christiana przybrała pozycję obronną, a Elin po prostu buchnął śmiechem. Po plecach przeszły mi przyjemne ciarki, kiedy usłyszałem przyjemny dźwięk. Uśmiechnąłem się mimowolnie. Kiedy minęło pierwsze zdziwienie wszystkich zebranych. Wyrocznia kontynuowała. Założyła na szyję wiewiórki rzemyk z kryształem i szepnęła coś do niej.
- Niechaj moc kryształu cię chroni i umożliwi ci służenie swojemu przyjacielowi.
Ave zeskoczyła na ziemię i ponownie wspięła się po moich ubraniach, tym razem zostając na ramieniu.
Wyrocznia skinęła głową Aquarinowi, który zdążył już przybrać normalny wyraz twarzy, pozwalając mu mówić.
- Cóż, po tym zaskakującym zakończeniu...- tu wbił wzrok w moją osobę - ...Chciałem wam jeszcze raz pogratulować i oznajmić, że jutro w południe wyruszacie. Dzisiejszą noc spędźcie z rodziną, a w jutrzejszą podróż weźcie tylko najważniejsze rzeczy. Jeśli wszystko jasne, możecie iść.
We trójkę wyszliśmy z małego pokoju, zamykając za sobą drzwi. Max i Angelika spojrzeli po sobie, by później wbić wzrok we mnie i wybuchnąć niepohamowanym śmiechem. Po chwili wszyscy troje, podtrzymując się wzajemnie, wyszliśmy z budynku, zostawiając za sobą cały stres i zdenerwowanie.